Zgromadzenie Narodowe Francji wpowiedziało się w poniedziałek przeciwko premierowi Francois Bayrou. Oznacza to polityczne tarapaty dla obozu prezydenta Emmanuela Macrona.
W poniedziałkowym głosowaniu przeciwko Bayrou opowiedziało się 364 parlamentarzystów. Jego pozostania u władzy chciało 194, zrelacjonowało BBC. Oznacza to, że we wtorek premier złożył dymisję swojego rządu na ręce prezydenta. Bayrou kierował rządem dziewięć miesięcy. Zastąpił Michela Barniera, którego gabinet upadł po zaledwie dwóch miesiącach. Sam rząd Barniera powołany został przez Macrona po długim politycznym klinczu, po nieudanych dla liberalnego obozu prezydenckiego przedterminowych wyborach.
Problemem obozu Macrona pozostaje brak większości parlamentarnej. Skutkuje to upadkiem czwartego rządu w ciągu dwóch lat. Adminsitracja prezydencka zapowiedziała już, że głowa państwa wskaże kandydata na nowego premiera w ciągu kilku następnych dni.
Bayrou upadł po tym jak odwołał się do wotum zaufania, by podeprzeć swoją politykę finansową, w obliczu narastającego zadłużenia jego państwa. Jednak jego wezwania do zaciskania pasa nia znalazły posłuchu ani na radykalnej lewicy, będącej największym obozem w Zgromadzeniu Narodowym, ani w Zjednoczeniu Narodowym Marine Le Pen, który wcześniej dawał gabinetowi możliwość trwania.
Niektórzy komentatorzy spekulowali, że Macron zaproponuje teraz bardziej lewicowego premiera, po tym jak nie udał się eksperyment z postgaullistą Barnierem i centrowym Bayrou. Jednak Partia Socjalistyczna (PS), najbliższa Macronowi na lewicy, zadeklarowała już, że chce całkowitego zerwania z liberalną polityką Macrona, jak podał portal BBC.
Brytyjski nadawca przewiduje, że Macron sięgnie raczej po kogoś ze swojego obozu. Wśród najbardziej prawdopodobnych kandydatów na premiera wymienił ministra obrony Sebastiena Lecornu, minister pracy Catherine Vautrin i ministra finansów Erica Lombarda.
bbc.com/kresy.pl





























