W książce Zbigniewa Parafianowicza „Kłopot z Zełenskim” pojawiły się zarzuty dotyczące ograniczania dostępu dziennikarzy do prac ekshumacyjnych w Puźnikach. Według anonimowego polskiego dyplomaty Paweł Kowal miał nie chcieć, aby media pokazywały wydobywane szczątki ofiar UPA. Poseł KO odrzuca zarzuty i wskazuje na standardy bezpieczeństwa, dokumentowania prac oraz szacunku wobec ofiar.
W nowej książce reportera Zbigniewa Parafianowicza „Kłopot z Zełenskim” opisano kulisy prac ekshumacyjnych w Puźnikach oraz działania posła Koalicji Obywatelskiej Pawła Kowala. Fragmenty publikacji pojawiły się na platformie X, a dotyczące Kowala wpisy udostępnił wicemarszałek Sejmu Krzysztof Bosak.
W przytoczonym fragmencie anonimowy polski dyplomata twierdzi, że Kowal miał ograniczać dostęp dziennikarzy do miejsc, w których prowadzono prace.
„Kowal wprowadził – można powiedzieć – cenzurę. Nie wpuszczał dziennikarzy do miejsc, w których trwały prace. Nie pozwalał, by w Puźnikach pojawili się dziennikarze, którzy robiliby zdjęcia wydobywanych ofiar UPA. Dziennikarze mieli pojawić się tam w kontrolowany sposób i nie robić zdjęć dołów, w których były ludzkie szczątki” — czytamy w książce.
Zobacz też: Miller: Paweł Kowal stoi na czele banderowskiej piątej kolumny w Polsce
Parafianowicz dopytywał, czy Kowalowi zależało na tym, aby sprawa Puźnik „nie grzała medialnie”. Dyplomata miał odpowiedzieć twierdząco.
„Nie chciał internetowych dyskusji na temat tego, ile gwoździ odnaleziono w głowie zamordowanego dziecka. Ma to jakiś sens” — stwierdził rozmówca autora.
Inny opublikowany fragment dotyczy wizyty premiera Donalda Tuska we Lwowie w grudniu 2024 roku. Według rozmówcy Parafianowicza przełom w sprawach historycznych był trudny, ponieważ strona ukraińska miała powtarzać narrację: „najpierw zwycięstwo, później historia”. W książce opisano też sytuację, w której ukraińska dziennikarka zapytała Tuska, ile razy Ukraińcy mają przepraszać, aby Polska poczuła się usatysfakcjonowana. Według dyplomaty Zełenski miał „śmiać się pod nosem”.
Paweł Kowal odpowiedział na zarzuty w reakcji na wpis Krzysztofa Bosaka. Poseł KO podkreślił, że prace w Puźnikach zostały dokładnie udokumentowane, a dokumentacja jest przechowywana i opracowywana przez odpowiednie instytucje.
Kowal zaznaczył, że sam nie posiada tej dokumentacji i nie jest ona tajna. Dodał, że zbrodnia wołyńska jest objęta śledztwem polskiej prokuratury, która powinna mieć dostęp do materiałów jako pierwsza.
Poseł wskazał również, że o dopuszczaniu osób postronnych i dziennikarzy decydują szefowie ekspedycji, biorąc pod uwagę bezpieczeństwo oraz ochronę materiału dowodowego. Według Kowala jest to standardowa procedura.
„W naszej cywilizacji ciała ofiar powinny być otoczone szacunkiem — nie ma zwyczaju np. transmisji w samym momencie podnoszenia szczątków” — napisał.
Kowal dodał także, że prace poszukiwawcze i ekshumacyjne na taką skalę prowadzone są po raz pierwszy od dekad, a kolejne działania planowane są m.in. w Ostrówkach na Wołyniu i Hucie Pieniackiej.
Szanowny Krzysztofie! Odpowiadam ze względu na dawną znajomość i funkcję jaką sprawujesz w państwie. Fakty są następujące: po pierwsze całe prace zostały dokładnie udokumentowane na najwyższym światowym poziomie a dokumentacja jest przechowywana i opracowywana przez odpowiednie… https://t.co/RWT1GJdYxd
— Kowal (@pawelkowalpl) May 31, 2026
Przeczytaj: „Tak rozumiemy interes Polski”. Kowal chce „otworzyć Ukrainie drzwi” do NATO i UE
Kresy.pl/X






























