Administracja USA sporządziła czarną listę państw NATO, które odmówiły wsparcia Waszyngtonu w wojnie z Iranem i rozważa sposoby nałożenia na nie kar – poinformował Politico, powołując się na źródła. Lista obejmuje również przegląd wkładów poszczególnych członków do sojuszu i ich podział na poziomy. Administracja Trumpa odniosła się także do Polski.
Dokument został przygotowany przed wizytą sekretarza generalnego NATO Marka Ruttego w Waszyngtonie, która odbyła się w dniach od 8 do 12 kwietnia. Jak podało Politico, powołując się na trzech europejskich dyplomatów i urzędnika Pentagonu, materiał zawiera przegląd wkładu państw członkowskich w działania sojuszu oraz klasyfikuje je według poziomów.
Założenia tej koncepcji przedstawił już w grudniu ubiegłego roku sekretarz wojny Pete Hegseth. „Wzorowi sojusznicy, którzy się zmobilizują, tacy jak Izrael, Korea Południowa, Polska, coraz częściej Niemcy, kraje bałtyckie i inne, otrzymają nasze szczególne wsparcie” – powiedział, jak cytuje go Politico. „Sojusznicy, którzy nadal nie wywiązują się ze swojego zadania w zakresie zbiorowej obrony, poniosą konsekwencje”.
Według jednego z dyplomatów obecna lista wpisuje się w ten sposób myślenia. „Biały Dom ma papiery «grzeczne i niegrzeczne», więc przypuszczam, że sposób myślenia jest podobny” – powiedział, cytowany przez Politico. Z relacji rozmówców portalu wynika, że administracja USA nie ujawnia szczegółów przedsięwzięcia i analizuje różne warianty działania. Urzędnicy nie sprecyzowali, jakie korzyści lub konsekwencje miałyby zostać przypisane poszczególnym państwom.
USA chce nadać priorytet niektórym sojuszników
W styczniu podobna logika została ujęta w Strategii Obrony Narodowej. „Departament Obrony będzie priorytetowo traktować współpracę i zaangażowanie z modelowymi sojusznikami, którzy dokładają swoją cegiełkę do naszej wspólnej obrony” – oświadczył Pentagon. „Dzięki temu wzmocnimy pozycję tych sojuszników w ich zaangażowaniu w obronę naszych wspólnych interesów, a jednocześnie wzmocnimy motywację pozostałych sojuszników do wniesienia swojego wkładu”.
Według Politico plan może stać się kolejnym narzędziem nacisku administracji Donalda Trumpa na sojuszników, którzy nie poparli amerykańskich działań wobec Iranu. Z informacji przekazanych przez dwóch europejskich urzędników zaznajomionych z planem wynika, że wśród rozważanych środków są ograniczenie finansowania NATO, zmniejszenie liczby żołnierzy amerykańskich w Europie lub przemieszczenie sił z jednego kraju do drugiego. Brane pod uwagę mają być także odwoływanie wspólnych ćwiczeń, ograniczenie sprzedaży broni państwom uznanym za „złych” sojuszników oraz przekierowanie tej sprzedaży do tych ocenianych jako „dobrzy” sojusznicy.
Jednocześnie część rozmówców Politico zwraca uwagę, że pole manewru jest ograniczone. „Wydaje się, że nie mają zbyt konkretnych pomysłów… jeśli chodzi o karanie złych sojuszników” – powiedział inny europejski urzędnik w rozmowie z Politico. „Przemieszczanie wojsk to jedna z opcji, ale to przede wszystkim kara dla Stanów Zjednoczonych, prawda?”
Biały Dom publicznie dał do zrozumienia, że ma zastrzeżenia do postawy części państw sojuszu podczas operacji przeciwko Iranowi. „Chociaż Stany Zjednoczone zawsze były po stronie naszych tak zwanych sojuszników, kraje, które chronimy tysiącami żołnierzy, nie były po naszej stronie podczas operacji Epic Fury” – powiedziała rzeczniczka Białego Domu Anna Kelly, cytowana przez Politico. „Prezydent Trump jasno wyraził swoje stanowisko w sprawie tej niesprawiedliwej dynamiki i, jak powiedział, Stany Zjednoczone będą o tym pamiętać”.
Grono beneficjentów i czarna lista
Z ustaleń portalu wynika, że nowy podział miałby odróżniać państwa, które wsparły działania USA wobec Iranu, od tych, które odrzuciły amerykańskie prośby albo zwlekały z odpowiedzią. Politico podało, że wśród krajów, które odmówiły pomocy lub ją opóźniały, znalazły się Hiszpania, a także tacy sojusznicy jak Wielka Brytania i Francja. Z kolei Rumunia i kilka mniejszych państw miały zezwolić Amerykanom na korzystanie ze swoich baz lotniczych, natomiast Bułgaria po cichu wspierała amerykańską logistykę na Bliskim Wschodzie.
W gronie potencjalnych beneficjentów zmian wymieniane są Polska i Rumunia. Jak podało Politico, oba państwa pozostają w dobrych relacjach z administracją Trumpa i byłyby gotowe przyjąć dodatkowych żołnierzy amerykańskich. Polska, należąca do państw NATO przeznaczających najwięcej środków na obronność, pokrywa już niemal wszystkie koszty utrzymania 10 tys. stacjonujących tam amerykańskich żołnierzy. Rozbudowana rumuńska baza lotnicza Mihail Kogălniceanu, którą Rumunia udostępniła Stanom Zjednoczonym do działań powietrznych przeciwko Iranowi, ma z kolei miejsce dla kolejnych sił USA.
Politico odnotowało też, że Hiszpania miała już wcześniej spór z administracją Trumpa po sprzeciwie wobec celu NATO dotyczącego 5 proc. wydatków na obronę podczas ubiegłorocznego szczytu Sojuszu w Hadze. Jednocześnie przedstawiciele władz USA chwalili państwa bałtyckie oraz Polskę za utrzymywanie wysokich wydatków wojskowych.
Konflikt USA z NATO
Przypominamy, ze prezydent USA rozważa wyjście z NATO i miał omawiać ten temat z Markiem Ruttem. Publicznie krytykował europejskich sojuszników, zarzucając im brak wsparcia w konflikcie z Iranem. Formalne wycofanie Stanów Zjednoczonych wymagałoby zgody Kongresu, lecz prezydent może samodzielnie ograniczyć obecność wojskową lub wstrzymać wsparcie.
„Nigdy nie byłem przekonany do NATO. Zawsze wiedziałem, że to papierowy tygrys i Putin też o tym wie” — powiedział Trump. Dodał, że nie widzi sensu w dalszym funkcjonowaniu Sojuszu w obecnej formie. Prezydent USA skrytykował również państwa, które nie chcą zwiększać wydatków na obronność, a najostrzej ocenił Hiszpanię. Zakwestionował ponadto postawę sojuszników, którzy odmówili udziału w operacji odblokowania Cieśniny Ormuz.
Może Cię zainteresować: Słowenia zapowiada referendum w sprawie wystąpienia z NATO i WHO
31 marca sekretarz wojny Pete Hegseth odmówił potwierdzenia automatycznego działania art. 5 traktatu sojuszniczego, stwierdzając, że każde działanie USA wobec sojuszników zależy od decyzji amerykańskiego prezydenta. Tak argumentował też o końcu „wielkiego sojuszu” – „gdy prosimy o dodatkową pomoc lub po prostu o dostęp, bazę i przelot, spotykamy się z pytaniami, blokadami lub wahaniami”.
Z doniesień medialnych wynika, że wśród rozważanych środków znajduje się możliwość ograniczenia obecności wojskowej Stanów Zjednoczonych w krajach uznanych za niewspierające działań USA. Na obecnym etapie nie podjęto jednak żadnych formalnych decyzji, a Pentagon nie otrzymał polecenia przygotowania konkretnych planów redukcji sił.
Kresy.pl/Politico































