To była jedna z najbardziej kontrowersyjnych inicjatyw sanacji. 17 czerwca 1934 roku prezydent Ignacy Mościcki podpisał rozporządzenie, które zapoczątkowało działalność Miejsca Odosobnienia w Berezie Kartuskiej.
Choć władze sanacyjne przedstawiały je jako niezbędny środek obrony państwa, obóz ten szybko stał się symbolem represji. Jego sposób funkcjonowania naruszał podstawowe prawa obywatelskie.
Bezpośrednim impulsem do powołania obozu był zamach z 15 czerwca 1934 roku, w którym zginął minister spraw wewnętrznych, gen. Bronisław Pieracki. Sprawcą zamachu był członek ukraińskiej organizacji nacjonalistycznej OUN. W atmosferze politycznego szoku rząd Leona Kozłowskiego zdecydował się na błyskawiczną reakcję: już 17 czerwca prezydent podpisał dekret umożliwiający izolowanie osób podejrzanych o „działalność zagrażającą porządkowi publicznemu” – bez sądu, bez aktu oskarżenia i bez prawa do obrony. Inicjatywa miała poparcie Józefa Piłsudskiego.
Bezwzględna izolacja
Cztery dni później, 21 czerwca 1934 roku, na terenie dawnych koszar wojskowych w Berezie Kartuskiej (dziś na terenie Białorusi), utworzono pierwsze w Polsce Miejsce Odosobnienia – i, jak się z czasem okazało, również jedyne, mimo że rozporządzenie dopuszczało możliwość powołania większej liczby takich ośrodków.
Lokalizacja w jednym z najbardziej odizolowanych i biednych regionów miała ograniczyć kontakt więźniów ze światem zewnętrznym, w tym ze środowiskami politycznymi osadzonych. Projekt miał pełne poparcie wojewody poleskiego, Wacława Kostki-Biernackiego – byłego legionisty, znanego z bezwzględności i zamiłowania do dyscypliny. Pierwszym komendantem obozu został Bolesław Greffner. Jego kadencja nie trwała długo – został odwołany, prawdopodobnie za zbyt brutalne traktowanie osadzonych.
Cat trafił tam za „osłabianie ducha obronnego Polaków”
Choć oficjalnie obóz przeznaczony był dla komunistów, ukraińskich nacjonalistów i radykałów, z czasem zaczęli tam trafiać także publicyści, narodowcy, a nawet umiarkowani krytycy sanacji. Jednym z najbardziej znanych więźniów był Stanisław Cat-Mackiewicz, redaktor naczelny wileńskiego „Słowa”, zatrzymany w 1939 roku za „systematyczną krytykę rządu” i „podrywanie zaufania narodowego do Naczelnego Wodza”. W sumie przez Berezę mogło przewinąć się około 3 tysięcy osób.
Życie codzienne w obozie opierało się na rygorystycznym regulaminie opracowanym przez Kostkę-Biernackiego. Dzień zaczynał się o 4:00 rano i był wypełniony ciężką pracą fizyczną, ćwiczeniami, apelami i raportami. Wprowadzono całkowity zakaz rozmów między więźniami, zakaz palenia, przyjmowania paczek od rodzin i surowe ograniczenia w korzystaniu z toalet – czas na załatwienie potrzeb fizjologicznych liczono w sekundach i można je było załatwiać tylko po posiłkach.
Brutalne metody dyscyplinujące obejmowały bicie, upokorzenia, a nawet symulowanie egzekucji. Więźniowie pracowali głównie fizycznie – najgorsze przydziały obejmowały sprzątanie toalet i wywożenie nieczystości gołymi rękami.
Brak statystyk, liczne dramaty
Władze nie prowadziły dokładnych statystyk dotyczących liczby osadzonych czy zgonów. Szacuje się, że w Berezie Kartuskiej mogło zginąć od 5 do 13 osób. Wielu więźniów po opuszczeniu obozu cierpiało na poważne problemy zdrowotne, wynikające z długotrwałego niedożywienia, wycieńczającej pracy i stresu psychicznego.
Wyżywienie w obozie było gorsze niż to, które przysługiwało więźniom kryminalnym odsiadującym wyroki za ciężkie zbrodnie. Piotr Siekanowicz, badacz historii obozu, podkreśla, że także w samej Berezie więźniowie kryminalni mieli się lepiej niż inni – mieszkali w lepszych warunkach, otrzymywali większe racje żywnościowe, a nawet mieli dostęp do używek. W zamian pełnili funkcję informatorów, donosząc na innych osadzonych.
Bereza Kartuska stała się symbolem sanacyjnych represji. Opozycja głośno krytykowała decyzję o jej utworzeniu. Obóz jednak funkcjonował aż do września 1939 roku, kiedy przestał istnieć razem z całą II Rzeczpospolitą.
Rozporządzenie z 17 czerwca 1934 roku pozostaje do dziś jedną z najciemniejszych kart w historii Polski międzywojennej. Funkcjonowanie Miejsca Odosobnienia w Berezie Kartuskiej wciąż budzi kontrowersje i stanowi przykład nadużywania władzy pod pretekstem ochrony państwowości.
Kresy.pl / PAP









