„Wspólnie z Ambasadą jesteśmy w kontakcie z lokalnymi władzami. Ci ostatni już złożyli apelację od decyzji sądu. Czekamy na oficjalną decyzję” – przekazał ukraiński minister infrastruktury o odwołaniu protestu przewoźników na polsko-ukraińskiej granicy.
13 maja Sąd Apelacyjny w Lublinie podjął decyzję o utrzymaniu w mocy zakazu zgromadzenia polskich przewoźników przy przejściu granicznym w Dorohusku.
Tego samego dnia Rafał Mekler, przewodniczący Komitetu Obrony Przewoźników i Pracodawców Transportu opublikował w mediach społecznościowych post ukraińskiego ministra infrastruktury Ołeksija Kułebę, który ujawnił możliwe przyczyny odwołania protestu.
Ukraiński minister infrastruktury rzuca w swoim poście na FB nieco światła na przyczyny odwołania naszego protestu.
“Wspólnie z Ambasadą jesteśmy w kontakcie z lokalnymi władzami. Ci ostatni już złożyli apelację od decyzji sądu. Czekamy na oficjalną decyzję.”
Wychodzi na to że… pic.twitter.com/hly4FTVQIL— Rafał Mekler (@MeklerRafal) May 13, 2025
Ukraiński minister stwierdził, że był w kontakcie ze swoimi polskimi odpowiednikami, aby „omówić konieczność niedopuszczenia do blokad”
–„Przyczyny protestu są polityczne, co potwierdzają organizatorzy blokady. Rozwiązanie tych kwestii leży w kompetencjach polskiego rządu, do którego apelujemy o aktywną reakcję i poszukiwanie sposobów rozwiązania problemu. Ze swojej strony pozostajemy w stałej komunikacji z przedstawicielami Ministerstwa Infrastruktury Polski. Na przykład w kwietniu osobiście spotkałem się ze stroną polską w Warszawie, aby omówić konieczność niedopuszczenia do blokad. Zwracamy się także do Komisji Europejskiej w tej sprawie” – czytamy w poście.
Kolejno minister dodał, że łmimo braku zgody władz lokalnych na zakwalifikowanie punktów kontrolnych i dróg do nich jako infrastruktury krytycznej, protest i tak się odbywa”, dlatego „wspólnie z ambasadą jesteśmy w kontakcie z władzami lokalnymi. Ci ostatni złożyli już apelację od decyzji sądu. Oczekujemy oficjalnego orzeczenia”.
– „Wczoraj w trybie pilnym spotkaliśmy się z przedstawicielami stowarzyszeń, którzy opracowują plan działań. Osobno zwracam się do biznesu, aby planował alternatywne trasy, z uwagi na trudną sytuację na „Jagodzinie”. Będziemy nadal konsekwentnie działać na wszystkich poziomach, ponieważ przyczyny protestu są polityczne, a nie związane z wyborami w Polsce. Działamy dalej” – czytamy.
W poniedziałek ruszył protest przewoźników na polsko-ukraińskiej granicy w Dorohusku. Wcześniej sąd uchylił decyzję wójta Dorohuska zakazującą zgromadzenia.
Przedstawiciele sektora transportowego domagają się m.in. ograniczenia liczby zezwoleń dla ukraińskich przewoźników wjeżdżających do Polski, zakazu rejestrowania firm transportowych z kapitałem spoza Unii Europejskiej oraz wprowadzenia przez stronę ukraińską osobnej kolejki w systemie elektronicznym dla pustych ciężarówek wjeżdżających do Polski.
Przypominamy, w poniedziałek 12 maja ruszył protest przewoźników na polsko-ukraińskiej granicy w Dorohusku. Wówczas Sąd Okręgowy w Lublinie przychylił się do odwołania Rafała Meklera, przewodniczącego Komitetu Obrony Przewoźników i Pracodawców Transportu, i uchylił decyzję wójta Dorohuska zakazującą zgromadzenia. W rezultacie przewoźnicy mogli protestować na skrzyżowaniu drogi krajowej nr 12 i drogi wojewódzkiej nr 816, w pobliżu zjazdu na Okopy Nowe.
Zgodnie z informacjami organizatorów, protestujący przepuszczali jedną ciężarówkę na godzinę. Natomiast przejazd bez utrudnień miały pojazdy wojskowe, humanitarne, przewożące niebezpieczne ładunki, świeże produkty, zwierzęta oraz autokary.
Kresy.pl/X































