Działania Rosji wymagają oceny prawnej i zbiorowej reakcji, stwierdził Kęstutis Budrys, starszy doradca prezydenta Litwy Gitanasa Nausėdy.

„Jedną z rzeczy, której zdecydowanie potrzebujemy, jest ocena prawna adekwatna do prowadzonych działań” – powiedział we wtorek Budrys, jak zacytował miejscowy nadawca publiczny LRT. „Drugim krokiem jest oczywiście zbiorowa reakcja. W tym przypadku należy podkreślić, że nie chodzi tu tylko o Litwę, kraje bałtyckie, czy tylko o Polskę […], ale o cały sojusz i wszystkie kraje, które pomagają Ukrainie. Dlatego reakcja musi być zbiorowa i bardzo wyraźnie zakreślona czerwonymi liniami” – wzywał doradca prezydenta Litwy.

Komentarz taki wybrzmiał po aresztowaniu w zeszłym tygodniu w Polsce dziewięciu osób podejrzanych o udział w rosyjskiej działalności dywersyjnej. Wśród przypadków sabotażu premier Polski Donald Tusk przytoczył jednak także próbę podpalenia sklepu IKEA w Wilnie. Jako podpalenie na zlecenie kwalifikowany jest pożar hali targowej przy ul. Marywilskiej w Warszawie.

Minister spraw zagranicznych Polski Radosław Sikorski ogłosił w poniedziałek, że w związku z tym ograniczona zostanie swoboda ruchów rosyjskich pracowników dyplomatycznych i konsularnych.

Deklaracje Budrysa padły też w kontekście niedawnych informacji, że Rosja zamierza uznać część wód we wschodniej części Zatoki Fińskiej oraz obszar w pobliżu miast Bałtyjsk i Zielonogradsk w obwodzie kaliningradzkim za swoje wody terytorialne. Media powoływały się na uchwałę, jaka pojawiła się na stronie internetowej rosyjskiego Ministerstwa Obrony, ale po pewnym czasie została usunięta.

Sprawę w ostrym tonie skomentował wówczas minister spraw zagranicznych Litwy Gabrielius Landsbergis. „Trwa kolejna rosyjska operacja hybrydowa, tym razem mająca na celu sianie strachu, niepewności i wątpliwości co do swoich zamiarów na Bałtyku. Jest to oczywista eskalacja przeciwko NATO i UE i musi spotkać się z odpowiednio stanowczą reakcją” – napisał na X.

Tymczasem władze Finlandii odcięły się od tak radykalnej retoryki. „W Finlandii zawsze najpierw szczegółowo badamy fakty, a następnie wyciągamy wnioski” – powiedział premier Petteri Orpo. Zdaniem fińskiej minister spraw zagranicznych Eliny Valtonen nic nie wskazuje na to, aby informacja o przesunięciu granic morskich była rosyjską prowokacją.

Polski ambasador w Moskwie uznał, że jest to „próba testowania naszej cierpliwości”, sprawdzenia reakcji państw nadbałtyckich oraz „testowania solidarności europejskiej”.

Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow odrzucił w środę oskarżania mówiącdziennikarzom, że w propozycji ponownego wyznaczenia granic morskich nie ma „niczego politycznego”

lrt.lt/kresy.pl

 

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Leave a Reply