Trump powoła Fundusz Zwycięstwa Ukrainy finansowany cłami na Chiny

Plan ceł wobec Chin ma sfinansować Fundusz Zwycięstwa Ukrainy, który zasili obronę tego kraju. Kijów sygnalizuje potrzeby finansowe na 2026 r., a administracja USA podkreśla gotowość wsparcia, jeśli Moskwa będzie unikać rozmów. Waszyngton rozmawia na temat planu z europejskimi partnerami.

Według informacji „The Telegraph”, prezydent USA Donald Trump planuje utworzenie Funduszu Zwycięstwa Ukrainy, który miałby być finansowany przychodami z nowych ceł na import z Chin. Celem jest zwiększenie presji na Rosję i skłonienie Kremla do wejścia w rozmowy negocjacyjne z Wołodymyrem Zełenskim.

Jak podał brytyjski dziennik, trzon planu stanowiłoby wprowadzenie 500 proc. cła na import z Chin, a środki miałyby finansować dozbrojenie armii ukraińskiej i wzmocnienie jej zdolności obronnych. „Źródła dyplomatyczne w Waszyngtonie poinformowały, że pomysł nałożenia sankcji na Chiny za zakup rosyjskiej ropy naftowej spotkał się już wcześniej z blokadą ze strony rządów europejskich” — podał dziennik „The Telegraph”. Wskazano zarazem, że wsparcie dla Ukrainy ma stać się elementem szerszej presji ekonomicznej na Kreml.

Sekretarz skarbu USA Scott Bessent poinformował, że otrzymał od prezydenta polecenie rozmów z partnerami europejskimi przed zaplanowaną wizytą Zełenskiego w Waszyngtonie. „Trump poinstruował ambasadora i mnie, abyśmy poinformowali naszych europejskich sojuszników, że popieramy pomysł nałożenia — nazwijcie to jak chcecie — «cła na rosyjską ropę» na Chiny lub «cła za zwycięstwo Ukrainy» na Chiny. Ale nasi ukraińscy i europejscy sojusznicy muszą być gotowi do przyłączenia się. Odpowiemy, jeśli nasi europejscy partnerzy będą z nami” — podkreślił Scott Bessent, sekretarz skarbu USA. W kolejnych wypowiedziach akcentował, że udział Europy i zgoda sojuszników są warunkiem powodzenia inicjatywy.

Wołodymyr Zełenski potwierdził wizytę z Donaldem Trumpem w Waszyngtonie 17 października. Będzie to piąte spotkanie obu przywódców od początku roku i ma dotyczyć kwestii obrony powietrznej, długiego zasięgu i dalszej współpracy wojskowej między Kijowem a Waszyngtonem.

Trump poinformował w zeszłym tygodniu na platformie Truth Social o planach objęcia chińskich towarów nowym cłem. „Od 1 listopada 2025 roku (lub wcześniej, w zależności od dalszych działań lub decyzji Chin) Stany Zjednoczone nałożą cło w wysokości 100 proc. na Chiny, oprócz ceł, które już ich obowiązują” – napisał. Jak podaje CNN, całkowita stawka celna miałaby wynieść łącznie 130 proc. Deklaracja Trumpa była reakcją na ogłoszone przez Chiny ograniczenia w eksporcie metali ziem rzadkich oraz innych produktów.

Czytaj: Trump jednak gotowy na spotkanie z przywódcą Chin

Prezydent USA wielokrotnie zasugerował, że większa presja ze strony Europy na Chiny mogłaby skłonić Pekin do podjęcia kroków wobec Moskwy, co w konsekwencji mogłoby przyspieszyć zakończenie wojny na Ukrainie. Przypomnijmy, że wcześniej Trump zapowiedział, że nałoży dodatkowe sankcje na Rosję, jeśli wszystkie państwa NATO zaprzestaną kupować jakiekolwiek ilości ropy naftowej od Rosji, a przede wszystkim wprowadzą cła importowe w wysokości 100 proc. wobec towarów z Chin. Wcześniej domagał się nawet ceł wobec produkcji indyjskiej.

Rosja, Chiny i Indie od dłuższego czasu zasieśniają wzajemne relacje. W zeszłym miesiącu na szczycie w Chinach spotkali się prezydent Rosji Władimir Putin, premier Indii Narendra Modi oraz przywódca Chin Xi Jinping. Politycy podkreślali znaczenie wzajemnych relacji. Serwis The Hill zwraca uwagę, że eksperci ocenili spotkanie jako sygnał pogłębiania współpracy między tymi krajami w kontrze do Stanów Zjednoczonych i ich sojuszników. Szczególną uwagę zwrócono na Indie, które po nałożeniu przez administrację Trumpa dodatkowych ceł – związanych z zakupem rosyjskiej ropy – znalazły się bliżej Moskwy i Pekinu. „Wygląda na to, że straciliśmy Indie i Rosję na rzecz najczarniejszych, najmroczniejszych Chin” – powiedział Trump, komentując trójstronne spotkanie.

Rosyjsko-chińska współpraca trwa mimo zachodnich sankcji

Chiny są najważniejszym – być może decydującym – czynnikiem umożliwiającym rozwój rosyjskiej machiny wojennej – ocenia The Economist. Tygodnik przypomina, że wcześniej rosyjskie drony typu „Shahed” zawierały amerykańskie podzespoły elektroniczne, które trafiały do Rosji poprzez Azję, omijając sankcje. Obecnie jednak są one głównie wyposażane w części pochodzenia chińskiego. Jak podaje gazeta, powołując się na informacje Głównego Zarządu Wywiadu Ministerstwa Obrony Ukrainy, w tym roku w „Shahedach” wykryto anteny wyprodukowane w Chinach.

Podczas lipcowych obrad Rady Bezpieczeństwa ONZ przedstawiciel USA powiedział, że Chiny przekazały Rosji technologię pocisków manewrujących oraz kluczowe komponenty wykorzystywane w rosyjskiej produkcji wojskowej.

23 lipca agencja „Reuters” podała, że silniki chińskiej produkcji są potajemnie wysyłane do państwowego producenta dronów w Rosji. Są one określane jako „przemysłowe urządzenia chłodnicze”, aby uniknąć wykrycia w związku z sankcjami ze strony Zachodu. Według informacji, do których dotarła agencja, dostawy realizowane są za pośrednictwem firm-przykrywek i trafiają do rosyjskiego przedsiębiorstwa zbrojeniowego IEMZ Kupol, producenta dronów Garpiya-A1.

Rosnące wsparcie militarne ze strony Chin dla rosyjskiego przemysłu zbrojeniowego kontrastuje z sytuacją Ukrainy, która również korzystała z chińskich komponentów na początku inwazji. Od września zeszłego roku, w wyniku zaostrzenia przepisów eksportowych, Ukraina napotyka jednak na trudności w ich pozyskiwaniu, czego Rosja nie doświadcza.

Chiny ograniczyły sprzedaż komponentów dronów do krajów zachodnich, zwiększając jednocześnie ich eksport do Rosji – tak twierdzą źródła Bloomberga. Wcześniej publicznie takie twierdzenia wygłosił prezydent Ukrainy.

Rosja zwiększyła produkcję pocisków Iskander, omijając międzynarodowe sankcje dzięki dostawom maszyn i surowców z Chin, Tajwanu i Białorusi. Według dochodzenia „Kyiv Independent” opublikowanego 24 czerwca, w ciągu ostatniego roku w Rosji wyprodukowano ponad 700 pocisków rakietowych Iskander — prawie trzy razy więcej niż w 2023 roku.

W lipcu chiński minister spraw zagranicznych Wang Yi w rozmowie z szefową unijnej dyplomacji Kai Kallas w Brukseli oświadczył, że Pekin „nie może zaakceptować” rosyjskiej porażki na Ukrainie. Wang podkreślił, że ewentualny upadek Moskwy oznaczałby skierowanie przez USA całej presji strategicznej na Chiny. W trakcie spotkania Wang zaprzeczył udzielaniu Moskwie wsparcia militarnego czy finansowego, jednak zaznaczył znaczenie geopolitycznego zaangażowania Chin w rozstrzygnięcie wojny.

Kresy.pl/The Telegraph 

Tagi: , , , , ,
forma płatności