Janusz Horoszkiewicz, opiekun polskich miejsc pamięci na Wołyniu, ujawnił w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” kulisy przyznania mu przez ukraińskie władze zakazu wjazdu na Ukrainę.

Jak podawaliśmy, pod koniec czerwca br. wyszło na jaw, że Janusz Horoszkiewicz, działacz kresowy niezwykle zasłużony dla upamiętniania ofiar zbrodni ukraińskich nacjonalistów, laureat nagrody Kustosza Pamięci Narodowej, dostał w 2019 roku zakaz wjazdu na Ukrainę na 3 lata. Horoszkiewicz przez ostatni rok zabiegał o uchylenie zakazu zwracając się m.in. do ambasady Ukrainy w Polsce, ambasady RP na Ukrainie oraz IPN. Starania te nie przyniosły żadnych rezultatów.

W wywiadzie dla weekendowego „Naszego Dziennika” Janusz Horoszkiewicz powiedział, że dowiedział się o zakazie wjazdu na Ukrainę od znajomej osoby z Ukrainy, która była wzywana przez Służbę Bezpieczeństwa Ukrainy w Równem na przesłuchanie.

„Zabroniono jej kontaktów ze mną, grożono kłopotami, poinformowano, że nasze rozmowy telefoniczne są podsłuchiwane, a ja mam zakaz wjazdu na Ukrainę” – mówił w wywiadzie Horoszkiewicz. Doniesienia te potwierdziły się, gdy 9 czerwca ub. roku działacz kresowy próbował wjechać na Ukrainę przez przejście graniczne w Medyce. W jego paszporcie wbito informację o zakazie wjazdu do tego kraju na 3 lata. Horoszkiewicz przyznał, że zawracając go ukraińscy pogranicznicy potraktowali go grzecznie. „Na Ukrainie następuje wymiana pokoleń w urzędach i ci młodzi starają się być Europejczykami, są nieświadomi tego, że kultywowanie zbrodniczej ideologii banderowskiej zamyka im drogę do Unii” – komentował rozmówca „ND”.

Zdaniem Horoszkiewicza nastawienie ukraińskich władz do jego działań na Wołyniu polegających na upamiętnianiu krzyżami miejsc, gdzie do 1943 roku znajdowały się polskie wioski, zmieniło się na negatywne po wydarzeniach na Majdanie i „przejęciu władzy na Ukrainie przez środowiska nacjonalistyczne”. Mimo to dalej stawiał pamiątkowe krzyże powołując się na prawo zwyczajowe i przyzwolenie zwykłych Ukraińców. Tak było do czasu ścięcia krzyża postawionego 17 lipca 2018 roku w dawnej kolonii Sunia zniszczonej przez UPA. Jak twierdzi Horoszkiewicz, krzyż po dwóch tygodniach został ścięty przez funkcjonariuszy SBU. Na nic zdały się jego listy protestacyjne do ukraińskich samorządowców wskazujące m.in., że doszło do profanacji.

Nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Darmowa jest jedynie propaganda.

Przekaż 50 zł

Zwalczaj propagandę.

Jak pisaliśmy wcześniej, Janusz Horoszkiewicz przypuszcza, że SBU zakazała mu wjazdu na Ukrainę, ponieważ postanowił zlokalizować miejsca zbiorowych dołów śmierci na północno-wschodnim Wołyniu ze szczątkami ofiar rzezi wołyńskiej. W wywiadzie dla „ND” powiedział, że szukał miejsc zakopania ciał polskich ofiar z Półbiedy Stydyńskiej i Kolonii Stydyńskiej oraz około 40 Żydów, których banderowcy trzymali przy swoim sztabie w Hutwinie. W sumie chodziło o odnalezienie szczątków kilkuset osób.

„Ukraińcy obawiają się odkrycia nowych miejsc kaźni i dołów śmierci wielkich rozmiarów i z premedytacją uniemożliwiają mi poszukiwania” – uważa Horoszkiewicz.

W celu odnalezienia tych dołów śmierci Horoszkiewicz nawiązał kontakt z dwoma byłymi banderowcami, braćmi Witoszkami ze Stydynia Wielkiego, i, jak twierdzi, zaprzyjaźnił się z nimi. Mieli oni przejść duchową przemianę i nie utożsamiać się już z OUN-UPA. Horoszkiewicz liczył, że wskażą mu oni miejsca, gdzie leżą wspomniane ofiary. „Cały czas myślałem, jak o tę zbrodnię zapytać Aleksija Witoszkę, bo siłą rzeczy narzucały się pytania: czy twój brat był między nimi [zbrodniarzami – red.], a czy ty też rąbałeś i rabowałeś? Pytania dojrzewały i prawda w końcu wyszłaby na jaw, zabrakło tego jednego spotkania” – mówił Horoszkiewicz.

Nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Darmowa jest jedynie propaganda.

Przekaż 50 zł

Zwalczaj propagandę.

Z wywiadu wynika, że SBU dowiedziała się o planach Horoszkiewicza przejmując jego list do Aleksija Witoszka, w którym zawarł pytania przygotowujące go do ostatecznej rozmowy. Po tym działacz kresowy otrzymał zakaz wjazdu na Ukrainę a Aleksij Witoszek zabrał swoją tajemnicę do grobu.

„Miałem wiele planów upamiętnień, porządkowania grobów i poszukiwań mogił naszych rodaków spoczywających w zbiorowych mogiłach na Wołyniu. Wszystko prysło jak bańka mydlana. Służba Bezpieczeństwa Ukrainy uznała mnie za niebezpiecznego dla tego kraju i zakazała wjazdu, zupełnie jakbym był jakimś terrorystą” – uważa Horoszkiewicz.

Działacz pesymistycznie ocenił to, co stanie się z pamięcią o ludobójstwie na Wołyniu. „Ta pamięć umrze” – uważa Horoszkiewicz. „Już niedługo odejdą ostatni świadkowie. Politycy w imię dobrych stosunków z Ukrainą zgodzą się, że mogą istnieć dwie prawdy, nas zaczną pokazywać palcami jako wichrzycieli spokoju czy ruskich agentów, a Ukraińcy zakażą wjazdu” – mówił w wywiadzie dla „ND”.

Nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Darmowa jest jedynie propaganda.

Przekaż 50 zł

Zwalczaj propagandę.

Za swoją działalność Janusz Horoszkiewicz otrzymał od prezydenta Dudy Medal Stulecia Odzyskanej Niepodległości, a  IPN nagrodził go w czerwcu ubiegłego roku statuetką Kustosz Pamięci Narodowej. Tydzień po ceremonii wręczenia nagrody Januszowi Horoszkiewiczowi odmówiono wjazdu na Ukrainę. Więcej o działaniach Janusza Horoszkiewicza można przeczytać w artykule „Janusz Horoszkiewicz – Kustosz Pamięci Narodowej z Zarzecza koło Przeworska”.

Kresy.pl / Nasz Dziennik




Zbierzmy 1000 stałych darczyńców i wyłączmy wszystkie zewnętrzne reklamy na Kresach. Pomóż nam zbudować solidną dziennikarską platformę, publikującą ekskluzywne, wysokiej jakości informacje, opinie i analizy, utrzymującą się wyłącznie dzięki zaufaniu Czytelników.

Kresy.pl są w 100% oddolną obywatelską inicjatywą, nie stoją za nami ani medialne konsorcja, ani rządowe dotacje. Naszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim formom manipulacji opinią publiczną w Polsce. W dobie wojny informacyjnej nie ma zadania bardziej palącego niż odpowiedzialne wspieranie zaufanych mediów.

Wyłącz reklamy

Wesprzyj jednorazowo

1 odpowieź

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz