26 maja 1584 roku na Wawelu ścięto Samuela Zborowskiego — magnata, rotmistrza królewskiego i banitę, którego sprawa stała się jednym z najgłośniejszych konfliktów polityczno-prawnych końca XVI wieku w Rzeczypospolitej.
Jego egzekucja do dziś budzi kontrowersje – nie tylko jako akt sprawiedliwości bądź niesprawiedliwości, lecz także jako symbol walki o władzę, granice prawa oraz przywileje szlachty w Rzeczypospolitej Obojga Narodów.
Chuligańskie wybryki młodego magnata
Samuel Zborowski herbu Jastrzębiec urodził się ok. 1540 roku jako syn Marcina Zborowskiego i Anny z Konarskich. Był członkiem jednej z najpotężniejszych rodzin magnackich epoki, spokrewnionym z Górkami, Chodkiewiczami, Opalińskimi. Ambitny, wojowniczy i porywczy, nie stronił od konfliktów ani prowokacji.
Jego kariera polityczna nabrała tempa po bezpotomnej śmierci Zygmunta Augusta i objęciu tronu przez Henryka Walezego, którego Zborowscy silnie wspierali. To właśnie podczas koronacyjnych uroczystości Walezego w 1574 roku doszło do dramatycznego incydentu, który przesądził o losie Samuela. Samuel postanowił wziąć udział w pojedynku i czekał, aż ktoś równy mu rangą i zręcznością przyjmie wyzwanie. Na początku nikt nie chciał stanąć do walki. W końcu wyzwanie przyjął Karwat, sługa kasztelana wojnickiego Jana Tęczyńskiego. Samuel Zborowski poczuł się tym urażony – uznał to za zniewagę i wystawił przeciw Karwatowi własnego sługę, a sam wyzwał na pojedynek Tęczyńskiego.
Następnego dnia doszło do starcia sług – Karwat łatwo pokonał przeciwnika, co rozwścieczyło Zborowskiego. Wywołał awanturę, przez co turniej przerwano. Emocje jednak nie opadły. Gdy orszaki obu stron przypadkowo spotkały się w Krakowie, wywiązała się kolejna kłótnia i bójka. Świadkiem był kasztelan przemyski Andrzej Wapowski, który próbował interweniować – wtedy Samuel (lub jego sługa) uderzył go czekanem w głowę. Rozpętała się potyczka, a ranny Wapowski zmarł.
Zdarzenie, do którego doszło niemal na oczach króla, uznano za poważne przestępstwo i skandal, który nadszarpnął reputację rodu Zborowskich. Mimo to król Henryk Walezy wydał stosunkowo łagodny wyrok: skazał Samuela na banicję – wygnanie i utratę majątku.
Samuel poza kontrolą
Po ucieczce Walezego do Francji i elekcji Stefana Batorego Zborowski przyjechał do kraju. Początkowo chronił się bowiem na dworze władcy Siedmiogrodu, którym był Batory, i z nim wrócił do Polski. Nie doczekawszy się zaszczytów, wyjechał na Sicz Zaporoską – według niektórych doniesień miał tam nawet zostać wybrany na „hetmana Kozaków”.
Janowi Zamoyskiemu zazdrościł wpływów. Podobnie jak jego bracia, Zborowski związał się zatem z frakcją prohabsburską. Spiskował z Habsburgami przeciwko Batoremu. Latem 1583 roku, za namową Austriaków i bez zgody polskiego monarchy, zorganizował wyprawę na ziemie tureckie. To spotkało się z ostrą reakcją Osmanów – sułtan zagroził wojną, jeżeli winni rozbojów nie zostaną ukarani.
W czasie tej wyprawy Zborowski splądrował też dobra należące do Jana Zamoyskiego. W 1584 roku pojawił się w rejonie Sandomierza, a jego ludzie mieli się tam dopuszczać aktów przemocy. Sytuacja osiągnęła punkt krytyczny. Zborowski już niemal otwarcie śledził kanclerza Zamoyskiego, poruszając się za nim ślad w ślad po Małopolsce. Zamoyski postanowił działać.
Czytaj też: Zygmunt III Waza nie przeniósł stolicy do Warszawy. Po prostu wyprowadził się z Krakowa
„Nieżywy pies nie gryzie”
W nocy z 11 na 12 maja 1584 roku Samuel Zborowski został pojmany przez oddział wysłany przez Zamoyskiego, w majątku Piekary. Przetransportowano go do Krakowa i osadzono w zamkowej wieży jako niebezpiecznego przestępcę. Mimo protestów senatorów, próśb szlachty i wezwania do zwołania sejmu, hetman uzyskał zgodę króla na wykonanie wyroku. Natychmiastowej kary śmierci domagała się zresztą wdowa po Wapowskim. Stefan Batory miał ponoć odpowiedzieć lakonicznie: „Nieżywy pies nie gryzie”.
Zamoyski próbował wymóc na Zborowskim zeznania, które umożliwiłyby uznanie watażki za zdrajcę. Nie udało się – mimo to egzekucja odbyła się 26 maja. Według relacji, Zborowski, ubrany w kontusz, odmówił modlitwę i poprosił, by kat czekał z uderzeniem, aż trzy razy wypowie słowo „Jezus”. Jednak głos Samuela tak poruszył oprawcę, że ten uciekł. Ścięcia dokonał dopiero jeden z hajduków. „Skoczyła głowa trzy razy”, notowano później z grozą.
Czytaj też: Zamość: miasto idealne, które trafiło do podręczników
Egzekucja Samuela Zborowskiego wywołała polityczne trzęsienie ziemi. Zwolennicy magnata uznali to za zamach na wolność szlachecką, a Zamoyskiego okrzyknięto tyranem i bezprawnym egzekutorem. Sejmy i sejmiki przez lata debatowały nad legalnością wyroku. W 1589 roku przyjęto konstytucję, która ostatecznie uznała działania hetmana za legalne i „wiecznym milczeniem” nakazała zakończyć sprawę.
Zamoyski bierze jeńców
Zamoyski, oskarżany przez przeciwników o osobistą vendettę, przez lata musiał tłumaczyć się ze swojej decyzji. Dla rodu Zborowskich była to otwarta rana i powód do dalszej walki politycznej – aż do ich ostatecznego upadku.
Podczas kolejnej elekcji (1587) poparli Habsburga przeciwko Zygmuntowi III Wazie. Konflikt rozstrzygnął hetman Jan Zamoyski w bitwie pod Byczyną (1588), gdzie pojmał zarówno Maksymiliana Habsburga, czyli niedoszłego króla, jak i Andrzeja Zborowskiego, brata Samuela.
Czy Zborowski zasłużył na śmierć? Czy Zamoyski przekroczył granice prawa? A może wszystko to było tylko dramatem osobistych ambicji, wielkopańskiej lekkomyślności i brutalnej walki o wpływy? Odpowiedź na te pytania pozostaje otwarta.
Kresy.pl / Kurier Lubelski










