Państwa Unii Europejskiej analizują możliwość wysłania dodatkowej misji morskiej w rejon Cieśniny Ormuz, jednego z najważniejszych szlaków transportu ropy naftowej na świecie. Celem operacji miałoby być zapewnienie bezpieczeństwa żeglugi po serii ataków na statki handlowe oraz gwałtownych napięciach związanych z konfliktem na Bliskim Wschodzie.
Rozważane działania mają polegać na rozszerzeniu operacji Aspides, która pierwotnie została uruchomiona w celu ochrony żeglugi na Morzu Czerwonym przed atakami jemeńskich rebeliantów Huti.
Obecnie w skład misji wchodzą trzy okręty wojenne należące do marynarek wojennych Francji, Grecji oraz Włoch. Według informacji przekazywanych przez dyplomatów, rozważane jest rozszerzenie jej zasięgu także na Zatokę Perską. Wkrótce sprawę mają przedyskutować szefowie MSZ krajów UE.
Niektórzy europejscy urzędnicy wskazują, że najbardziej prawdopodobnym rozwiązaniem byłaby wspólna operacja morska organizowana przez Unię Europejską we współpracy z Organizacją Narodów Zjednoczonych. Taki scenariusz miałby większe szanse na akceptację międzynarodową niż indywidualne negocjacje poszczególnych państw z Iran.
Jak informowaliśmy, prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump wezwał sojuszników do rozmieszczenia okrętów wojennych w rejonie cieśniny Ormuz, kluczowego szlaku transportu surowców energetycznych.
Cieśnina Ormuz ma ogromne znaczenie dla światowej gospodarki. Przez wąski, liczący zaledwie około 40 kilometrów szerokości szlak transportowy przepływa około 20 procent globalnych dostaw ropy naftowej.
W wywiadzie udzielonym w sobotę stacji NBC News Trump powiedział, że przeprowadzone przez Stany Zjednoczone uderzenia „całkowicie zniszczyły” znaczną część infrastruktury eksportowej ropy na wyspie Kharg. Zapowiedział także możliwość dalszych działań militarnych. „Możemy uderzyć tam jeszcze kilka razy, tak dla zabawy” – oświadczył.
Tego rodzaju wypowiedź oznacza zaostrzenie stanowiska amerykańskiego przywódcy. Wcześniej Trump podkreślał, że działania militarne USA są wymierzone wyłącznie w obiekty wojskowe znajdujące się na wyspie.
Minister spraw zagranicznych Iranu Abbas Araghchi zapowiedział, że Teheran odpowie na każdy atak wymierzony w irańską infrastrukturę energetyczną. W rozmowie z kanałem informacyjnym MS NOW stwierdził, że amerykańskie uderzenia na wyspę Chark zostały przeprowadzone z dwóch miejsc na terytorium Zjednoczonych Emiratów Arabskich: z Ras Al-Chajma oraz z lokalizacji „bardzo blisko Dubaju”.
Araghchi określił tę sytuację jako niebezpieczną. Dodał, że Iran „będzie starał się zachować ostrożność, aby nie zaatakować żadnego zamieszkanego obszaru” w tym regionie.
Amerykańskie Dowództwo Centralne, odpowiedzialne za operacje wojskowe USA na Bliskim Wschodzie, odmówiło komentarza w sprawie tych zarzutów. Doradca dyplomatyczny prezydenta Zjednoczonych Emiratów Arabskich Anwra Gargasza napisał natomiast w mediach społecznościowych, że jego kraj ma prawo do obrony, ale „nadal stawia na rozsądek i logikę oraz zachowuje powściągliwość”.
W niedzielę Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej poinformował o przeprowadzeniu ataków rakietowych i dronowych na cele w Izraelu oraz na trzy amerykańskie bazy wojskowe w regionie. Według władz w Teheranie był to pierwszy etap odwetu za śmierć pracowników zabitych podczas ataku na obszary przemysłowe w Iranie.
Kresy.pl / telegraph.co.uk
































