Jak podał we wtorek portal TVN24.pl, komornik zajął 6 mln euro na koncie firmy E&K należącej do byłego handlarza bronią, który nie wywiązał się z dostawy 1241 respiratorów dla polskiego ministerstwa zdrowia. Prezes spółki, lubelski biznesmen Andrzej Izdebski, potwierdził to w rozmowie z tym portalem.

Sprawa dotyczy wydarzeń z początkowego okresu pandemii koronawirusa w Polsce. W kwietniu 2020 roku resort zdrowia podpisał z E&K umowę na dostawę 1241 respiratorów. Firma Andrzeja Izdebskiego dostarczyła ich jednak tylko 200. Ponieważ nie dotrzymywała terminów kolejnych dostaw, ministerstwo odstąpiło od pozostałej części umowy, żądając zarazem zwrotu pieniędzy wraz z odsetkami i karami umownymi. Chodzi o 11,9 mln euro przedpłaty, niezwróconej ministerstwu zdrowia oraz o 3,6 mln euro z tytułu kar umownych.

Przekaż swój 1% na Kresy.pl

Fundacja Kompania Kresowa KRS 0000350493
Przekaż 1% podatku

Podczas wtorkowego posiedzenia sejmowej komisji zdrowia, minister Adam Niedzielski powiedział, że na koncie Izdebskiego zabezpieczono już połowę kwoty, z której spłatą zalega. W rozmowie z TVN24.pl Izdebski przyznał, że doszło do zajęcia komorniczego, ale nie połowy kwoty, jak mówił minister, tylko niespełna 6 mln euro. Szef E&K twierdzi, że i tak wpłaciłby te pieniądze do ministerstwa zdrowia i uważa, że takie postępowanie jest „bez sensu”. Dopytywany, dlaczego w takim razie nie zrobił tego wcześniej odparł, że w Polsce jest ponad 450 respiratorów, których ministerstwo nie odebrało, które teraz musi sprzedać, a kiedy mu się to udaje, to spłaca swoje zobowiązania.

Pilnujemy wspólnych spraw

Zależymy od Twojego wsparcia
 

Nakaz wydany przez sąd ws. zajęcia środków nie jest na razie prawomocny. Izdebski się od niego odwołuje. To oznacza, że na razie pieniądze nie trafią do resortu zdrowia.

Jak pisaliśmy w lipcu 2020 roku, skala afery związanej z zakupem respiratorów, w czym aktywny udział miała mieć Agencja Wywiadu, może być znacznie większa, niż dotąd zakładano. Dokumenty wskazują, że resort zdrowia zamówił nie 1,2 tys., ale 2,2 tys. respiratorów, płacąc za nie aż 370 mln zł.

Czytaj więcej: Afera respiratorowa: ministerstwo zapłaciło firmie handlarza bronią blisko dwa razy więcej niż podawano

Przypomnijmy, że wcześniej media opublikowały kolejne informacje nt. afery związanej z zakupem ponad tysiąca respiratorów, wskazując na aktywny udział w niej Agencji Wywiadu. Zakup opiewający na kwotę niemal 200 mln zł miał zostać powierzony firmie uwikłanej w nielegalny proceder handlu bronią oraz inne niejasne interesy, przez co od lat znajdowała się ona w kręgu zainteresowania polskich służb.

Informowaliśmy, że według doniesień medialnych, szef Agencji Wywiadu, poprzez ministra koordynatora, zaproponował Ministerstwu Zdrowia zdobycie dużej liczby respiratorów, dając mu na to swoje gwarancje. Dlatego też Ministerstwo nie sprawdziło kontrahenta, zrezygnowało ze standardowych zabezpieczeń kontraktów i zapłaciło w dużej części „z góry” z towar, którego finalnie nie otrzymało. Zabezpieczeniem przed odpowiedzialnością za te nadużycia mogła służyć uchwalenie części tzw. specustawy dotyczącej art. 231 (dot. odpowiedzialności urzędniczej) i 296 kodeksu karnego. Według specustawy ich sprawcy nie będą odpowiadać karnie, jeżeli naruszyli przepisy w czasie stanu epidemii, poprzez nabycie towaru lub usługi niezbędnych do jej zwalczania. Dodatkowo, muszą oni działać „w interesie społecznym” i gdy „bez dopuszczenia się tych naruszeń nabycie tych towarów lub usług nie mogłoby zostać zrealizowane albo byłoby istotnie zagrożone”.

Pilnujemy wspólnych spraw

Zależymy od Twojego wsparcia
Wspieram Kresy.pl

W rezultacie ok. 110 mln złotych zostało przekazanych kontrahentowi, a z zamówionych 1200 respiratorów dostarczono jedynie 50, dodatkowo w umowie nie ma zapisów, które pozwoliłyby na nałożenie kar za niezrealizowanie zamówienia. Podobna sytuacja miała miejsce w przypadku wielkiego transportu sprzętu medycznego z Chin, który okazał się „przepłacony, złej jakości i bez certyfikatów, a za ich sprowadzeniem stoi firma powiązana z ministrem zdrowia, rzekomo również gwarantowana przez służby specjalne”.

Khane opisuje, że „po ujawnieniu tych spraw nastąpiło mataczenie, zmowa milczenia, próby ukrywania dokumentów”. Ponadto, firma, za którą poręczyła AW, rzekomo tajnie współpracująca z Agencją, „która nie zrealizowała tych zamówień, należy do opisywanego od dawna w prasie współpracownika SB, a później służb demokratycznej Polski, była zamieszana w nielegalny handel uzbrojeniem, umieszczona jest na czarnej liście ONZ, a z działalnością na polu sprzętu medycznego nigdy nie miała do czynienia”. Chodziło tu najpewniej o Andrzeja Izdebskiego, znanego w środowisku jako osoby zaangażowanej w handel bronią. Już w 1991 roku miał pośredniczyć w sprzedaży polskich pistoletów na Bliski Wschód. Samej Agencji zarzucano też przestępcze intencje, w tym chęć wyłudzenia środków od państwa polskiego.

Zdaniem prezesa fundacji Instytut Bezpieczeństwa i Strategii i byłego szefa Agencji Wywiadu, płk (rez.) Grzegorza Małeckiego, możemy mieć do czynienia „z największą aferą z udziałem służb specjalnych od 1990 roku”.

TVN24.pl / rmf24.pl / Kresy.pl

Czytaj kolejny artykuł
0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz