Janusz Korwin-Mikke o swoim żarcie opowiedział w wywiadzie dla “Do Rzeczy”, wyjaśniając dlaczego nie doszło do stworzenia wspólnej frakcji z eurosceptykami z innych krajów.
– Była taka sytuacja w czasie negocjacji. Trwa ustalanie stanowisk i pani Le Pen ma być prezesem, pan Korwin-Mikke wiceprezesem, kolejnym jakiś Holender. No i pada pytanie o to, kto ma być skarbnikiem. To odpowiedzialna funkcja, więc nikt się nie zgłasza. Zapadła cisza, więc powiedziałem, że trzeba wziąć jakiegoś Żyda. W Polsce byłaby salwa śmiechu, tam zrobiło się ponuro. To był kolejny dowód, że jestem antysemitą. To są chorzy ludzie– opowiada Korwin-Mikke.
– Ryczę ze śmiechu, bo w najśmielszych snach nie mogłem sobie wyobrazić, że będę oskarżony o antysemityzm przez Francuski Front Narodowy– komentuje Janusz Korwin-Mikke.
“Do Rzeczy”/gazeta.pl/KRESY.PL




























