Rosyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych wezwało we wtorek ambasadora Mołdawii Liliana Darii i wręczyło mu notę protestacyjną w związku z działaniami mołdawskich służb wobec rosyjskich dyplomatów. Moskwa zarzuciła Kiszyniowowi naruszenie konwencji wiedeńskiej o stosunkach dyplomatycznych i zastrzegła możliwość podjęcia odpowiednich działań. Mołdawia odrzuciła oskarżenia i zapewniła, że przestrzega prawa międzynarodowego.
Pierwszy ze wskazanych przez stronę rosyjską incydentów miał miejsce 25 czerwca na lotnisku w Kiszyniowie. Rosyjscy kurierzy dyplomatyczni, którzy przybyli do Mołdawii, mieli zostać zatrzymani na kilka godzin, a następnie niewpuszczeni na terytorium państwa.
Kurierzy musieli wrócić do Rosji. Dzień później, 26 czerwca, rosyjskie MSZ wezwało mołdawskiego ambasadora i złożyło protest w związku z zarzucanym naruszeniem zasad regulujących przewóz poczty dyplomatycznej.
Obecne wezwanie Liliana Darii jest więc drugim takim przypadkiem w ciągu niespełna miesiąca. W obu sytuacjach Moskwa powołała się na Konwencję wiedeńską o stosunkach dyplomatycznych z 1961 roku.
Zobacz też: Partia rządząca Mołdawią chce zakazać używania języka rosyjskiego w parlamencie
Policja zatrzymała samochód rosyjskiej ambasady
Kolejny incydent miał nastąpić 19 lipca w Kiszyniowie. Mołdawska policja zatrzymała samochód należący do rosyjskiej ambasady i wylegitymowała podróżujących nim pracowników placówki.
Funkcjonariusze mieli następnie bez podania wyjaśnienia zatrzymać dyplomatyczne tablice rejestracyjne pojazdu. W rosyjskiej nocie stwierdzono również, że policjanci grozili pracownikom ambasady.
Moskwa uznała działania służb za utrudnianie funkcjonowania rosyjskiej misji dyplomatycznej. W związku z tym dyplomacie przekazano stanowczy protest i poinformowano go, że Rosja zastrzega sobie prawo do odpowiedzi.
Cztery godziny na granicy z Rumunią
W nocy z 20 na 21 lipca doszło do następnego zdarzenia na przejściu granicznym Leuseni między Mołdawią a Rumunią. Pracownicy rosyjskiej ambasady, którzy przewozili ładunek do Rosji, mieli zostać zatrzymani przez mołdawskie służby.
Dyplomaci pozostawali na granicy przez ponad cztery godziny. W nocie protestacyjnej wskazano, że służby nie przedstawiły powodów tak długiego zatrzymania.
Seria zdarzeń została przez rosyjski resort spraw zagranicznych określona jako prześladowanie pracowników rosyjskiej placówki i naruszanie obowiązków państwa przyjmującego wobec akredytowanych dyplomatów.
Mołdawia odrzuca rosyjskie zarzuty
Mołdawskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych odrzuciło oskarżenia i podkreśliło, że działania organów państwowych wobec zagranicznych przedstawicielstw dyplomatycznych są prowadzone zgodnie z obowiązującymi przepisami.
„W kontekście ostatnich wydarzeń między obiema stronami Ministerstwo Spraw Zagranicznych ponownie podkreśliło, że wszelkie działania podejmowane w odniesieniu do misji dyplomatycznych akredytowanych w Republice Mołdawii są realizowane w ścisłej zgodności z postanowieniami Konwencji wiedeńskiej o stosunkach dyplomatycznych z 1961 roku oraz z ustawodawstwem Republiki Mołdawii” — przekazało mołdawskie MSZ.
Kiszyniów zapewnił również, że wywiązuje się z przyjętych zobowiązań i zamierza stosować zasadę wzajemności w relacjach dyplomatycznych.
„Republika Mołdawii w dobrej wierze wywiązuje się ze swoich zobowiązań międzynarodowych i będzie nadal działać w pełnej zgodności z normami prawa międzynarodowego oraz zasadą wzajemności w stosunkach dyplomatycznych” — dodano w komunikacie.
Kresy.pl/TASS



























