Na Podkarpaciu zamykane są kolejne oddziały położniczo-ginekologiczne, a porody w jednym z wojewódzkich miast mają odbywać się na SOR-ze. Samorządy i dyrekcje szpitali wskazują na niejasne zasady finansowania i narastające straty.

Na początku stycznia w Leżajsku na Podkarpaciu zakończył działalność oddział położniczo-ginekologiczny. Zamknięta placówka była wyposażona w komfortowe sale porodowe, w tym do porodu w wodzie, jednak w miejsce oddziału porodowego porody mają być przyjmowane na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym, co zwiększyło dystans części rodzin do wyspecjalizowanej opieki okołoporodowej.

W tym samym czasie władze Samodzielnego Publicznego Zakładu Opieki Zdrowotnej w Leżajsku przyznały, że zasady funkcjonowania porodów na SOR-ze nie zostały jasno określone. „Nie wiemy nic. Nie ma rozporządzenia, ani zasad finansowania” — powiedział w rozmowie z „Wyborczą” zastępca dyrektora SP ZOZ w Leżajsku Bogusław Piersiak. Dodał, że dyrekcja placówki zdecydowała się samodzielnie na wprowadzenie całodobowych dyżurów 5 położnych na oddziale ratunkowym, co ma kosztować około 1 mln zł.

Niepewność dotyczy również szpitali w innych częściach kraju, które przejmują zadania zamykanych oddziałów położniczo-ginekologicznych. Placówki te nie mają jasności, kto powinien finansować transport medyczny kobiet w ciąży ani czy konieczne jest tworzenie specjalnej floty karetek porodowych.

Według danych z ubiegłego roku na oddziale położniczo-ginekologicznym w Leżajsku urodziło się około 300 dzieci. Próg rentowności funkcjonowania porodówki wynosił 400 porodów rocznie, a jego nieosiągnięcie powodowało narastanie strat finansowych placówki. Wśród przyczyn niskiej liczby porodów wskazywano odpływ pacjentek do większych ośrodków, w tym do szpitali w Rzeszowie.

Leżajsk nie jest odosobnionym przypadkiem na Podkarpaciu. Wcześniej w regionie zamknięto oddziały położniczo-ginekologiczne w Nisku, Przeworsku oraz Lesku, co stopniowo ogranicza dostępność lokalnych porodówek dla mieszkańców mniejszych powiatów.

Proces likwidacji oddziałów położniczych pozostaje ściśle związany z długofalowym spadkiem liczby urodzeń w Polsce. Z danych Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że w 2024 roku zarejestrowano 252 tys. urodzeń, co oznaczało spadek o około 21 tys. w porównaniu z 2023 roku

Eksperci wskazują, że cały 2025 rok zamknął się liczbą około 240 tys. urodzeń, co stanowi kolejny negatywny rekord. Dla porównania, w 2000 r. na świat przyszło 378 348 dzieci. W ujęciu długoterminowym oznacza to, że w ciągu około 25 lat liczba urodzeń w Polsce zmniejszyła się o około 140–150 tys. rocznie.

W 2025 roku informowaliśmy o cichej likwidacji porodówek. Do końca ubiegłego roku ze względów finansowych zamknięto kilkadziesiąt szpitalnych oddziałów w Polsce, w tym przede wszystkim oddziały położniczo-ginekologiczne. Ministerstwo Zdrowia proponuje w zastępstwie tworzenie punktów rodzenia przy szpitalnych oddziałach ratunkowych i izbach przyjęć.

Jako przykład podaliśmy m.in. przypadek szpitala w Bielsku Podlaskim, w którym oddział położniczo-ginekologiczny generował co roku około 4 mln zł strat. Dyrektor placówki Piotr Selwesiuk wyjaśnił, że przy bardzo małej liczbie porodów konieczne było utrzymywanie pełnego personelu medycznego i pomocniczego. „Nie może być tak, że lekarzy, położnych, pielęgniarek i pracowników sprzątających na oddziale jest trzy razy więcej niż rodzących kobiet. Mieliśmy kilka, maksymalnie kilkanaście urodzeń w miesiącu. Prawo mamy takie, że nawet w dni, kiedy nie ma żadnego porodu, na porodówce musi być zaangażowany cały personel” — powiedział Piotr Selwesiuk.

Czytaj także: Konfederacja krytykuje rząd za upadek systemu ochrony zdrowia. „Potrzeba reformy, nie kolejnych miliardów”

Według prognoz w Narodowym Funduszu Zdrowia w 2025 r. zabrakło 14 mld zł, a w 2026 r. ma to być 23 mld zł. W listopadzie prezes Naczelnej Rady Lekarskiej mówił o „bankructwie” NFZ i krytykował polityków za sposób nadzoru nad systemem.

Kresy.pl/rzeszow-news.pl/Gazeta Wyborcza

Tagi: , , ,
forma płatności