Po śmiertelnym ataku niedźwiedzia w Płonnej władze gminy Bukowsko alarmują o kolejnych incydentach z udziałem drapieżników. Samorząd domaga się odłowienia lub eliminacji osobnika uznanego za wyjątkowo konfliktowego. Dyrekcja Ochrony Środowiska zezwoliła na płoszenie niedźwiedzi, jednak wójt ocenia to rozwiązanie jako niewystarczające.

Pod koniec kwietnia w kompleksie leśnym na terenie gminy Bukowsko na Podkarpaciu niedźwiedź śmiertelnie zaatakował 58-letnią kobietę, która wraz z synem szukała zrzutów poroża. Około godziny 10.30 kobieta zadzwoniła do syna i poinformowała, że atakuje ją niedźwiedź.

Mimo wezwania służb ratunkowych kobieta zmarła w wyniku rozległych obrażeń głowy. Według wstępnej oceny Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Rzeszowie silny wiatr mógł sprawić, że zwierzę nie usłyszało ani nie wyczuło zbliżającej się kobiety, co mogło doprowadzić do agresji.

Kolejne zdarzenia z udziałem niedźwiedzi

Po śmiertelnym ataku w Płonnej władze gminy Bukowsko zaczęły informować o kolejnych zdarzeniach z udziałem niedźwiedzi. Według samorządu 1 maja niedźwiedź został zaobserwowany około 200 m od zabudowań w miejscowości Bukowsko. Kolejny incydent odnotowano 5 maja w Morochowie, w sąsiedniej gminie Zagórz, około 10 km od miejsca tragedii.

W komunikacie samorządu podano, że w Morochowie niedźwiedź miał zaatakować rolników budujących ogrodzenie dla bydła. Mężczyźni dobiegli do samochodu i przeczekali w nim do czasu, aż zwierzę oddaliło się z pola widzenia.

„W miejscowości Morochów, zaledwie 10 km od miejsca tragicznego ataku w Płonnej, zaatakowani przez niedźwiedzia zostali rolnicy budujący ogrodzenie dla bydła” — przekazała gmina.

Samorząd wskazał, że zwierzę ruszyło w kierunku ludzi mimo ich głosów i hałasu prac. W komunikacie oceniono, że tradycyjne metody odstraszania dźwiękiem mogły przestać działać, a niedźwiedź mógł zatracić naturalny lęk przed człowiekiem.

9 maja w miejscowości Wołkowyja wszedł na teren jednej z posesji i porwał kurę. Zabezpieczenia w postaci pastucha okazały się nieskuteczne.

Policja przedstawia inną wersję zdarzenia

Inną wersję na temat zdarzenia w Morochowie przedstawiła policja. Asp. Anna Oleniacz, rzeczniczka Komendy Powiatowej Policji w Sanoku, powiedziała w rozmowie z Interią, że zgłoszenie wpłynęło we wtorek przed godziną 13 i nie doszło do bezpośredniego kontaktu człowieka ze zwierzęciem.

„Osoby pracujące na pastwisku w Morochowie zauważyły niedźwiedzia. Zwierzę zaczęło się przemieszczać w ich kierunku. Mężczyźni zachowali się wzorowo — uciekli do pojazdów i odjechali, a następnie zawiadomili właściwe dla takiego incydentu służby” — powiedziała asp. Anna Oleniacz.

Policjanci po przyjeździe na miejsce nie zastali niedźwiedzia. Zwierzę prawdopodobnie oddaliło się do pobliskiego kompleksu leśnego.

Gmina domaga się decyzji

W związku z narastającym zagrożeniem gmina Bukowsko skierowała 25 kwietnia do Generalnego Dyrektora Ochrony Środowiska wniosek o zgodę na eliminację osobnika, który dokonał śmiertelnego ataku w Płonnej. Samorząd poinformował także o złożeniu wniosku do Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Rzeszowie o odłowienie niedźwiedzia.

„Z ubolewaniem stwierdzam, że do dnia dzisiejszego nie otrzymaliśmy żadnej reakcji ze strony Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska oraz Ministerstwa Klimatu i Środowiska” — oświadczył wójt gminy Bukowsko Marek Bańkowski.

„Zadajemy głośne pytanie decydentom w Warszawie: ile jeszcze incydentów musi się wydarzyć, aby nasze wnioski i realne zagrożenie życia mieszkańców zostały potraktowane priorytetowo?” — dodał wójt.

W rozmowie z Onetem Bańkowski podkreślał, że mieszkańcy oczekują konkretnych decyzji, a nie zapowiedzi kolejnych rozwiązań organizacyjnych.

„Potrzebujemy decyzji, nie obietnic. Chcemy konkretnej reakcji generalnego dyrektora, a nie opowiadań, że będzie tworzona jakaś grupa do odstraszania niedźwiedzi czy że będą stawiane śmietniki antyniedźwiedziowe. Opowieści trwają, a my tu żyjemy i codziennie zderzamy się z tymi drapieżnikami” — powiedział wójt gminy Bukowsko.

Ostrzeżenia dla mieszkańców

Po serii incydentów do mieszkańców wysłano elektroniczne ostrzeżenia. Do sołtysów i radnych trafiły dodatkowe komunikaty, a na tablicach ogłoszeń w większości miejscowości pojawiły się plakaty o zagrożeniu. Szkoły przekazały rodzicom informacje przez e-dziennik. Dyrektorom szkół zalecono, aby nie organizowali pieszych ani rowerowych wycieczek po terenie gminy.

„Te zdarzenia cały czas potęgują strach wśród mieszkańców. I u nas również, bo czujemy się odpowiedzialni za bezpieczeństwo i obawiamy się, żeby nic złego się tu nie wydarzyło. Ludzie przecież wciąż spacerują, wędrują. Mamy szkoły, dzieci, młodzież. Jesteśmy naturalnie przyzwyczajeni do korzystania z terenu naszej gminy. Teraz widać strach i ograniczenie aktywności na świeżym powietrzu” — powiedział wójt.

Spór o płoszenie niedźwiedzi

Regionalny Dyrektor Ochrony Środowiska w Rzeszowie wydał zgodę na płoszenie niedźwiedzi w rejonie Bukowska, także w pobliżu zabudowań, dróg i miejsc, w których przebywają ludzie. W celach obronnych dopuszczono użycie petard oraz sygnałów dźwiękowych. Wójt ocenił jednak, że takie rozwiązanie nie daje realnego poczucia bezpieczeństwa.

„Ta zgoda to w praktyce fikcja. Nikt nie będzie płoszyć niedźwiedzi, bo ludzie się tego po prostu boją. Wszyscy stoją dziś na stanowisku, że lepiej w ogóle nie zbliżać się do drapieżników, niż jeszcze iść w ich stronę i próbować je płoszyć” — stwierdził wójt.

Bańkowski zaznaczył, że gmina nie ma ludzi ani narzędzi do prowadzenia takich działań.

„Aktualnie nie płoszymy żadnych niedźwiedzi, bo nie mamy ani narzędzi, ani ludzi gotowych do takich działań. Mówię to wszystkim jasno: nie dysponuję pracownikami, nie dysponuję strażakami, żeby takie rzeczy robili. Nie chcę nikogo narażać” — powiedział.

Myśliwi i zarzuty o redukcję populacji

Według wójta myśliwi również nie chcą podejmować się płoszenia niedźwiedzi. Bańkowski odrzucił zarzuty, że samorząd i środowisko myśliwskie dążą do szerokiej redukcji populacji tych zwierząt.

„Dziś — w moim przekonaniu — prowadzony jest zorganizowany atak na środowisko myśliwych i próba jego zdyskredytowania, jakoby oni razem z wójtem dążyli do eksterminacji niedźwiedzi. To nieprawda. My najpierw chcemy odłowić tego osobnika, który wykazała tak agresywne zachowanie i zabił panią Edytę, a dopiero później zdecydować” — tłumaczył wójt.

Planowany zespół do płoszenia

Wiceminister klimatu i środowiska Mikołaj Dorożała zapowiedział zmiany w ustawie, które miałyby doprowadzić do powołania oficjalnego zespołu zajmującego się płoszeniem niedźwiedzi. Bańkowski ocenił, że przy rozległości Bieszczadów i Beskidu Niskiego takie rozwiązanie byłoby nieskuteczne.

„W moim przekonaniu to jest fikcja, niedorzeczność. Widzimy przecież, że w gminach bieszczadzkich takie płoszenia prowadzone są od dawna i nie przynoszą żadnych efektów. Niedźwiedzie jak chodziły po miejscowościach, tak chodzą” — powiedział wójt.

„Do tego przykładowo, żeby odstraszyć niedźwiedzia przy pomocy amunicji gumowej, zgodnie z przepisami należy oddać strzał z minimum 20 m. Kto w Polsce jest gotowy zbliżyć się albo czekać, aż niedźwiedź podejdzie na 20 m?” — dodał.

Odłów i brak danych o populacji

Władze gminy przekazały, że postępowanie dotyczące odłowienia niedźwiedzia jest w toku, a RDOŚ podjął pierwsze działania. Samorząd zadeklarował wsparcie logistyczne, w tym zakup zanęty, która ma zwabić zwierzę w miejsce planowanego odłowu. Według informacji przekazanych po rozmowach z dyrektorem RDOŚ w Rzeszowie Sławomirem Serafinem odłów ma zostać przeprowadzony w najbliższych dniach. Nie wiadomo jednak, dokąd miałby trafić odłowiony niedźwiedź.

Wójt wskazał również na brak aktualnych danych o liczbie niedźwiedzi w Bieszczadach. Budżet na ich liczenie zaplanowano dopiero na 2028 rok, a gmina chce, aby działania rozpoczęto natychmiast.

„Przede wszystkim trzeba je policzyć — i dopiero wtedy możemy dyskutować, czy jest ich za dużo, czy za mało, czy zasadne jest tworzenie jakichś azyli, czy może część osobników należałoby wyeliminować przez odstrzał, tak jak zrobiono u naszych sąsiadów na Słowacji, czy może wprowadzić kastrację jak w Skandynawii. Ja nie jestem zwolennikiem znaczącej redukcji populacji niedźwiedzi, jeśli okaże się, że wcale nie ma ich w Polsce tak dużo. Zróbmy wtedy porządek tylko z tymi konfliktowymi osobnikami” — podkreślił Bańkowski.

„Posunąłbym się do decyzji o odstrzał, ale to tylko i wyłącznie tych konfliktowych osobników. Cała reszta niech sobie żyje. Jako mieszkańcy Podkarpacia kochamy te drapieżniki i naprawdę nie chcemy w sposób istotny ingerować w ich populację. Jeśli jednak one w naszą populację ingerują, to tak być nie może” — powiedział wójt.

Zasady bezpieczeństwa

Gmina opublikowała także zasady bezpieczeństwa dla mieszkańców. Podczas prac w terenie zaleca stosowanie zasady „otwartego schronienia”, czyli pozostawanie w pobliżu uruchomionego samochodu, do którego można szybko się schronić. Mieszkańcom odradzono samotne wyjścia do lasu oraz pracę tyłem do gęstych zarośli. Zalecono również szczelne zamykanie pojemników na śmieci i niepozostawianie resztek jedzenia na zewnątrz.

Doświadczenia z Podhala

Z problemem niedźwiedzi zbliżających się do zabudowań mierzą się także mieszkańcy Podhala. Tatrzański Park Narodowy od lat prowadzi działania edukacyjne i monitoring zwierząt.

„Nasze działania koncentrują się na zapobieganiu sytuacjom konfliktowym oraz monitoringu zwierząt — staramy się eliminować przyczyny pojawiania się niedźwiedzia przy domach, zamiast stosować doraźne środki” — wyjaśnił dr Tomasz Zwijacz-Kozica z Tatrzańskiego Parku Narodowego.

„Kluczem do bezpieczeństwa jest niedopuszczenie do zwabiania niedźwiedzi w pobliże domów. Zwierzęta te z reguły unikają ludzi, jednak zdarza się, że podchodzą do zabudowań w trakcie swych wędrówek. Oswojenie niedźwiedzia z obecnością człowieka i ze źródłami jedzenia przy ludzkich siedzibach to prosta droga do trwałej zmiany jego zachowania, co może prowadzić do sytuacji potencjalnie konfliktowych” — tłumaczył przedstawiciel TPN.

Według zaleceń TPN podstawą jest odcięcie niedźwiedziom dostępu do potencjalnego pokarmu. Śmieci i resztki jedzenia powinny być przechowywane w zamkniętych pomieszczeniach, a pojemniki oraz worki należy wystawiać dopiero w dniu odbioru odpadów. Kompostowniki, pasieki, kurniki i wybiegi dla zwierząt można zabezpieczać elektrycznym pastuchem.

Kresy.pl/Onet/Polsat News

Tagi: ,
forma płatności