Rumuński Sąd Konstytucyjny zadecydował o unieważnieniu pierwszej tury wyborów prezydenckich, podając jako powód podejrzenie ingerencji Rosji. Decyzja zapadła w momencie, gdy druga tura głosowania zaplanowana była na nadchodzącą niedzielę. W jej ramach miała rozstrzygnąć się walka między Călinem Georgescu, kandydatem prawicowym, a proeuropejską centrystką Eleną Lasconi.

Rumuńskie służby wywiadowcze ujawniły, że kampania wyborcza miała być celem licznych działań hybrydowych prowadzonych przez Rosję. W opublikowanych dokumentach wskazano m.in. na masową promocję kandydatury Georgescu na TikToku za pomocą płatnych algorytmów oraz publikację danych dostępowych do systemów wyborczych na rosyjskich platformach cyberprzestępczych. Według raportów, ponad 85 tys. cyberataków miało na celu zakłócenie pracy systemów informatycznych.

Przed publikacją ustaleń rumuńskiego wywiadu jeden z kandydatów w wyborach prezydenckich, konserwatysta Cristian Terhes (zdobył niewiele ponad 1 proc. głosów), zwrócił się z wnioskiem do Sądu Najwyższego o unieważnienie wyniku I tury wyborów prezydenckich. W związku z tym wnioskiem Sąd Konstytucyjny nakazał ponowne przeliczenie 9,46 mln głosów oddanych w wyborach. Już wtedy rumuńska Najwyższa Rada Obrony Narodowej  informowała, że w wybory w Rumunii ingerowała Rosja, a TikTok zapewnił jednemu z kandydatów „większą ekspozycję” i nie wymagał od niego oznaczania treści jako „politycznych”. Przedstawiciele TikToka odrzucali te oskarżenia.

Sytuację dodatkowo komplikuje fakt, że Georgescu oficjalnie zadeklarował zerowe wydatki na kampanię, co wzbudziło podejrzenia o ukryte finansowanie.

W oświadczeniu Sądu Konstytucyjnego czytamy, że jego decyzja jest “ostateczna i ogólnie wiążąca”, a ponadto opublikowano ją Oficjalnym Monitorze Rumunii. Instytucja powołała się na art. 146f rumuńskiej konstytucji, zgodnie z którym odpowiada ona za “przestrzeganie procedury wyboru prezydenta i zatwierdzenie wyników głosowania”.

Georgescu startował w wyborach jako jako kandydat niezależny, wygrał I turę, choć sondaże nie dawały mu szans na wejście do II tury – tuż przed wyborami w niektórych miał ok. 5 proc. poparcia. Polityk jednak zdobył 22,94 proc. głosów i wszedł do II tury.

Decyzja Sądu Konstytucyjnego wywołała ostry podział w kraju. Premier Marcel Ciolacu poparł anulowanie wyborów, twierdząc, że jest to “jedyna właściwa decyzja”, mająca na celu zapewnienie legalności procesu wyborczego. Z kolei George Simion, lider prawicowej partii AUR, nazwał wyrok “zamachem stanu” i oskarżył sąd o próbę zablokowania wygranej kandydata spoza establishmentu.

Obecna sytuacja grozi pogłębieniem chaosu politycznego. Kadencja obecnego prezydenta, Klausa Iohannisa, kończy się 21 grudnia, a brak jasności co do nowego harmonogramu wyborczego budzi pytania o przyszłość władzy wykonawczej w Rumunii. Iohannis zapowiedział, że będzie sprawować urząd do wybrania nowego prezydenta.

Ewentualne zwycięstwo Georgescu, który zapowiedział zakończenie wsparcia dla Ukrainy, mogłoby przesunąć kraj w stronę kursu podobnego do polityki Węgier czy Słowacji. Lasconi popiera z kolei pogłębianie integracji w ramach Unii Europejskiej i NATO.

W ostatnich wyborach parlamentarnych partie prawicowe zdobyły jedną trzecią miejsc w parlamencie, co zwiększyło ich znaczenie na politycznej scenie Rumunii. Rządząca Partia Socjaldemokratyczna (PSD) ma nadzieję na utworzenie proeuropejskiej koalicji, jednak wyrok Trybunału dodatkowo komplikuje negocjacje.

Jak informowaliśmy, rumuński prawicowy faworyt w wyborach prezydenckich powiedział w środę, że jeśli zostanie wybrany, zablokuje dalszy eksport ukraińskiego zboża przez Rumunię i dalszą pomoc wojskową dla Kijowa.

W wywiadzie dla Reutersa przed drugą turą wyborów prezydenckich Calin Georgescu zakwestionował skuteczność finansowania z Unii Europejskiej i powiedział, że interesy Rumunii będą na pierwszym miejscu, jeśli wygra.

Stany Zjednoczone wyraziły zaniepokojenie potencjalną ingerencją zagraniczną w wybory prezydenckie w Rumunii. Calin Georgescu odniósł zwycięstwo w pierwszej turze wyborów prezydenckich 24 listopada, wywołując powszechne zaskoczenie w Unii Europejskiej i kraju.

W oświadczeniu Departament Stanu USA stwierdził, że Waszyngton jest zaniepokojony raportem rady „o rosyjskim zaangażowaniu w złośliwą cyberaktywność mającą na celu wpłynięcie na integralność rumuńskiego procesu wyborczego”.

„Ciężko wypracowany postęp Rumunii w zakorzenieniu się we wspólnocie transatlantyckiej nie może zostać cofnięty przez zagranicznych aktorów, którzy chcą zmienić politykę zagraniczną Rumunii z dala od jej zachodnich sojuszy” — napisano w oświadczeniu.

„Każda taka zmiana miałaby poważny negatywny wpływ na współpracę USA w zakresie bezpieczeństwa z Rumunią, podczas gdy decyzja o ograniczeniu zagranicznych inwestycji zniechęciłaby amerykańskie firmy do dalszego inwestowania w Rumunii”.

Komisja Europejska tymczasem wydała „nakaz zatrzymania” TikTokowi, nakazując platformie zamrożenie i zachowanie danych związanych z rzeczywistymi lub przewidywalnymi ryzykami, jakie jej usługa mogłaby stwarzać dla procesów wyborczych i dyskursu obywatelskiego w bloku 27 państw.

„Komisja nakazuje zachowanie dokumentów i informacji dotyczących wszelkich systematycznych naruszeń warunków korzystania z usługi TikTok, zakazujących korzystania z funkcji monetyzacji w celu promowania treści politycznych w serwisie” — czytamy w oświadczeniu.

Nakaz dotyczy wyborów w UE w okresie od listopada 2024 r. do marca 2025 r. — dodano.

Zobacz też: Kompletne zaskoczenie wynikiem wyborów prezydenckich w Rumunii

Jak informowaliśmy, wyniki pierwszej tury wyborów prezydenckich były trzęsieniem ziemi w rumuńskiej polityce. Do drugiej tury nie przeszedł kandydat żadnej z dwóch parti dominujących od lat na rumuńskiej scenie politycznej – PSD i PNL. Polityka Rumunii była kształtowana przez ich rywalizację do 2021 r., gdy starzy przeciwnicy zdecydowali się na zawiązanie koalicji rządzącej. Najwyraźniej nie spodobało się to ich elektoratom. Szefowie PSD i PNL złożyli już dymisję

Nie mniej zaskakująca jest osoba zwycięzcy pierwszej tury wyborów. Jest absolwentem studiów rolniczych na kierunku gleboznawstwa. W latach 2000-2013 r. Georgescu z ramienia rządu Rumunii koordynował prace na dwiema Narodowymi Strategiami Zrównoważonego Rozwoju. W latach 2010-2012 był sprawozdawcą specjalnym wysokiego komisarza Narodów Zjednoczonych do spraw praw człowieka. W latach 2013-2015 pełnił funkcję prezesa Europejskiego Centrum Badań Klubu Rzymskiego, by w latach 2015-2016 zostać prezesem Międzynarodowego Instytutu Zrównoważonego Rozwoju przy ONZ.

Georgescu nie jest nieznany rumuńskim politykom, pojawiał się kilkukrotnie jako potencjalny kandydat na premiera, jednak nikt nie traktował poważnie możliwości odegrania przez niego samodzielnej roli. Żaden z komentatorów ani pracowni badań opinii publicznej nie wskazywał na taki poziom poparcia dla niego.

Dopiero po wyborach media głównego nurtu zwróciły na niego uwagę. Wcześniej komunikował się głównie za pośrednictwem platformy TikTok. Media głównego nurtu wytykają mu sprzeciw wobec ulokowania amerykańskiej bazy rakietowej w rumuńskim Deveselu, chwalił Władimira Putina jako człowieka „kochającego” swój kraj, Ukrainę nazywał „wymyślonym państwem”, radził też władzom swojego, by przejawiły „rosyjską mądrość”.

Kresy.pl / rp.pl / reuters.com

 

Tagi: , ,
forma płatności