Podczas wizyty w Kijowie Sigmar Gabriel powiedział, że Niemcy wątpią w to, czy dostarczanie Ukrainie broni śmiercionośnej uspokoi sytuację w Donbasie. Szef MSZ Ukrainy wypomniał mu interesy niemieckich firm z Rosjanami.

W środę niemiecki minister spraw zagranicznych Sigmar Gabriel rozpoczął swoją wizytę na Ukrainie. Odwiedził Kijów, gdzie spotkał się ze swoim ukraińskim odpowiednikiem, Pawło Klimkinem.

Przekaż swój 1% na Kresy.pl

Fundacja Kompania Kresowa KRS 0000350493
Przekaż 1% podatku

Podczas wspólnej konferencji prasowej, Gabriel zaznaczył, że Niemcy są sceptycznie nastawione do kwestii dostarczania Ukrainie uzbrojenia. Uważa, że raczej nie pomoże to w rozwiązaniu konfliktu w Donbasie.

Przeczytaj: Washington Post: Trump zdecydował o sprzedaży Ukrainie broni śmiercionośnej. „USA przekroczyły Rubikon”

Czytaj także: USA dostarczą Ukrainie „wzmocnione środki defensywne”. Nieoficjalnie chodzi o pociski Javelin

Pilnujemy wspólnych spraw

Zależymy od Twojego wsparcia
Wspieram Kresy.pl

– Jeśli jest coś, czego [Donbas] jest pełen, to jest to broń – powiedział szef MSZ Niemiec. – My w Niemczech jesteśmy raczej sceptycznie nastawieni do idei, że dostarczanie broni może pomóc rozwiązać konflikt.

– Ale jeszcze raz – jesteśmy dość daleko, dzieli nas dystans od tego konfliktu i pozostajemy w pewnym bezpieczeństwie jako państwo, więc, oczywiście, Ukraina z innej perspektywy widzie rzeczy inaczej – dodał Gabriel.

Czytaj również: Kreml: sprzedaż śmiercionośnej broni przez USA i Kanadę na Ukrainę to otwarcie puszki Pandory

Z kolei Klimkin podczas wspólnego wystąpienia przypomniał Gabrielowi o niemieckich interesach na Krymie. Zaznaczył, że niemieckie firmy współpracują tam z Rosjanami, mimo sankcji nałożonych przez UE. Ponadto, szef ukraińskiej dyplomacji zagroził też konsekwencjami niemieckim firmom, które uważają Krym za terytorium rosyjskie.

– Wiecie, że zrobiliśmy bardzo dużo, by upewnić się, że rosyjskie oszustwa, jak w przypadku dostaw turbin Siemensa na terytorium okupowanego Krymu, już więcej się nie zdarzą – powiedział Klimkin. – Uważam, że była to smutna lekcja dla wszystkiego co niemieckie, nie tylko dla niemieckich przedsiębiorstw – dodał.

Szef MSZ Ukrainy przypomniał, że takie niemieckie firmy jak Volkswagen czy Adidas pozwalają swoim klientom detalicznym na przyporządkowywanie Krymu do rosyjskiego terytorium. Zapowiedział, że Ukraina wyciągnie wobec nich konsekwencje:

– Dobierzemy się do nich, nie tylko metodami politycznymi, ale również prawnymi.

Klimkin powiedział też, że przedstawił Gabrielowi obecną sytuację w Donbasie. Jego zdaniem, mimo oficjalnego zawieszenia broni, jest ona coraz bardziej napięta, a separatyści często stosują broń, która na mocy porozumień mińskich jest zakazana i miała zostać wycofana.

Podczas swojej wizyty na Ukrainie, szef niemieckiej dyplomacji ma m.in. odwiedzić obszary w rejonie linii frontu na wschodzie Ukrainy. Jak podaje serwis Deutsche Welle, Gabriel ma również rozmawiać na temat roli Berlina w „przeciwstawianiu się rosyjskiej agresji”.

Turbiny Siemensa na Krymie

Przypomnijmy, że w lipcu br. potwierdziły się informacje o tym, że turbiny Siemensa trafiły na Krym. Według OAO Technopromeksport w 2016 roku w związku z „bankructwem” zwróciła się ona do Siemensa z propozycją odkupienia turbin, lecz niemiecka firma nie była tym zainteresowana. W związku z tym turbiny zostały sprzedane innemu nabywcy – okazało się, że była nią także należąca do Rostechu firma OOO Technopromeksport – po czym „przeszły modernizację” i a ich parametry zostały „dostosowane pod projekt”, czyli pod budowę elektrowni na Krymie. Niemniej rosyjska firma twierdziła, że przy tym „wykorzystano rosyjskie know-how, zakupiono dodatkowe wyposażenie. Firma poniosła koszty związane z transportem, instalacją i certyfikacją.”

Siemens żądał unieważnienia sprzedaży turbin do Rosji, ale moskiewski sąd oddalił jego powództwo. Siemens argumentował, że przeznaczeniem turbin była budowana elektrownia w Tamanie w Kraju Krasnodarskim, a nie Krym. Niemiecki producent twierdził, że został oszukany przy zawarciu umowy i że gdyby wiedział, że turbiny trafią na Krym, do transakcji nigdy by nie doszło.  Obie pozwane spółki twierdziły w sądzie, że żaden punkt umowy nie został naruszony, a punkt kontraktu mówiący o nienaruszaniu sankcji „jest nieważny, ponieważ nie odpowiada rosyjskiemu prawu”. 10 stycznia 2018 r. sąd ma rozpatrywać pozew spółki joint venture Siemensa w tej samej sprawie.

CZYTAJ TAKŻE: Media: Siemens rozważa wycofanie się ze spółek z Rosjanami. Kreml: nic o tym nie wiemy

W grudniu informowaliśmy, że mimo nałożonych na Rosję sankcji, niemiecki Siemens podpisał kontrakt na dostawę trzech turbin dla elektrowni, która powstanie w Kazaniu. Wartość  kontraktu to 380 mln euro.

Unian / Kresy.pl

Czytaj kolejny artykuł
1 odpowieź

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz