Nocą z 25 na 26 lipca 1944 roku, tuż przed wybuchem Powstania Warszawskiego, w okupowanej Polsce miała miejsce jedna z najbardziej spektakularnych operacji Polskiego Państwa Podziemnego — „Most III”.

Była to trzecia i zarazem najważniejsza z serii tajnych akcji lotniczych, podczas których alianci lądowali w Polsce, by dostarczyć emisariuszy i sprzęt, a zabrać ludzi oraz informacje strategiczne. Tym razem chodziło o coś wyjątkowego: dane techniczne i fragmenty niemieckiej rakiety balistycznej V-2, zdobyte przez wywiad Armii Krajowej.

25 lipca, kilka minut po północy, brytyjski samolot transportowy Dakota KG-477 „V” z 267 Dywizjonu RAF wylądował na konspiracyjnym lądowisku „Motyl” w okolicach Wału Rudy nieopodal Tarnowa. Była to misja o najwyższym stopniu ryzyka — w pobliżu lądowiska stacjonowały oddziały Luftwaffe i niemiecka żandarmeria. Teren chroniło ponad 400 osób, w tym żołnierze AK i okoliczni mieszkańcy. Samolot przyleciał z Brindisi we Włoszech, skąd loty były krótsze i bezpieczniejsze niż z Anglii. Dzięki zdobytym przez aliantów bazom we Włoszech operacje tego typu stały się możliwe dopiero w 1944 roku.

Na pokładzie samolotu z Włoch do Polski przylecieli emisariusze polskiego rządu na uchodźstwie: Jan Nowak-Jeziorański ps. „Zych” oraz trzej cichociemni: mjr Bogusław Wolniak „Mięta”, kpt. Kazimierz Bilski „Rum” i ppor. Leszek Starzyński „Malewa”. Do kraju trafiła też poczta i przesyłki z Londynu.

Z Polski odlatywało pięć osób. Trzej pasażerowie byli ważnymi przedstawicielami politycznymi: Tomasz Arciszewski „Stanisław” — przywódca PPS i przyszły kandydat na prezydenta RP, Józef Retinger „Salamander” — emisariusz rządu emigracyjnego oraz Tadeusz Chciuk „Marek Celt” — kurier z ogromną przesyłką polityczną, największą w historii Polski Podziemnej. Z nimi lecieli również dwaj wojskowi: por. Czesław Miciński oraz kpt. Jerzy Chmielewski „Rafał” — oficer wywiadu AK i kluczowy uczestnik operacji.

To właśnie „Rafał” przewoził najważniejszy ładunek tej nocy — dokumentację i elementy rakiety V-2, niemieckiej broni odwetowej (Wunderwaffe), którą III Rzesza atakowała Londyn. Części pocisku oraz techniczne opisy zdobyli żołnierze AK i polscy naukowcy, ryzykując życie. Zdobyte informacje pozwoliły aliantom lepiej zrozumieć konstrukcję rakiet V-2, co umożliwiło bombardowanie niemieckich zakładów produkujących tę broń.

— Najważniejsze było to, co wiózł „Rafał”, zarówno w głowie, jak i w dokumentach i kilku workach. To była główna przyczyna nagłości operacji — wspominał po latach Tadeusz Chciuk.

Po pięciu minutach od lądowania rozpoczęła się wymiana pasażerów i ładunku. Jednak po zakończeniu załadunku Dakota nie mogła wystartować — jej koła ugrzęzły w mokrej ziemi. Trzy próby oderwania się od gruntu zakończyły się fiaskiem, a czas działał na niekorzyść uczestników. Niemcy byli zaledwie kilkaset metrów od lądowiska. W pewnym momencie rozważano zniszczenie maszyny, by nie wpadła w ręce wroga.

Dzięki szybkiej interwencji partyzantów i miejscowych udało się wykopać rowy, podsypać siano i deski pod koła. W końcu, po 65 minutach od lądowania, Dakota oderwała się od ziemi i odleciała na południe.

Samolot wylądował bezpiecznie we Włoszech o 5:43 nad ranem. Cała operacja trwała 10 godzin i 15 minut. Przez aliantów została uznana za sukces — dostarczone informacje i elementy V-2 pozwoliły nie tylko lepiej zrozumieć niemiecką broń, ale i zidentyfikować co najmniej 16 zakładów zbrojeniowych, które później zostały zbombardowane.

Mimo to, jak gorzko zauważył Chciuk, „ogromnego wkładu Polaków w walkę z Wunderwaffe ci, którzy najwięcej zawdzięczają — Anglicy — nie dostrzegli lub szybko zapomnieli”. Operacja „Most III” pozostaje symbolem brawury i skuteczności Polskiego Państwa Podziemnego.

Kresy.pl / Polska Zbrojna / Polskie Radio

Tagi: , , ,
forma płatności