Rosyjskie wydanie Deutsche Welle dotarło do byłego funkcjonariusza białoruskiego MSW, który twierdzi, że był członkiem “szwadronu śmierci”, który zabił w 1999 roku trzech przeciwników politycznych Aleksandra Łukaszenki – byłego szefa MSW Jurija Zacharenkę, byłego szefa Centralnej Komisji Wyborczej Wiktora Gonczara oraz wspierającego opozycję biznesmena Anatolija Krasowskiego.
Funkcjonariusz, który opowiedział Deutsche Welle o domniemanych okolicznościach zabójstw Zacharenki, Gonczara i Krasowskiego, to Jurij Garawski. 41-letni mężczyzna, który obecnie stara się o azyl w jednym z krajów europejskich, twierdzi, iż uczestniczył w porwaniach wymienionej trójki i był świadkiem zastrzelenia ich przez ówczesnego szefa Specjalnego Oddziału Szybkiego Reagowania MSW (SOBR) pułkownika Dmitrija Pawliczenkę.
Według Garawskiego porwanie Jurija Zacharenki poprzedziła 1,5-tygodniowa obserwacja byłego szefa MSW. Jak twierdził, opowiadając ze szczegółami, 7 maja 1999 roku członkowie komanda Pawliczenki zatrzymali Zacharenkę w pobliżu jego domu i zawieźli na teren bazy szkoleniowej MSW w Wałowszczynie w Mińsku. Tam skutą i leżącą ofiarę dwoma strzałami w serce z pistoletu z tłumikiem miał zastrzelić Pawliczenko. Później ciało Zacharenki zostało zabrane na Cmentarz Północny w Mińsku i spalone w krematorium. Ze słów Garawskiego wynika, że prochy opozycjonisty najpewniej zostały ukryte na tym cmentarzu. Były funkcjonariusz twierdzi, że za udział w egzekucji nie został w żaden sposób wynagrodzony.
Gonczar i Krasowski mieli zostać porwani przez członków SOBR 16 września 1999 roku w czasie, gdy wspólnie wracali z łaźni samochodem Krasowskiego. Obu wraz z samochodem zabrano, według Garawskiego, do bazy wojskowej w Biehomli. Tam obu opozycjonistów strzałami w serce miał zabić pułkownik Pawliczenko. Ofiary, a także samochód Krasowskiego, który zmiażdżono wozem opancerzonym, zakopano w przygotowanych jamach. Za te dwa zabójstwa członkowie komanda mieli otrzymać po tysiąc dolarów. Garawski twierdzi, iż dowiedział się od Pawliczenki, że Gonczara zabito, ponieważ dysponował on materiałami groźnymi dla Aleksandra Łukaszenki.
Opowiadając o domniemanych okolicznościach tych zabójstw Jurij Garawski podał personalia innych funkcjonariuszy wchodzących w skład jego “szwadronu” śmierci. Białoruski funkcjonariusz twierdzi, że o zabójstwach wiedzieli ówczesny szef MSW Jurij Siwakow i szef Rady Bezpieczeństwa Białorusi Wiktor Szejman. Jest on także przekonany, że wiedział o nich sam Łukaszenko.
Jak pisze Deutsche Welle, śledztwa w sprawie zaginięcia wymienionych opozycjonistów niczego nie wyjaśniły. W 2004 r. specjalny sprawozdawca Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy po przestudiowaniu wszystkich okoliczności doszedł do wniosku, że Zacharenko, Gonczar i Krasowski zostali porwani i zabici przez funkcjonariuszy SOBR pod dowództwem Dmitrija Pawlichenki za wiedzą władz Białorusi. Wersji tej jak dotąd nie udowodniono.
Dmitrij Pawliczenko w rozmowie z portalem Tut.by zaprzeczył wersji podawanej przez Garawskiego. Według niego Garawski nie był członkiem SOBR a jego słowa określił mianem “kłamstw”.
CZYTAJ TAKŻE: Łukaszenko wyjaśnił, dlaczego w białoruskim parlamencie nie ma opozycji
Kresy.pl / Deutsche Welle
































