Setki klientów w całej Polsce straciły pieniądze na samochody, które po zakupie okazywały się wrakami. Sieć komisów prowadzona przez obywatela Ukrainy wykorzystuje luki w prawie. Wśród pracowników – głównie Ukraińcy. Poszkodowani czują się bezsilni.
Sprawę przedstawiono w niedzielnym programie „Państwo w Państwie” w Polsacie. Setki osób w Polsce zostały oszukane przy zakupie samochodów używanych. W komisach rozlokowanych w różnych częściach kraju klienci kupują auta, które powinny trafić na złom, a nie na drogę. Sprzedawane są jako sprawne, często z ważnym przeglądem, mimo że stan techniczny pojazdu stanowi realne zagrożenie dla życia i zdrowia.
Pojazdy kosztują kilka tysięcy złotych. Ceny są na tyle „uczciwe”, by nie budzić większych podejrzeń, ale też atrakcyjne, by przyciągnąć klientów. Problem zaczyna się zaraz po transakcji — dopiero po opłaceniu i podpisaniu umowy klienci dostają kluczyki, a wtedy ujawniają się usterki.
„Przyjechałem po auto 600 km, miało być z 2007, jest z 2005, miało mieć 260 tys. przebiegu, ma 360 tys. km. Powiedział, że nie zwróci mi pieniędzy, zwrotów nie ma” – opowiada pan Damian, jeden z poszkodowanych.
Takich historii są dziesiątki. Klienci zgłaszają m.in. awarie hamulców już w trakcie powrotu do domu, niekompletne wyposażenie, braki w dokumentacji czy problemy z OC. Pan Adam relacjonuje, że samochód zepsuł się kilka kilometrów od komisu – skrzynia biegów przestała działać. Auto trzeba było odholować lawetą 400 km, co kosztowało go 3 tys. zł.
Przeczytaj: Ukraiński gang rozbity. Przemycał leki wykorzystywane do produkcji metaamfetaminy
Za całym procederem stoi obywatel Ukrainy, który zbudował działającą na szeroką skalę sieć komisów. Często zmienia ich nazwy i lokalizacje, co utrudnia klientom dochodzenie roszczeń. W firmach zatrudniani są głównie Ukraińcy. W rozmowach z dziennikarzami albo uciekają sprzed kamer, albo twierdzą, że nie rozumieją po polsku.
Kluczowym elementem całego mechanizmu jest zasada: „zwrotów nie ma”. To formuła, którą klienci słyszą najczęściej. Na fakturach widnieje zresztą dopisek: „brak zwrotów”. Pracownicy komisu albo rzeczywiście nie rozumieją różnicy między zwrotem a reklamacją, albo tylko tak udają, by uniknąć odpowiedzialności.
„Klienci, którzy zakupili samochody z komisu, z defektem, z wadą ukrytą, są uprawnieni, żeby żądać naprawy rzeczy uszkodzonej, jak również mogą odstąpić od umowy” – wyjaśnia adwokat Marta Kubica.
Teoria i praktyka niestety rozjeżdżają się całkowicie. Pan Sebastian, który tuż po zakupie poinformował SMS-em o odstąpieniu od umowy, został wyśmiany przez właściciela. Usłyszał, że „nic mu nie zrobi”. Wielu klientów rezygnuje z dochodzenia roszczeń, bo koszty napraw przekraczają wartość pojazdu. Auto trafia na złom.
Pan Krzysztof kupił auto, które nie miało ważnego przeglądu ani OC. Stanął przed wyborem: albo zezłomować samochód, albo liczyć się z karami za brak obowiązkowych opłat sięgającymi kilku tysięcy złotych.
Niektórzy próbują walczyć na własną rękę. Dochodziło do rękoczynów, interwencji policji, a nawet podpaleń pojazdów przed komisami. Właściciel pozostaje jednak bezkarny, przenosząc działalność w inne miejsce i zmieniając dane firmy.
Czytaj także: Gang Ukraińców rozbity. Włamywali się do lokali w całym kraju
panstwowpanstwie.polsatnews.pl / Kresy.pl
































