Ambasador USA przy NATO stwierdził, że Chiny muszą zostać „wezwane do odpowiedzialności za subsydiowanie” rosyjskiej wojny na Ukrainie. Dodał, że jakakolwiek dalsza pomoc dla Moskwy może skutkować wprowadzeniem dodatkowych ceł za kadencji prezydenta Donalda Trumpa.
Ambasador USA przy NATO Matthew Whitaker stwierdził, że Chiny muszą zakończyć to, co określił jako pośrednie finansowanie wojny Rosji poprzez handel i strategiczną współpracę. Zaznaczył, że Biały Dom jest gotowy nałożyć cła na każdy kraj, który będzie nadal kupował rosyjskie zasoby energetyczne, jeśli Rosji nie uda się w najbliższych tygodniach osiągnąć porozumienia pokojowego.
Ambasador stwierdził również, że Pekin w rzeczywistości prowadzi wojnę zastępczą przeciwko Zachodowi, wspierając Moskwę. Dodał, że niektóre oficjalne wypowiedzi chińskiego rządu sugerują zamiar wciągnięcia Stanów Zjednoczonych i ich sojuszników w jeszcze głębszy konflikt na Ukrainie.
„Chiny uważają, że prowadzą wojnę zastępczą za pośrednictwem Rosji, a w niektórych wypowiedziach rządu chińskiego widzimy, że chcą, aby Stany Zjednoczone i nasi sojusznicy byli zajęci tą wojną, tak byśmy nie mogli skoncentrować się na innych naszych strategicznych wyzwaniach […] Uważam, że Chiny się przeliczyły. Powinny zostać pociągnięte do odpowiedzialności za dotowanie przemocy na polach bitewnych Ukrainy” – powiedział Whitaker we wtorek na antenie Fox Business.
Wcześniej chiński minister spraw zagranicznych Wang Yi w rozmowie z szefową unijnej dyplomacji Kai Kallas w Brukseli oświadczył, że Pekin „nie może zaakceptować” rosyjskiej porażki na Ukrainie. Wang podkreślił, że ewentualny upadek Moskwy oznaczałby skierowanie przez USA całej presji strategicznej na Chiny. W trakcie spotkania Wang zaprzeczył udzielaniu Moskwie wsparcia militarnego czy finansowego, jednak zaznaczył znaczenie geopolitycznego zaangażowania Chin w rozstrzygnięcie wojny.
Trump wyznaczył Putinowi 50 dni na wstrzymanie działań wojennych przeciwko Ukrainie. W przeciwnym razie prezydent USA zapowiedział nałożenie surowych sankcji na Rosję, które objęłyby również odbiorców rosyjskiej ropy. Wśród przewidywanych środków przewidziano cła na towary z tych krajów w wysokości do 100 proc.
Ponadto prezydent USA ostrzegł, że rozważa wprowadzenie globalnego cła w wysokości 500 proc. na import rosyjskiej ropy. Media donoszą, że choć Trump na początku był sceptyczny wobec takiego rozwiązania, to jego frustracja wywołana postawą Władimira Putina, który nie chce angażować się w rozmowy pokojowe, doprowadziły do ponownego rozpatrzenia sprawy.
Przypominamy, że Chiny są najważniejszym – być może decydującym – czynnikiem umożliwiającym rozwój rosyjskiej machiny wojennej – ocenia The Economist. Tygodnik przypomina, że wcześniej rosyjskie drony typu „Shahed” zawierały amerykańskie podzespoły elektroniczne, które trafiały do Rosji poprzez Azję, omijając sankcje. Obecnie jednak są one głównie wyposażane w części pochodzenia chińskiego. Jak podaje gazeta, powołując się na informacje Głównego Zarządu Wywiadu Ministerstwa Obrony Ukrainy, w tym roku w „Shahedach” wykryto anteny wyprodukowane w Chinach.
Rosnące wsparcie militarne ze strony Chin dla rosyjskiego przemysłu zbrojeniowego kontrastuje z sytuacją Ukrainy, która również korzystała z chińskich komponentów na początku inwazji. Od września zeszłego roku, w wyniku zaostrzenia przepisów eksportowych, Ukraina napotyka jednak na trudności w ich pozyskiwaniu, czego Rosja nie doświadcza.
Ostatnio Chiny ograniczyły sprzedaż komponentów dronów do krajów zachodnich, zwiększając jednocześnie ich eksport do Rosji – tak twierdzą źródła Bloomberga. Wcześniej publicznie takie twierdzenia wygłosił prezydent Ukrainy.
Rosja zwiększyła produkcję pocisków Iskander, omijając międzynarodowe sankcje dzięki dostawom maszyn i surowców z Chin, Tajwanu i Białorusi. Według dochodzenia „Kyiv Independent” opublikowanego 24 czerwca, w ciągu ostatniego roku w Rosji wyprodukowano ponad 700 pocisków rakietowych Iskander — prawie trzy razy więcej niż w 2023 roku.
Kresy.pl/bloomberg.com
































