Prezydent Białorusi Aleksandr Łukaszenko powiedział, że Białoruś i Rosja mają faktycznie „jedną armię” i będą walczyć razem, gdyby wybuchła wojna, poinformował w środę portal Newsweek.
Jak poinformował w środę portal Newsweek, prezydent Białorusi Aleksandr Łukaszenko powiedział, że Białoruś i Rosja mają faktycznie „jedną armię” i będą walczyć razem, gdyby wybuchła wojna.
„W rzeczywistości mamy jedną armię, której kręgosłup w kierunku zachodnim stanowi armia białoruska” – powiedział Łukaszenko. „Jeśli, nie daj Boże, wybuchnie wojna, armia białoruska jako pierwsza zaangażuje się w walkę, a zachodnia grupa rosyjskich sił zbrojnych szybko połączy się, tworząc wspólną obronę”.
Łukaszenko poinformował w środę, że Białoruś spodziewa się wkrótce otrzymać dużą partię rosyjskiej broni, w tym odrzutowce bojowe, helikoptery i systemy rakietowe obrony przeciwlotniczej.
Przejęcie wyprzedza wspólne gry wojenne prowadzone przez Białoruś i Rosję, które rozpoczną się w przyszłym tygodniu i mają obejmować około 200 000 żołnierzy.
Wcześniej prezydent Białorusi mówił: „Siły zbrojne obu państw są bardzo podobne, ale powinna być koordynacja. Dlatego musimy ćwiczyć również wspólnie, bo wojować przyjdzie nam wspólnie”.
Jak poinformował, w trakcie ćwiczeń wojskowych obu krajów, od Kaliningradu po Władywostok będzie zaangażowana duża liczna wojsk. Dodał, że umówił się z rosyjskim prezydentem Władimirem Putinem, że będzie kontrolował główną część ćwiczeń, która odbędzie się na Białorusi. Z kolei na terytorium Rosji ćwiczenia odbędą się na kilku poligonach. „On [Putin – red.] będzie na swoim poligonie, ja na swoim. Zobaczymy, jak gotowe i zgrane są nasze siły zbrojne”.
„Mamy jeden system obrony powietrznej, jedną politykę obronną. Jest armia, która musi uczyć się i trenować. To właśnie dlatego przeprowadzamy [ćwiczenia-red.]” – zaznaczył białoruski lider. Podkreślił zarazem, że ćwiczenia mają charakter wyłącznie obronny.
„Nie zamierzamy na nikogo napadać. Nam to niepotrzebne. I to, że tak ich to poruszyło… Cóż, pewne bardzo się niepokoją, że my tu, wiecie, prawie im Pribałtykę [kraje bałtyckie -red.] odetniemy: że przez korytarz suwalski pójdziemy na Kaliningrad i odetniemy Pribałtykę. Ale nikomu ta Pribałtyka nie jest potrzebna. Daj nam Boże naszą Białoruś zasiedlić, o Rosji już nie mówię” – powiedział.
„Nam cudze nie jest potrzebne, ale uczymy się bronić swojego. Skoordynujemy nasze siły zbrojne, ustalimy, gdzie mamy słabe punkty i je uzupełnimy” – dodał.
Zobacz też: Łukaszenko zapowiedział rychłe zakończenie uzgodnień z Rosją nt. intergracji
Kresy.pl/Newsweek
































