Francuski parlament poparł we wtorek wieczorem dwie niespodziewane podwyżki podatków dla korporacji międzynarodowych, wbrew stanowisku gabinetu Sébastiena Lecornu.
Poprawki zostały przyjęte w pierwszym czytaniu w izbie niższej, przy poparciu zarówno Zjednoczenia Narodowego (RN), jak i radykalnej lewicy, zwłaszcza Niepokornej Francji (LLF). France24 podkreśla, że mogą zostać odrzucone w dalszej części procesu legislacyjnego. Chodzi o nowy podatek od globalnych przychodów i podwojenie istniejącego podatku wobec potentatów cyfrowych.
Rząd Lecornu jest przeciwny tej inicjatywie. Minister finansów Roland Lescure powiedział, że takie regulacje mogą naruszać międzynarodowe umowy podatkowe i zaszkodzić reputacji Francji jako miejsca docelowego dla inwestycji zagranicznych.
“Głosowania pokazały, jak nieprzewidywalny stał się proces ustalania budżetu w głęboko rozdrobnionym parlamencie Francji.” – oceniła redakcja France24.
Lecornu nie ma większości w Zgromadzeniu Narodowym i jest zależny od poparcia socjalistycznych parlamentarzystów, jeśli chce uchwalić budżet i utrzymaćrząd. Premier powiedział na początku tego miesiąca, że nie skorzysta ze specjalnych uprawnień konstytucyjnych, aby przeforsować ustawę bez parlamentu, aby z kolei uniknąć przegranej w głosowaniu w sprawie wotum nieufności.
Uchwalone we wtorek podatki ustanowiłyby opodatkowanie zysków zagranicznych podmiotów związanych z działalnością we Francji stawką minimalną 25 proc, nawet jeśli zostałyby zadeklarowane w jurysdykcjach o niskim opodatkowaniu. Zwolennicy twierdzą, że ustawa pomogłaby w walce z unikaniem opodatkowania i przyniosłaby nawet 26 miliardów euro do budżetu państwa.
Ustawodawcy zagłosowali również za podniesieniem podatku cyfrowego dla gigantów technologicznych o globalnej sprzedaży przekraczającej 2 miliardy euro z 3 proc. do 6 proc.. Posunięcie to grozi ponownym zaognieniem napięć z Waszyngtonem. Prezydent USA Donald Trump groził cłami za próby opodatkowania spółek cyfrowych.
10 października prezydent Emmanuel Macron po raz kolejny powierzył misję tworzenia rządu Sebastienowi Lecornu, choć ten zaledwie cztery dni wcześniej ogłosil rezygnację z prób jego powołania. Pierwszą nominację otrzymał 9 września, ale twierdził, że nie był w stanie zapewnić poparcia swojemu gabinetowi w rozdrobnionym francuskim parlamencie.
Lecornu zastąpił we wrześniu Francoisa Bayrou, który upadł, gdy parlament nie przegłosował wotum zaufania wobec niego. Na stanowisku premiera utrzymał się przez dziewięć miesięcy. Przed nim rząd Michela Barniera upadł po zaledwie dwóch miesiącach. Sam rząd Barniera powołany został przez Macrona po długim politycznym klinczu, po nieudanych dla liberalnego obozu prezydenckiego przedterminowych wyborach.
france24.com/kresy.pl





























