Cały ten projekt proponowany m.in. przez wicepremiera Gowina jest błędny i szkodliwy – mówi Kresom.pl dr Cezary Mech. – Naszym zadaniem powinno być sprowadzenie Polaków-emigrantów, nie inicjowanie kolejnej fali emigracji. Ściąganie milionów imigrantów mając miliony pracujących za granicą jest zabójczą polityką.

Kilka dni temu wicepremier Jarosław Gowin stwierdził, że Polska powinna otworzyć się na imigrantów ze Wschodu, głównie z Ukrainy, włącznie z ułatwianiem im otrzymania polskiego obywatelstwa, nie powinna natomiast przyjmować imigrantów z Bliskiego Wschodu i Afryki.

– Moim zdaniem potrzebna jest bardzo odważna decyzja, żeby nie tylko otworzyć polski rynek pracy dla Ukraińców, ale żeby w ogóle Polskę otworzyć dla Ukraińców i żeby otworzyć perspektywy przyznawania obywatelstwa polskiego – mówił Gowin.

– Jeżeli chcemy zatrzymać tutaj naszych ukraińskich pracowników, ale także młodych naukowców, to powinniśmy otworzyć dla nich drogę do stosunkowo szybkiego uzyskiwania obywatelstwa polskiego. Jeżeli Polacy w Wielkiej Brytanii mogą uzyskiwać obywatelstwo po pięciu latach pobytu na terenie wysp brytyjskich, to wydaje mi się, że analogiczne rozwiązanie powinniśmy wprowadzić w Polsce w odniesieniu do Ukraińców – podkreślił wicepremier.

Później w podobnym tonie wypowiedział się na łamach „Rzeczpospolitej” jej były wicenaczelny, Andrzej Talaga:

– Czas na rewolucyjną, proukraińską politykę imigracyjną. Warto otworzyć na Ukraińców nie tylko plantacje truskawek, ale uczelnie, zarządy firm, a nawet armię.

Przeczytaj: Talaga w „Rzeczpospolitej”: otwórzmy nasze uczelnie i armię na Ukraińców

Ten materiał powstał dzięki pracy dziennikarzy portalu Kresy.pl.
Wspieraj rzetelne dziennikarstwo.

Jego zdaniem należy uprościć dla Ukraińców procedury otrzymania karty stałego pobytu, a następnie obywatelstwa. Według Talagi, Ukraińcy powinni otrzymywać taką możliwość „nie później niż pięć lat po przyjeździe”. Opowiada się też za system państwowych stypendiów dla ukraińskich studentów i zniesieniem dla nich opłat za studia. Do tego, postuluje otwarcie polskiej armii na Ukraińców, zachęcając ich do służby obietnicą szybszego uzyskania polskiego obywatelstwa.

Olbrzymie nieporozumienie

– Zaprezentowany przez wicepremiera Jarosława Gowina pomysł jak i jego argumentacja jest olbrzymim nieporozumieniem – mówi w komentarzu dla Kresów.pl dr Cezary Mech, ekonomista i były wiceminister finansów. Zaznacza, że ma to swoje konsekwencje. – W sytuacji pogarszających się perspektyw gospodarczych Polski, proponowane jest poniesienie olbrzymich kosztów imigracji.

Zdaniem byłego wiceministra finansów, takie koncepcje to nieporozumienie, oparte na fałszywych przesłankach, w myśl których powinniśmy sprowadzać imigrantów.

 – W aspekcie ekonomicznym te propozycje są kompletnie błędne, ponieważ Polska próbując dogonić inne kraje zachodniej Europy pod względem wynagrodzeń powinna doprowadzić do tego, aby nie zwiększać podaży siły roboczej z imigracji, jak i wtórnie nie napędzać spirali emigracyjnej Polaków. Powinna wręcz wykorzystać zaistniałą sytuację ruchu bezwizowego dla Ukraińców w Unii Europejskiej, aby pracujący w Polsce Ukraińcy stąd wyjechali, a Polacy wrócili do swoich rodzin.

PRZECZYTAJ: Dr Cezary Mech dla Kresów.pl: Ukraińcy obniżają Polakom wynagrodzenia i zmuszają ich do emigracji

Zdaniem dr Mecha, powinniśmy cieszyć się z takiego rozwoju sytuacji, gdyż wyjadą oni do krajów wyżej rozwiniętych, które potrzebują pracowników w miejsce swojej starzejącej się populacji.

– Jest rzeczą niepojętą dlaczego tak trudno jest przyswoić polskim politykom pierwszą lekcję ekonomii, z którą powinni być zaznajomieni już uczniowie podstawówki, że zwiększenie podaży czegokolwiek na rynku zmniejsza jego cenę. I że to dotyczy również wysokości wynagrodzeń w przypadku zwiększenia podaży pracowników w postaci imigrantów z Ukrainy. Jeśli są oni tak niekompetentni z ekonomii, a my nie umiemy wybrać mądrzejszych od siebie, aby nami kierowali, to nie dziwmy się, że żyje nam się źle teraz, a w przyszłości będzie jeszcze gorzej.

– My jesteśmy w takiej sytuacji, że mamy wynagrodzenia czterokrotnie niższe niż w Niemczech – podkreśla ekonomista. – Dlatego powinniśmy skorzystać z zapotrzebowania na pracę która występuje w Polsce, skutkujące wyższymi wynagrodzeniami, po by skłonić pracodawców do dokonania inwestycji w miejsca pracy w swoich przedsiębiorstwach. Będzie to skłaniało do konkurencji między nimi o pracowników i ukierunkowywało wszystkich przedsiębiorców i pracodawców, włącznie z państwem, do tego, aby tę pracę efektywniej alokować, w dziedziny o wyższej wartości dodanej, jak i skłaniać poprzez szkolenia do podwyższenia jej jakości.

CZYTAJ TAKŻE: Czechy: rząd powstrzymuje napływ tanich pracowników ze Wschodu, aby płace mogły rosnąć

Statystyki wyraźnie ukazują, że napływ imigracyjny doprowadził już do tego, że tej motywacji nie ma. Stąd mamy sytuację, gdy nawet przy dobrych wynikach gospodarczych, wzroście PKB, przyrost inwestycji produkcyjnych słabnie. Co jest naturalną konsekwencją tego, że zamiast ukierunkowywać pracodawców na rzecz dokonywania inwestycji i innowacyjności, skłania się ich do zmniejszenia wydatków związanych z funduszem płac. Czyli zastępowaniem Polaków tańszymi imigrantami zaznacza dr Mech.

Tę informację dostarczył portal Kresy.pl.
Wspieraj rzetelne dziennikarstwo.

– Tego typu polityka już przynosząca nieodwracalne szkody może w swej logice nie mieć końca – ostrzega były wiceminister finansów. – W chwili, gdy okaże się, że imigranci z Ukrainy okażą się zbyt drodzy, to mogą nastąpić propozycje zastępowania ich innymi, np. Hindusami. Kiedy nasze wynagrodzenia dojdą do poziomu tych w Indii i okaże się, że gdzie indziej są jeszcze tańsi pracownicy, to będziemy otwierali się na kolejne grupy imigrantów. Tak naprawdę w ten sposób sprowadzamy nasz dobrobyt i wynagrodzenie do poziomu krajów najniżej rozwiniętych. Ten proces upadania pozycji gospodarczej Polski będzie polegał na stałym cofaniu się w relacji do lepiej zarządzanych Narodów, co już obecnie obserwujemy gdy z pozycji członka półstałego Ligii Narodów nawet nie uczestniczymy w pracach G-20.

CZYTAJ TAKŻE: Ukrainizacja polskiego rynku pracy jest nieunikniona? „Jesteśmy nakierowywani na gospodarczą zapaść”

– W historii były taki okres, gdy Indie były kolonią brytyjską. Uelastyczniono tam rynek pracy co spowodowało, że przeciętny wzrost gospodarczy w Indiach kolonialnych, przy olbrzymim liberalizmie gospodarczym, wynosił zaledwie 0,1% wzrostu PKB na mieszkańca rocznie – na przestrzeni ponad 100 lat! – przypomina.

Zabójcza polityka

Dlatego cały ten projekt jest błędny i szkodliwy. Mówimy, że chcemy doganiać kraje zachodnie. Dlatego powinniśmy dążyć do tego, żeby mieć jak najwyższe wynagrodzenia, a my sztucznie ten proces spowalniamy. Zamiast wykorzystać sytuację do istotnego wzrostu wynagrodzeń, także w celu stworzenia perspektywy dla młodego pokolenia, żeby chciało zostać w kraju nawet przy względnie niskich wynagrodzeniach i po to aby z powrotem sprowadzić naszych emigrantów z powrotem. Bo naszym zadaniem powinno być sprowadzenie tych, którzy wyemigrowali z Polski, a nie inicjowanie kolejnej fali emigracji. Sprowadzanie milionów imigrantów, gdy mamy miliony pracujących za granicą, jest zabójczą polityką podkreśla dr Mech.

CZYTAJ TAKŻE: NBP: napływ pracowników z Ukrainy hamuje wzrost płac w Polsce

Były wiceminister zwraca również uwagę, że nawet w krajach wysoko rozwiniętych, takich jak np. Japonia, gdzie wynagrodzenia są wielokrotnie wyższe niż u nas, brak bezrobocia i wielokrotną ilość wakatów w stosunku poszukujących pracy, wymusza się na koncernach, aby jeszcze więcej płacili pracownikom:

– Po to, aby wymusić dodatkowe inwestycje i implementację innowacji. I to w kraju, który przoduje w wydajności pracy! Dochodzi do takich absurdów, że cieszymy się ze wzrostu wynagrodzeń, które są 2-krotnie niższe niż w Japonii i wielokrotne w ujęciu realnym. I to w grupie 1/5 najniższych wynagrodzeń japońskich które wzrosły w 2016 r. o 7%. I co ciekawe – tam nikt nie płacze, że najmniej zarabiający mają szybsze tempo wzrostu wynagrodzeń. Podczas gdy w Polsce uważa się, że te grupy nie chcą już pracować i dlatego też zastępowanie ich imigrantami jest wskazane.

Przeczytaj: Ukraińskie zagrożenie – źródła i skutki imigracji zarobkowej

Tańsi pracownicy kosztem rodziny?

– Fałszywie postuluje się aby Polkom odebrać świadczenie 500+, które im się należy jako częściowa rekompensata za podatki płacone przy zakupach na dzieci, , gdyż… sprzyjają rezygnacji z najniżej wynagradzanych zawodów przez matki. Ten częściowy zwrot uważa się za niepotrzebny, bo wtedy, jak rodzina jest biedna, to będzie zdesperowana do podjęcia jakiejkolwiek pracy, która w innym wypadku byłaby nieopłacalna. Czyli, że chcemy dostarczać tanich pracowników kosztem rodziny, społeczeństwa i Narodu, pytanie tylko w imię czego? pyta dr Mech.

– Ponadto, cały czas narzekamy, że będziemy w przyszłości musieli ponosić wielkie koszty świadczeń emerytalnych. Podczas gdy starzejąc się jako społeczeństwo, powinniśmy sprzyjać wzrostowi wynagrodzeń. Po to, aby poszerzyć bazę podatkową. Ponadto, rynkowy wzrost wynagrodzeń, związany z podażą i popytem będzie nie tylko będzie hamował motywację do emigracji, ale i sprzyjał powrotom z zagranicy, jednocześnie sprawiając że ludzie starsi mieliby motywację do dalszej pracy. Z jednej strony byłoby zapotrzebowanie na pracowników ze strony pracodawców, a z drugiej dzięki wyższym wynagrodzeniom, osoby starsze w wieku emerytalnym gotowe byłyby dłużej pracować – uważa ekonomista.

Uwięzieni w pułapce

– Niestety, ale polityka rządu, jaką proponuje premier Jarosław Gowin, jest absurdalna. Skończy się na tym, że na zajęciach historii gospodarczej będziemy pokazywani jako ten kraj, który nie rozumiał procesów gospodarczych i metod dogonienia krajów o wyższej wydajności pracy. Zamiast próbować wydostać się z pułapki średniego dochodu, sam na ochotnika się w niej uwięził.

– Nieporozumienie dotyczy polityki dochodowej i dlatego będzie miało swoje reperkusje polityczne – zauważa dr Mech. – I rząd zapłaci za to wysoką cenę, bo choć Polacy byli bardzo zadowoleni z programu 500+, to będą coraz bardziej rozczarowani z tego, że ich wzrosty wynagrodzeń będą ograniczane. A wręcz będą szantażowani tym, że imigranci zajmą ich miejsca pracy. Dlatego nie dziwmy się konfliktom które sami prowokujemy.

Były wiceminister wskazuje również, że nowa propozycja dodatkowo wprowadza koszty systemowe, związane z absorbcją imigrantów.

– Są one ich naturalnym elementem gdyż generują olbrzymie koszty dostosowania imigrantów do społeczeństwa. Są powiązane z trudnościami napotykanymi przez samych imigrantów, jak i konieczności ponoszenia większych nakładów społecznych, by przeciwdziałać narastaniu dodatkowych ryzyk. Wiążą się np. z kwestią bezpieczeństwa państwa – konfliktów, które potem przekładają się na poziom międzynarodowy. Nawet miedzy bardzo odległymi krajami czy takimi, które w przeszłości ściśle ze sobą współpracowały – mówi dr Mech wskazując na Turcję i Niemcy.

– Okazuje się, że kwestia praw tureckiej mniejszości w Niemczech powoduje zakłócenia polityczno-gospodarcze we wzajemnych stosunkach. W efekcie koszty bezpieczeństwa w Niemczech znacząco rosną. Przy okazji tego konfliktu, ujawniane zostały informacje o tym, że Turcja dzięki swoimi imigrantom posiada ok. 5 tys. informatorów na terenie Niemiec. To powoduje konieczność dokonywania pewnych wyborów wewnętrznych, oddziaływania na mniejszości które same w sobie są wątpliwe moralnie i konfliktogenne. Widać to także np. w sąsiadującej z Turcją Bułgarii gdzie istnieją dwie partie tureckie: jedna lojalna względem rządu w Sofii, a druga względem Ankary.

– Oczywiście, tego rodzaju nakłady w przypadku tak bogatych krajów jak Niemcy są relatywnie mniej uciążliwe niż w Polsce, która jest biedniejsza. Tego typu koszty systemowe będą coraz bardziej ciążyły nad efektywnością funkcjonowania gospodarki, oznaczając dodatkowe nakłady i wyższe opodatkowanie społeczeństwa – uważa.

Koszty systemowe

Dr Mech zwraca uwaga także na kwestię dotyczącą aspektów lojalności określonych grup i zapobiegliwości, żeby nie powtórzyły się np. sytuacje z 1939 roku czy późniejszych:

Rząd i opinia publiczna powinny pójść w kierunku uświadomienia sobie istnienia tego typu ryzyk i kosztów dla społeczeństw goszczących i pokazywania roli różnych mniejszości narodowych czy religijnych w sytuacjach konfliktowych. To co się dzisiaj dzieje na Bliskim Wschodzie powinno stać się sygnałem alarmowym. W naszym  kraju, który w przeszłości był poddawany różnego rodzaju oddziaływaniom wrogich mocarstw konieczna jest tym większa rozwaga. Ponieważ często mniejszości narodowe czy religijne są wykorzystywane do tego, aby sprawować kontrolę nad uzależnionym społeczeństwem w myśl starożytnej zasady „dziel i rządź”, a my powinniśmy zadbać aby w pozycji zdominowanej większości się nie znaleźć.

Niezależnie od konsekwencji hamowania wzrostu wynagrodzenia na szanse wyrwania się z pułapki średniego rozwoju, forsowanie zmian struktury narodowościowej powoduje nie tylko utratę korzyści gospodarczych, lecz również generuje wysokie koszty i dodatkowe ryzyka. Ich wyliczeniem powinni zająć się specjaliści z dziedzin bezpieczeństwa. Niemniej konkludując należy już teraz podkreślić, że propozycje dotyczące ułatwień przy nadawaniu obywatelstwa sprawią, że na kwestie gospodarcze nałożą się jeszcze dodatkowo koszty systemowe, którym nasz kraj może nie podołać. Spowodują dodatkowy ciężar dla gospodarki – nawet, jeśli mechanizmy neutralizujące dodatkowe ryzyka zostaną efektywnie wdrożone – stwierdza ekonomista.

Kresy.pl

Reklama



9 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz

  1. gotan :

    Widać z tych propozycji Gowina,że sie źle czuje..Chyba jest na haju.. Naćpał sie i pieprzy od rzeczy.Jak przyjdzie co do czego,to będzie sie tłumaczył jak Nergal…Panie Gowin brakuje panu wyobraźni analitycznej.Niech pan zapyta polaków z Kresów i Małopolski Wschodniej, jak się maja zachowania upadlińców względem Polski.Dostanie pan szybką i zdecydowaną odpowiedź bez zawiłości językowych. Przestań pan bredzić.Nie znasz stanu umysłu Azjatów więc propozycje co najmniej, nie są na miejscu. Bzdury o nadawaniu obywatelstwa tzw.ukraińcom, może pan opowiadać idiotom takim jak pan. „Jestem za a nawet przeciw”…już to znamy.

    • franciszekk :

      @gotan Przy okazji obchodów rocznicowych Akcji Wisła, która przerwała ludobójstwo na cywilnej polskiej ludności zaczęte na Wołyniu a na które w bezczelny sposób Ukraińcy chcieli wyłudzić z polskiego budżetu kasiorę i jej odmówiono, w przypływie szczerości Piotr Tyma („polski” Ukrainiec) zagroził powtórzeniem Wołynia!

  2. greg :

    Panie Gowin, przestan pan plesc bzdety, bo jestes pan ostatnim ignorantem w temacie. Wydawanie polskich (a wiec i unijnych) wiz Ukraincom spowoduje efekt zupelnie odwrotny. Wlasnie wtedy beda mogli bez przeszkod i calkowicie legalnie pracowac w calej UE i jeszcze dostawszy naciagane obywatelsto na tzw. krzywy ryj beda tam nieuczciwie konkurowac z Polakami. Trzeba byc ostatnim matolem aby tej oczywistej zaleznoaci nie zauwazyc. Jako kompletny laik i ignorant lepiej skorzystalbys
    pan z okazji by milczec w sprawach na ktorych sie pan zupelnie nie znasz. I mniej sluchac partyjnego kolege Ukrainca-banderowca Kowala! Ladne zaprzane towarzystwo pan sobie dobrales, w ktorym robisz za „pozytecznego idiote”!

  3. Amok2323 :

    Nie wiem czy wy ludzie z pisu jestescie pozbawieni wyobrazni czy to jakis wewnetrzny sabotaz w waszej parti srodowisk proukrainskich i probanderowski .Chcecie przyjac 5 miliow ukrancow a na sam wasz pis glosowalo tylko – 5.711.698 wedlug danych z tego portalu : http://www.gazetawroclawska.pl/artykul/9025765,wyniki-wyborow-pis-po-kukiz-nowoczesna-i-psl-w-sejmie-wyniki-na-zywo,id,t.html
    Sciagajac do Polski ( plan morawieckiego) 5 milionow ukraincow a wsrod nich wyborcow swbody i dezerterow dajac im obywatelstwo Polskie panie Gowin i poslowie z pis czy zastanowcie sie na ktora partie beda glosowac ci wyborcy bo napewno nie na wasza a na po i tyme . W zyciu nie wygracie juz wyborow . Stoicie w rozkroku poslowie pis z jednej strony bratacie sie z potomkami banderowcow nie penalizujac symoliki zbrodnirzy a z drugiej dajcie ochlapy Kresowiana w postaci uchwaly a nie Swieta 11 lipca upamietniającego Ludobojstwo na Wolyniu zrazajac do siebie te srodowiska i ich rodziny kto z nich bedzie na was glosowal . Wiecznie u wladzy nie bedziecie wasz pis i jak Polske nam zoztawicie dwujezyczna tego chcecie…!

  4. jaro7 :

    Właśnie to co proponuje p.Mech robią Czechy(wywalaja upaińców po to by rosły płace a Czesi nie wyjeżdżali),niestety my nie mamy propolskiego rządu od wielu lat,a i coraz bardziej wygląda na to że jest to świadoma antypolska polityka.Mnie przeraża jak wielu,bardzo wielu jest IDIOTÓW na rządowych stołkach i poselskich oraz dziennikarskich.Zidiociałe,renegackie tępe tzw „elyty”.

  5. Krzysztof Nowak :

    Mówiąc poważnie myślę, że Gowin nie jest półgłówkiem i doskonale wie to, o czym dr Mech pisze. Naprawdę nie jest to żadna wiedza tajemna i jest oczywista dla każdego dobrego ekonomisty. Z jakiegoś jednak powodu Gowin próbuje zniszczyć naszą gospodarkę podkładając nam ukraińską minę. Dlaczego to robi? To już temat dla dobrych analityków, jak np. dla p. Wielguckiego (prowadzącego serwis kontrowersje.net). Sam chętnie bym się tego dowiedział. Na marginesie, zaiste ciekawy to zbieg okoliczności. Gliński wykreśla Redutę Ordona z rejestru zabytków, żeby muzułmanie mogli w tym miejscu postawić meczet, Gowin dąży do ułatwienia Ukraińcom imigracji wraz z ułatwianiem im otrzymania polskiego obywatelstwa. Cóż najlepszego robią ministrowie PISu ??? Po owocach ich poznamy…

    • Monroe :

      @krzysztof-nowak Entuzjastyczne wypowiedzi Gowina czy Talagi potrafię zrozumieć tylko przy założeniu, że Ukraina została spisana przez Wielkich tego świata na straty. I w tym kontekście, ustami przedstawicieli swoich władz, Polska zgłasza pretensje do części masy upadłościowej.

  6. gotan :

    Proszę przeczytać ten tekst z Polski Niepodległej gdzie pisze autor pod nickiem Gadający Grzyb…Rzez dotyczy asymetrii z Ukraińcami….Podczas lektury pisma Reduty Dobrego Imienia towarzyszyło mi uczucie déjà vu – zupełnie jakbym czytał podsumowanie tego, co ja oraz Koleżanki i Koledzy z łamów „Polski Niepodległej” pisaliśmy w ciągu ostatnich lat. Może otwarte powołanie się na nasz tygodnik byłoby jednak zbyt „niepoprawne” lub obciążające dla autorów dokumentu? A może sami doszli do analogicznych wniosków?

    1. Asymetria relacji

    Cieszy, że tezy i diagnozy formułowane konsekwentnie na łamach „Polski Niepodległej” (w tym, dodam nieskromnie, przez niżej podpisanego) odnośnie do stosunków polsko-ukraińskich zaczęły przebijać się do prawicowego mainstreamu. Otóż niedawno Reduta Dobrego Imienia wystosowała oświadczenie dotyczące wspomnianej tematyki, w którym wyraża zaniepokojenie rysującymi się od dłuższego czasu tendencjami w polityce tożsamościowej i historycznej naszego sąsiada. Dokument został skierowany m.in. do Kancelarii Prezydenta, Ministerstwa Spraw Zagranicznych oraz MSWiA. Ponieważ na razie żaden Marcin Rey, tudzież inni domorośli tropiciele „ruskich agentów” nie zapisali Reduty ani jej fundatorów do „V kolumny Putina” (byłoby to dość karkołomne, zważywszy, że w RDI są: Maciej Świrski, Józef Orzeł, prof. Andrzej Nowak, Jan Pietrzak, Tadeusz Płużański i Marcin Wolski), to istnieje szansa, że ich głos zostanie potraktowany z należytą powagą przez PiS-owski establishment.

    Przede wszystkim wreszcie otwartym tekstem pada konstatacja – dla nas oczywista – o niechęci Ukraińców do skonfrontowania się z prawdą o rzezi wołyńskiej. Tych „wreszcie” jest zresztą dużo więcej – chociażby w końcu podkreślono zdumiewającą asymetrię wzajemnych relacji. Z jednej strony Polska od lat konsekwentnie i bezwarunkowo udziela Ukrainie poparcia w jej walce o wyrwanie się z rosyjskiej strefy wpływów. Basujemy europejskim aspiracjom Kijowa, wspieramy naszych sąsiadów politycznie, logistycznie, finansowo, otwieramy granice dla ukraińskich emigrantów zarobkowych i studentów – nie zgłaszając przy tym żadnych roszczeń rewindykacyjnych, choć na dobrą sprawę mielibyśmy do tego pełne prawo. Z drugiej strony ukraińskie władze (a nie, jak czasem próbuje się to przedstawiać, marginalne grupki radykałów) oficjalnie biorą udział w fałszowaniu historii, gloryfikują zbrodnicze formacje OUN-UPA, odmawiają upamiętnienia ofiar – krótko mówiąc, prowadzą politykę otwarcie antypolską i szowinistyczną, budując nową narodową tożsamość w oparciu o kompletnie zakłamany „mit założycielski” spod znaku „herojam sława!”.

    2. Szantaż emocjonalny

    Autorzy „Oświadczenia” zwracają przy tym uwagę na jeszcze jeden aspekt wzajemnych stosunków – mianowicie każdy antypolski eksces w rodzaju niszczenia pomników czy ataków na nasze placówki dyplomatyczne tłumaczy się – bez próby analizy – rosyjskimi prowokacjami. Owszem, nie jest wykluczone, że w bardaku, jaki panuje obecnie na Ukrainie, ruska agentura może sobie swobodnie hulać i np. ostrzelać z granatnika polski konsulat. Problem w tym, że równie dobrze za atakami mogą stać ukraińscy nacjonaliści, niepotrzebujący dodatkowej, zagranicznej motywacji. Wystarczy im podżegający przekaz produkowany konsekwentnie przez ukraiński IPN pod przewodnictwem Wołodymyra Wjatrowycza. Jednakowoż, tak strona ukraińska, jak i nasi zwolennicy bezwarunkowego „pojednania”, nie weryfikując faktów, z miejsca przypisują odpowiedzialność rosyjskiej dywersji. Osobiście wolałbym, żeby ukraińskie służby schwytały przynajmniej jednego takiego ruskiego prowokatora i pokazały go nam – choćby po to, aby się uwiarygodnić. Tymczasem sprawcy – co podkreślone jest w omawianym dokumencie – pozostają nieuchwytni. Od siebie dodam, że każdorazowe zwalanie winy na zasadzie cui prodest na putinowskich „ludzików” coraz bardziej przypomina uporczywe zaklinanie rzeczywistości – najprawdopodobniej powodowane lękiem zaklinających, że realia mogą drastycznie rozmijać się z ich oczekiwaniami.

    W oświadczeniu czytamy: „Co więcej, każdemu, kto zadaje pytania o skalę odradzającego się nacjonalizmu ukraińskiego i realizm we wzajemnych relacjach polsko–ukraińskich, knebluje się usta oskarżeniem o działalność agenturalną i przypięciem łatki przynależności do V kolumny Putina. Stajemy się w ten sposób zakładnikami szantażu emocjonalnego”. Nic dodać, nic ująć. Dobrze, że wreszcie zostało to powiedziane przez kogoś, komu nie da się łatwo przykleić etykietki oszołoma, bo to służy sprawie.

    3. Jałowy „dialog”

    W dalszej części RDI podnosi problem jałowości – a wręcz przeciwskuteczności – „dialogu” między polskimi a ukraińskimi historykami. Efekt bowiem jest taki, że owa debata służy jedynie uwiarygodnieniu wrogiej nam historycznej propagandy, negującej bądź co najmniej relatywizującej zbrodnie OUN-UPA. Nadmieńmy – przy całkowitej impregnacji strony ukraińskiej na polskie postulaty. Czym to się kończy, obrazuje dołączony do „Oświadczenia” obszerny aneks demaskujący manipulacje zawarte w artykule autorstwa Serhija Rabienki „Co się stało w Parośli? Kto przyniósł śmierć do polskiej kolonii na Wołyniu”, który ukazał się w „Ukraińskiej Prawdzie” 4 lutego 2017. Osią tego jawnie negacjonistycznego tekstu jest próba udowodnienia, że za zbrodnią na polskiej ludności nie stało UPA, tylko nie wiadomo kto, a przychylnie komentował go nie kto inny, jak dobrze nam znany Wołodymyr Wjatrowycz.

    Trudno zaprzeczyć, że w takiej atmosferze żadnego „dialogu” toczyć się zwyczajnie nie da – toteż, jak zauważają autorzy, mamy w istocie monolog obwarowany emocjonalnym szantażem („bo Ukraina walczy z Rosją”). Jak zdarzyło mi się zauważyć we wcześniejszych „ukraińskich” artykułach, Kijów nauczył się na owym szantażu znakomicie grać, używając go do paraliżowania strony polskiej i wymuszania ustępstw lub przynajmniej milczenia w drażliwych sprawach.

    W dokumencie padają trzy fundamentalne pytania, które należy koniecznie odnotować:

    Czy relacje Polski z Ukrainą bez względu na okoliczności powinna determinować decyzja o pomocy dla walczącej Ukrainy, która wiąże siły rosyjskie z dala od polskich granic?;

    Czy poparcie dla Ukrainy ma się odbywać bez względu na nacjonalizm ukraiński?;

    Czy należy to robić ze świadomością, że ok. 2 mln Ukraińców znających jedynie przekaz o kulcie Bandery przebywa na terytorium Polski, że są oni coraz lepiej zorganizowani, a perspektywa napływu kolejnej fali emigracji jest, jak się wydaje, jedynie kwestią czasu?

    4. 5 mln Ukraińców w Polsce

    I nad tą ostatnią sprawą, jak sądzę, warto się na chwilę zatrzymać. Nie wiem, jaki szatan podszepnął naszym decydentom pomysł, by otworzyć Polskę na ukraińskich imigrantów (to znaczy, domyślam się – lobby pracodawców ze znaczącym udziałem Cezarego Kaźmierczaka, przy wsparciu ministra Morawieckiego), ale konsekwencje mogą być potencjalnie równie groźne, jak przyjęcie muzułmańskich „nachodźców”.

    Mamy tu kilka warstw. Po pierwsze, masowa migracja pracowników ze Wschodu skutkuje zamrożeniem płac w wielu sektorach gospodarki. To zaś powoduje petryfikację patologii polskiego rynku pracy oraz zakonserwowanie modelu, od którego mieliśmy ponoć odchodzić – czyli wzrostu gospodarczego opartego na taniej sile roboczej. Kolejną konsekwencją jest to, że polska emigracja zarobkowa z ostatnich lat nie ma do czego wracać; więcej – wciąż wielu Polaków pragnie emigrować, bowiem dawne relacje pracy wedle schematu „na twoje miejsce jest 10 chętnych” zmieniły się tylko o tyle, że teraz pracodawca mówi: „na twoje miejsce jest 10 Ukraińców”. W rezultacie grozi nam stopniowa podmiana zamieszkującej Polskę populacji – w miejsce tych, którzy wyjechali, pojawią się Ukraińcy, którzy – nie łudźmy się – zostaną tu tak samo, jak na stałe zostali np. Polacy w Wielkiej Brytanii. Czy chcemy za kilka lat ocknąć się z kilkumilionową ukraińską mniejszością ukształtowaną w duchu banderyzmu? A dodam, że przyjeżdżają do nas głównie Ukraińcy z zachodniej części kraju, gdzie szowinistyczna propaganda jest najsilniejsza.

    Szef Związku Pracodawców Polskich Cezary Kaźmierczak domaga się, byśmy do 2025 r. sprowadzili 5 mln Ukraińców. Mogę na to odpowiedzieć tylko jedno. Ulegając takim żądaniom wynikającym z partykularnego interesu grupki przedsiębiorców (bo też nie wszystkich, o czym trzeba pamiętać), rząd sprowadza na Polskę poważne zagrożenie. Długofalowo jest to uderzenie w fundamenty bezpieczeństwa wewnętrznego Polski. Na dobrą sprawę należałoby osobom i podmiotom lobbującym za sprowadzaniem do Polski Ukraińców wytoczyć solidne procesy karne za świadome i celowe sprowadzanie zagrożenia dla bezpieczeństwa narodowego. Każdy, kto głosi konieczność przyjęcia wielomilionowej rzeszy Ukraińców, zachowuje się jak zdrajca – w nie mniejszym stopniu od tych, którzy chcieliby przyjmowania muzułmańskich migrantów.

    *

    Wracając do głównego wątku – podczas lektury pisma Reduty Dobrego Imienia towarzyszyło mi uczucie déjà vu – zupełnie, jakbym czytał podsumowanie tego, co ja oraz Koleżanki i Koledzy z łamów „Polski Niepodległej” pisaliśmy w ciągu ostatnich lat. Może otwarte powołanie się na nasz tygodnik byłoby jednak zbyt „niepoprawne” lub obciążające dla autorów dokumentu? A może sami doszli do analogicznych wniosków? Jakkolwiek by było, miło jest obserwować kruszące się mury twierdzy dogmatycznych zwolenników mitologii politycznej Giedroycia i stopniowy powrót do przytomności naszej, dotąd bezkrytycznie proukraińskiej, prawicy.

    Autor publikuje w sieci pod nickiem Gadający Grzyb

    • jaro7 :

      @gotan Pisałem do RDI w kilku sprawach min o tematy z UPAiną związane.nawet troche prowokacyjnie pisałem czy chodzą na pasku PiS bo tego tematu nie podejmują.fajnie że go podjęli,problem polega na tym że PiS nie liczy się z NIKIM. Dla nich ważne co powie Żurawski vel Grajewski i inni renegaci i zaprzańcy.PiS prowadzi świadomą ANTYPOLSKĄ politykę.A jakiekolwiek patriotyczne gesty sa puste i tylko pod publiczkę.