W połowie lipca 2026 roku marynarze coraz częściej odmawiają udziału w rejsach przez cieśninę Ormuz.
Rosnące zagrożenie dla statków handlowych sprawia, że przedsiębiorstwa żeglugowe mają problemy z utrzymaniem ruchu na jednej z najważniejszych tras transportowych świata.
Według „The Wall Street Journal” załogi nie chcą wpływać w rejon walk nawet pomimo oferowanych dodatków za pracę w strefie zagrożenia. Od początku wojny w Zatoce Perskiej zginęło co najmniej 17 marynarzy. Ruch przez cieśninę, który przed wybuchem konfliktu wynosił średnio około 130 jednostek dziennie, w niektóre dni spadał do zaledwie ośmiu statków.
Problemy armatorów mogą się jeszcze pogłębić po decyzji władz Indii. Tamtejsza Generalna Dyrekcja Żeglugi nakazała właścicielom i zarządcom statków oraz agencjom zatrudnienia, aby do odwołania nie kierowali indyjskich marynarzy na jednostki przepływające przez cieśninę Ormuz.
Decyzję podjęto po śmierci dwóch obywateli Indii w atakach na statki. Indie są trzecim największym źródłem pracowników dla światowej żeglugi. Na statkach na całym świecie pracuje ponad 300 tys. indyjskich marynarzy, dlatego wyłączenie ich z rejsów przez Ormuz może poważnie ograniczyć możliwości kompletowania załóg. Ponad 15 tys. obywateli Indii pozostaje jednocześnie na jednostkach uwięzionych po zachodniej stronie cieśniny.
Marynarze zatrudnieni na podstawie porozumień Międzynarodowego Forum Negocjacyjnego mają od marca formalne prawo odmowy wejścia do Zatoki Perskiej, w tym przepłynięcia przez cieśninę Ormuz. W takim przypadku armator musi pokryć koszty ich powrotu do kraju oraz wypłacić odszkodowanie odpowiadające dwóm miesiącom podstawowego wynagrodzenia.
Osobom, które zgodzą się na rejs, przysługują dodatki za pracę w strefie zagrożenia. Podwojone zostały również odszkodowania wypłacane w razie śmierci lub trwałego uszczerbku na zdrowiu. Mimo tych zachęt część załóg nadal nie chce ryzykować życia.
Obawy marynarzy wzrosły po kolejnych atakach na tankowce i kontenerowce. Część przedsiębiorstw żeglugowych odmawia obecnie korzystania nawet z przejść organizowanych przy wsparciu wojsk amerykańskich, uznając, że eskorta nie gwarantuje bezpieczeństwa. Od 7 lipca zaatakowanych zostało co najmniej pięć jednostek, w tym tankowce przewożące ropę oraz gazowiec LNG.
Do wstrzymania rejsów zachęcają także niektórzy ubezpieczyciele. Po wznowieniu ataków składki za ubezpieczenie od ryzyka wojennego wzrosły z około dwóch do blisko trzech proc. wartości statku, a według przedstawicieli branży mogą osiągnąć pięć proc.
Odmowy marynarzy, wycofywanie statków przez armatorów oraz gwałtownie rosnące koszty ubezpieczeń dodatkowo ograniczają przepustowość cieśniny. Kryzys obejmuje nie tylko transport ropy i gazu, ale również sytuację tysięcy członków załóg, którzy od miesięcy pozostają na jednostkach uwięzionych w Zatoce Perskiej.




























