4 lipca 1946 roku w Kielcach doszło do pogromu ludności żydowskiej, jednego z najtragiczniejszych wydarzeń powojennej historii Polski. Główne zajścia rozegrały się przy ulicy Planty 7/9, gdzie mieszkali Żydzi ocaleni z Zagłady i gdzie działały instytucje żydowskie.
Według ustaleń śledztwa IPN zginęło 37 Żydów i trzech Polaków, a 35 osób zostało rannych.
Bezpośrednim zapalnikiem była fałszywa historia o rzekomym porwaniu ośmioletniego Henryka Błaszczyka przez Żydów. Chłopiec zaginął 1 lipca, a po powrocie do domu opowiedział, że miał być przetrzymywany w piwnicy. 4 lipca jego ojciec, Walenty Błaszczyk, zgłosił sprawę milicji. Po drodze chłopiec wskazał dom przy Planty 7/9 jako miejsce rzekomego uwięzienia. Opowieść była nieprawdziwa: budynek nie miał piwnic, a chłopiec najprawdopodobniej wymyślił tę wersję, aby uniknąć kary za samowolne oddalenie się z domu.
Plotka trafiła jednak na podatny grunt. W powojennej Polsce panowały bieda, chaos, napięcia społeczne i polityczne, a w wielu środowiskach żywe były antyżydowskie stereotypy, w tym zabobon o tak zwanym mordzie rytualnym. Dodatkowym źródłem napięć były spory o mienie pożydowskie, powroty ocalałych z Zagłady oraz konflikt między władzami komunistycznymi a podziemiem niepodległościowym i legalną opozycją.
Istotną rolę w wydarzeniach odegrały działania milicji, wojska i Urzędu Bezpieczeństwa. Funkcjonariusze nie tylko nie zatrzymali rozchodzenia się plotki, lecz według relacji sami ją rozpowszechniali.
Na Planty skierowano kolejne patrole milicji i wojska, jednak ich obecność nie powstrzymała przemocy. Według opracowania ŻIH, pierwsze strzały padły ze strony wojskowych, a żołnierze wyciągali Żydów z pomieszczeń. Przed budynkiem ofiary były bite przez tłum, w którym znajdowali się zarówno cywile, jak i żołnierze. Przemoc objęła również inne miejsca w mieście, w tym okolice dworca.
Pogrom trwał kilka godzin, choć doszło do niego w centrum miasta wojewódzkiego, w pobliżu siedzib komunistycznego aparatu siłowego. Ten fakt pozostaje jednym z najważniejszych punktów sporu o genezę wydarzeń.
Według jednej z interpretacji był to spontaniczny wybuch przemocy, wywołany fałszywą pogłoską, powojennym rozchwianiem i antyżydowskimi nastrojami. Taką ostrożną ocenę przyjęto między innymi w śledztwie IPN umorzonym w 2004 roku, w którym nie znaleziono jednoznacznych dowodów na z góry zaplanowaną prowokację.
Inna hipoteza wskazuje na działanie komunistycznego aparatu bezpieczeństwa albo przynajmniej świadome przyzwolenie na eskalację. Jej zwolennicy podkreślają, że władze niemal natychmiast wykorzystały pogrom propagandowo, oskarżając o niego „reakcję”, podziemie niepodległościowe, Narodowe Siły Zbrojne, Polskie Stronnictwo Ludowe, Kościół i środowiska emigracyjne. Już 4 lipca 1946 roku oficjalny przekaz PAP sugerował polityczne tło zajść. W komunikacie stwierdzano, że „Kielce stały się terenem niesłychanej prowokacji elementów reakcyjnych, które wywołały pogrom Żydów”. Dokonał tego „tłum podburzony przez celowo rozstawionych organizatorów pogromu”, a „bestialskim mordom towarzyszyły przemówienia podżegaczy, którzy […] wznosili okrzyki na cześć Andersa”.
W nowszych analizach zwraca się także uwagę na obecność oficerów sowieckich i na fakt, że w Kielcach znajdowały się znaczne siły zdolne do szybkiego opanowania sytuacji. Nie przesądza to, że pogrom został bezpośrednio zaplanowany przez Sowietów, ale wzmacnia pytania o bierność, chaos decyzyjny i odpowiedzialność aparatu państwowego.
Najostrożniejszy wniosek brzmi więc: bezpośrednim impulsem była fałszywa opowieść o porwaniu dziecka, lecz zbrodnia nie osiągnęłaby takiej skali bez udziału, bierności lub skrajnej nieudolności milicji, wojska i Urzędu Bezpieczeństwa. Kwestia, czy był to przede wszystkim pogrom spontaniczny, kontrolowany chaos, czy zaplanowana prowokacja, pozostaje przedmiotem sporu historyków.
Konsekwencje były dalekosiężne. Po wydarzeniach z 4 lipca 1946 roku z Polski wyjechała kolejna fala ludności żydowskiej. Sama zbrodnia pozostała jednym z najbardziej spornych tematów polskiej pamięci historycznej: jako mord dokonany na ocalałych z Holokaustu, ale także jako wydarzenie obciążone komunistyczną propagandą, niepełnymi wyjaśnieniami i pytaniami o rolę aparatu bezpieczeństwa.
Czytaj też:
Żydzi nazywali je „dniami petlurowców”. Pogromy lwowskie pochłonęły do kilku tysięcy ofiar














