Sąd w Olsztynie uznał, że antybanderowskie wlepki nawołują do nienawiści wobec Ukraińców

Sąd Rejonowy w Olsztynie uznał, że Robert D. naklejając antybanderowskie wlepki znieważył ukraińskie małżeństwo na tle narodowościowym, a treść wlepek „nawoływała do nienawiści” wobec Ukraińców. Sąd skazał go na pół roku prac społecznych. Wyrok nie jest prawomocny.

W środę przed Sądem Rejonowy w Olsztynie zapadł wyrok ws. Roberta D. Przypomnijmy, że jak informowaliśmy wcześniej, w październiku 2016 roku pan Robert D. z Olsztyna został zatrzymany przez policję po tym, jak wcześniej rozklejał w swojej okolicy tzw. wlepki z antybanderowskimi motywami, które kupił legalnie przez internet. Pierwsza przedstawiała przekreśloną podobiznę lidera OUN, Stepana Bandery. Na drugiej widać było grafikę z płonącymi wiejskimi zabudowaniami i napisem „UPA. Ukraińscy mordercy”. Mężczyzna przykleił te wlepki m.in. na samochodzie należącym do młodego małżeństwa Ukraińców, którzy trzy lata temu przyjechali do Olsztyna za pracą. Oburzeni Ukraińcy zawiadomili policję, która od razu zatrzymała Roberta D. Śledczy bez żadnej ekspertyzy uznali, że wlepki te miały charakter antyukraiński.

Według oficjalnego komunikatu, Prokuratura Rejonowa Olsztyn – Północ oskarżyła Roberta D. o to, że w okresie od dnia 17 do 26 października 2016 r. w Olsztynie publicznie nawoływał do nienawiści wobec osób pochodzenia ukraińskiego oraz znieważył małżeństwo H., obywateli Ukrainy. Prokurator zarzucił też D. „posiadanie w celu rozpowszechniania czterech naklejek zawierających treści służące do nawoływania do nienawiści na tle narodowościowym”. Oskarżony nie przyznał się do zarzucanego mu czynu. Zdaniem prokuratury, zebrany materiał dowodowy wskazuje, że nawoływano do nienawiści i znieważono Ukraińców na tle narodowościowym.

PRZECZYTAJ: Ambasada Ukrainy: hasło „banderowcy-mordercy” to „antyukraińska propaganda”

Sąd 11 kwietnia uznał go za winnego publicznego znieważenia na tle narodowościowym ukraińskiego małżeństwa oraz „posiadania w celu rozpowszechniania czterech naklejek o treści nawołującej do nienawiści na tle narodowościowym”. Skazano go na karę 6 miesięcy ograniczenia wolności, polegającego na obowiązku wykonywania nieodpłatnej, kontrolowanej pracy na cele społeczne w wymiarze 24 godzin w miesiącu. Obciążono go też kosztami procesu.

Sąd w ustnym wyjaśnieniu stwierdził, że zachowanie mieszkańca Olsztyna nie wypełniło znamion przestępstwa nawoływania do nienawiści wobec osób pochodzenia ukraińskiego, ponieważ nie wykonywał w tym kontekście żadnych gestów czy wypowiedzi.

Zdaniem sądu, kara wymierzona Robertowi D. „ będzie wystarczająca, żeby go zresocjalizować i spowodować, żeby nie naruszał więcej norm prawnych i nie krzywdził innych ludzi”. Wyrok jest nieprawomocny.

[AKTUALIZACJA, 13 IV 2018: Pan Robert D. będzie odwoływał się od wyroku, zapowiedział złożenie apelacji]

Co ważne – wcześniej zwróciliśmy się do prokuratury w Olsztynie, chcąc dowiedzieć się, na jakiej podstawie uznano, że wlepki miały charakter antyukraiński i czy powołano w tej sprawie jakiegoś biegłego. Jak poinformował nas Krzysztof Stodolny, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Olsztynie, żadnej ekspertyzy ani biegłego nie było. Po prostu śledczy, w tym prowadzący sprawę prokurator Adam Jaroczyński sami uznali, że wlepki są antyukraińskie.  Postępowanie od początku było prowadzone w kierunku rzekomego nawoływania do nienawiści. Sąd uznał antybanderowskie wlepki za nawołujące do nienawiści na tle narodowościowym mimo dopuszczenia dowodów w postaci opinii historyka prof. Czesława Partacza na temat zbrodniczego charakteru OUN-UPA.

Wlepki z Olsztyna, uznane przez sąd za nośniki treści nawołujących do nienawiści na tle narodowściowym. Fot. przesłane redakcji

Przypomnijmy, że w toku postępowania Ukraińcy byli pytani o swój stosunek do Stepana Bandery i UPA. Ukrainka składając zeznania nazwała go „kierownikiem UPA”, a jej mąż parokrotnie powiedział, że Bandera był „rewolucjonistą”. Podczas procesu nie byli w stanie wyjaśnić, dlaczego tak zrobili. Ukrainiec zeznał m.in., że nie wie, co oznacza skrót UPA.

Czytaj więcej: Proces za antybanderowskie wlepki: „ciekawe zeznania” Ukraińców nt. Bandery i UPA

We wcześniejszej rozmowie z portalem Kresy.pl, jeszcze przed ogłoszeniem wyroku pełnomocnik oskarżonego, mec. Monika Brzozowska powiedziała, że oskarżycieli posiłkowych, czyli Ukraińców, „bardziej  uraziło sformułowanie „ukraińscy mordercy”, bo jak mówili, nie wiedzieli co to jest UPA ani kim był Stepan Bandera”. Sami też potwierdzali, że treści z wlepek ich nie znieważają, „bo również uważają, że była to organizacja, która mordowała, a jej członkowie to mordercy”. – To dość ciekawe w kontekście aktu oskarżenia, który mówi o znieważeniu za narodowość – dodała mec. Brzozowska. Jeszcze przed ogłoszeniem wyroku dziwiła się, jak przekreślony wizerunek Bandery mógłby kogoś zmuszać do nienawiści względem Ukraińców.

Prowadzący sprawę Roberta D. prokurator Adam Jaroczyński z Prokuratury Rejonowej Olsztyn – Północ, wcześniej zajmował się m.in. tematem probanderowskich materiałów w szkołach mniejszości ukraińskiej w Bartoszycach i w Górowie Iławieckim. Po tym, jak portal Kresy.pl opisał sprawę probanderowskich książek dostępnych w bibliotece w szkole z ukraińskim językiem nauczania w Bartoszycach, złożono w tej sprawie zawiadomienie do prokuratury. Dołączono do niego ekspertyzę, która jasno wskazywała na to, że książka „Bandera i Ja” propaguje ideologię banderowską, czyli totalitarny ustrój państwa. Podobnie jak eksponowane w ukraińskich szkołach parę lat temu napisu – hasła banderowskiego w języku ukraińskim „Sława Ukrajini – Herojam Sława!”, w tym w czerwono-czarnych barwach OUN-UPA.

Przeczytaj: „Bandera i Ja”. Banderowska propaganda w polskiej szkole dla Ukraińców [+FOTO / +VIDEO]

Prokurator Jaroczyński odmówił jednak wszczęcia postępowania, zadowalając się wyjaśnieniami dyrektorki szkoły w Bartoszycach, pani Lubomiry Tchórz oraz szkolnego bibliotekarza. Przyjął za pewnik ich tłumaczenia jako dowodzące, że pracownicy szkoły nie chcieli propagować treści banderowskich i podjął decyzję o niewszczynaniu postępowania z uwagi na brak znamion czynu zabronionego.

Według akt sprawy, prokurator nie zainteresował się jednak drugą publikacją „Sotnik Burłaka”, z serii „Heroj UPA”, która była dostępna w bibliotece szkolnej w Bartoszycach i dotyczyły ukraińskiego zbrodniarza z UPA, odpowiedzialnego za mordy na Polakach. Nie zajęto się również tym, dlaczego władze szkoły od razu po pozyskaniu książki „Bandera i Ja”, będących częścią pakietu kilku publikacji dla dzieci i młodzieży, nie usunęły jej, lecz pozwoliły na wpisanie jej na stan biblioteki.

Kresy.pl

Tagi: , , , , , ,
forma płatności