Według Eurostatu, w 2016 roku Polska jako jeden z nielicznych krajów UE odnotowała spadek liczonych w euro jednostkowych kosztów pracy. Nawet licząc w walucie krajowej, wypadamy gorzej od Rumunii, Bułgarii czy Węgier. Trudno w tym przypadku mówić o „rynku pracownika” w Polsce.

Na łamach portalu Bankier.pl Krzysztof Kolany zwraca uwagę, że zyskująca ostatnio na popularności teza o panowaniu w Polsce „rynku pracownika”, w którym to pracownicy dyktują warunki pracodawcom, nie jest do końca słuszna. Mimo najniższej od 25 lat stopy bezrobocia, rosnącego zatrudnienia w sektorze przedsiębiorstw rośnie stabilnie i narzekania przedsiębiorców na brak rąk do pracy zauważa, że „chyba wielu z nas ma wrażenie, że coś tu nie gra”.

Zdaniem Kolanego, rzeczywiście w dużych miastach znalezienie prostej pracy za „najniższą krajową stawkę” raczej nie jest problemem. Nie generalnie słychać jednak o tym, żeby pracownicy próbowali wymuszać na firmach znaczne podwyżki płac, grożąc odejściem z pracy. Zaznacza, że taka sytuacja miała miejsce 10 lat temu – gdy boom kredytowy i emigracja zarobkowa na Zachód, głownie do Wielkiej Brytanii, sięgała szczytu.

Analityk portalu Bankier.pl zwraca uwagę na niski wzrost wynagrodzeń – przeciętne wynagrodzenie brutto w sektorze przedsiębiorstw w ostatnich trzech latach rosło w tempie 3-5 proc. w ujęciu „rok do roku”. – W warunkach łagodnej deflacji był to wynik całkiem przyzwoity. Ale już przy 2-procentowym ubytku siły nabywczej polskiego pieniądza (tzw. inflacja CPI) jest to rezultat po prostu słaby – uważa Kolany, którego zdaniem w warunkach „rynku pracownika” rosłyby one w nominalnym tempie ponad 10 proc. rocznie – jak przed 10 laty.

Z kolei najnowsze dane Eurostatu nt. jednostkowych kosztów pracy (średni koszt godziny pracy w danym kraju – tj. wynagrodzenie brutto pracownika plus „składki” na ubezpieczenia społeczne po stronie pracodawcy) dot. przedsiębiorstw zatrudniających przynajmniej 10 pracowników (w Polsce ok. 1/3 pracujących) pokazują, że w 2016 roku spadły one o 0,2% rdr.  Wynosząc 8,6 euro za godzinę. W krajach UE tańsza praca występuje już tylko na Węgrzech, Łotwie, Litwie, Rumunii i Bułgarii. Przy czym w wymienionych krajach w ub. roku odnotowano wyraźny solidny wzrost kosztów pracy, w tym także wynagrodzeń.

Większe spadki kosztów pracy zanotowano we Włoszech (-0,8 proc.) i Wielkiej Brytanii (-10,1%). Portal Bankier.pl zaznacza, że w przypadku Polski i Wielkiej Brytanii istotną rolę odegrał kurs walutowy, gdyż złoty, a zwłaszcza funt, straciły na wartości wobec euro. Jednak nawet licząc zmianę jednostkowych kosztów pracy w walucie krajowej wzrost w przypadku Polski wynosi 4,1% rdr, czyli do 37,5 zł (brutto) za godzinę. Podczas gdy w Rumunii było to 12,7%, w Bułgarii 7,8%, a na Węgrzech 5,1%.

W przypadku Czech wzrost był niższy – tylko o 2,8%. Jak jednak informowaliśmy, tamtejszy rząd prowadzi świadomą politykę ograniczania napływu gastarbeiterów ze Wschodu po to, aby podnieść poziom płac, szczególnie na stanowiskach najgorzej płatnych. Sprawa zatrudniania cudzoziemców stała się nawet jednym z głównych tematów nadchodzącej kampanii wyborczej.

W latach 2008-2016 godzinowy koszt pracy w Polsce zwiększył się nominalnie zaledwie o jedno euro: z 7,6 € do 8,6€. Dla porównania, w tym samym czasie średni jednostkowy koszt pracy w Niemczech wzrósł z 27,9 do 33 euro, a we Francji z 31,2 do 35,6 euro. Również w krajach dotkniętych kryzysem gospodarczym, takich jak Hiszpania i Portugalia, bezwzględny wzrost nominalnych kosztów pracy był wyższy niż w Polsce (odpowiednio o 1,9 euro i 1,5 euro).

Wcześniej, w rozmowie z Kresami.pl były wiceminister finansów, dr Cezary Mech podkreślał niebezpieczeństwo sytuacji, w której procesy stymulujące wzrost wynagrodzeń są hamowane:

– One są już na poziomie niższym, niż to było na początku tego dziesięciolecia. To są wielkości 3,2% wzrostu przeciętnego wynagrodzenia rocznie, w sytuacji, gdy kraje „frontowe”, które powinniśmy chcieć dogonić, jak Japonia, mają wzrost wynagrodzeń na poziomie 2,4%. A więc na poziomie porównywalnym do Polski, która powinna kraje Zachodu w miarę szybko dogonić. To pokazuje, że jesteśmy nakierowywani na gospodarczą zapaść w przyszłości.

Bankier.pl / Kresy.p




Zbierzmy 1000 stałych darczyńców i wyłączmy wszystkie zewnętrzne reklamy na Kresach. Pomóż nam zbudować solidną dziennikarską platformę, publikującą ekskluzywne, wysokiej jakości informacje, opinie i analizy, utrzymującą się wyłącznie dzięki zaufaniu Czytelników.

Kresy.pl są w 100% oddolną obywatelską inicjatywą, nie stoją za nami ani medialne konsorcja, ani rządowe dotacje. Naszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim formom manipulacji opinią publiczną w Polsce. W dobie wojny informacyjnej nie ma zadania bardziej palącego niż odpowiedzialne wspieranie zaufanych mediów.

Wyłącz reklamy

Wesprzyj jednorazowo

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz