Nocą z 15 na 16 kwietnia 1944 roku doszło do brutalnej pacyfikacji wsi Chodaczków Wielki, położonej w ówczesnym powiecie tarnopolskim.
Zbrodni dokonali policjanci 4. Pułku Policyjnego SS, formacji złożonej z ukraińskich ochotników, powiązanej z SS „Galizien”. W zależności od źródeł liczba ofiar wynosi od około 250 do nawet 862 zabitych.
W 1943 roku wieś liczyła około 2800 mieszkańców, z czego zdecydowaną większość stanowili Polacy. W obliczu nasilających się ataków ze strony UPA mieszkańcy zorganizowali samoobronę, która w pierwszych miesiącach 1944 roku skutecznie odpierała napady.
W kwietniu 1944 roku Chodaczków Wielki znalazł się w przyfrontowej strefie walk. Pretekstem do pacyfikacji mogły być doniesienia o posiadaniu broni przez mieszkańców oraz o możliwym wsparciu udzielanym sowieckim partyzantom.
15 kwietnia do wsi wkroczyli ukraińscy policjanci i rozpoczęli systematyczną akcję eksterminacyjną ludności. Mieszkańców zabijano w domach i na podwórzach, część ofiar palono żywcem w zamkniętych budynkach, do osób ukrywających się w schronach rzucano granaty, strzelano także do uciekających. Zabudowania były niszczone i podpalane.
Pomimo ogromu zniszczeń część wsi, w tym kościół, ocalała. Według relacji świadków akcja została przerwana. „Rzeź i palenie trwałyby prawdopodobnie do całkowitego zniszczenia Chodaczkowa, gdyby nie przybył żołnierz niemiecki z rozkazem przerwania pacyfikacji” – wspominali ocaleni.
Liczba ofiar nie została jednoznacznie ustalona. Historycy podają różne dane – od około 250 do 862 zabitych. Wieś została w znacznym stopniu zniszczona; spalono od kilkuset do nawet ponad 600 budynków. Ofiary pochowano w zbiorowej mogile.
Po wojnie ocalałych mieszkańców przesiedlono na tzw. Ziemie Odzyskane, m.in. do Gajkowa i Łąki Prudnickiej. W Gajkowie powstała symboliczna mogiła z urną zawierającą ziemię z rodzinnej miejscowości.
Czytaj też: Kazali mówić ukraiński pacierz, a potem zabijali
Kresy.pl













