Do wybrzeży Wenezueli zmierzają trzy niszczyciele klasy Aegis oraz inne okręty, przerzucając w ten rejon kilka tysięcy żołnierzy.
Amerykańska administracja Donalda Trumpa rozpoczęła znaczące wzmacnianie sił morskich u wybrzeży Wenezueli. Pentagon potwierdził, że w południowej części Morza Karaibskiego będą operowały trzy niszczyciele rakietowe klasy Arleigh Burke, wyposażone w system walki Aegis: USS Gravely, USS Jason Dunham i USS Sampson. Towarzyszy im grupa okrętów desantowych – USS San Antonio, USS Iwo Jima i USS Fort Lauderdale – a także co najmniej jeden okręt podwodny. Okręty przerzucają w ten rejon około 4,5 tysiąca żołnierzy, w tym 2,2 tysiąca marines.
Walka z przemytnikami kokainy?
Oficjalnie działania mają być częścią operacji przeciwko latynoamerykańskim kartelom narkotykowym, które Waszyngton określa jako organizacje terrorystyczne. Biały Dom twierdzi, że Wenezuela – od lat ważny punkt tranzytowy w handlu kokainą – stanowi bazę dla tzw. Cartel de los Soles, rzekomo kierowanego przez prezydenta Nicolása Maduro. Administracja USA podwoiła również nagrodę za jego schwytanie – do 50 mln dolarów.
Trump, podpisując w ubiegłym miesiącu tajną dyrektywę, nakazał wojsku użycie „wszystkich elementów amerykańskiej potęgi” w walce z kartelami. – Maduro nie jest legalnym prezydentem Wenezueli, lecz szefem narco-terrorystycznego kartelu – oświadczyła rzeczniczka Białego Domu Karoline Leavitt.
Reakcja Maduro: powoła 4,5 mln milicjantów
Jak informowaliśmy kilka dni temu, Nicolás Maduro konsekwentnie odrzuca te oskarżenia, twierdząc, że są motywowane politycznie i mają na celu destabilizację jego rządów. – Przyjdź po mnie, będę czekał tutaj, w Miraflores. Nie spóźnij się, tchórzu – zwracał się do Trumpa podczas konferencji prasowej na początku sierpnia.
Obecnie, w odpowiedzi na ruchy wojsk USA, Maduro zapowiedział rozmieszczenie na terenie kraju milionów członków milicji obywatelskiej. – Żadne imperium nie dotknie świętej ziemi Wenezueli – stwierdził podczas wystąpienia telewizyjnego.
Eksperci podkreślają jednak, że zapowiadane przez Maduro liczby są mocno przesadzone – w kraju liczącym 28 mln mieszkańców nie sposób zebrać tylu uzbrojonych ochotników.
Mieszkańcy Wenezueli reagują na posunięcia Waszyngtonu z mieszaniną lęku i niedowierzania. – Nie wierzę, by rząd USA zrobił cokolwiek. Od lat słyszymy zapowiedzi, a nic się nie dzieje – mówi Pedro Martínez, kierowca z wenezuelskiej Walencji. Wenezuelscy satyrycy komentują całą sytuację w swoim stylu: portal El Chigüire Bipolar przypomniał, że „Marines mieli przyjść” już w 2014, 2015, 2016 i kolejnych latach – a teraz znów „mają przyjść w 2025”.
Kongres nie wypowiedział wojny
Analitycy są podzieleni co do prawdziwych intencji Trumpa. Niektórzy uważają, że demonstracja siły ma skłonić Maduro do negocjacji o ustąpieniu, inni – że to sygnał dla całego regionu, w tym Meksyku i Kolumbii, że USA pozostają tam dominującą siłą.
Na razie okręty amerykańskie mają pozostać na wodach międzynarodowych. Nie wiadomo jednak, jakie dokładnie zasady użycia siły będą obowiązywać i czy operacja ograniczy się do morskich przechwyceń statków, czy stanie się pretekstem do głębszej interwencji w Wenezueli. Na razie Kongres nie upoważnił administracji USA do wszczynania żadnego konfliktu zbrojnego.
Obecność trzech zaawansowanych niszczycieli rakietowych klasy Aegis w pobliżu wenezuelskiego wybrzeża jest jednak poważną demonstracją siły militarnej USA. Chiny, jako główny partner ekonomiczny Wenezueli, już potępiły amerykańską obecność wojskową w tym rejonie jako ingerencję w suwerenność Wenezueli.
Kresy.pl / The New York Times / CBS / Reuters
Czytaj też: Wenezuela w objęciach przemocy: gangi, korupcja i strach przed wyjściem z domu































