W Polsce ponad dwa miliony osób nie posiada ubezpieczenia zdrowotnego, co oznacza brak dostępu do bezpłatnych świadczeń, lekarza rodzinnego i refundowanych leków. W razie hospitalizacji muszą liczyć się z wysokimi kosztami leczenia.
O sprawie poinformował w niedzielę serwis Interia, opisując przypadki osób nieposiadających ubezpieczenia zdrowotnego. Jak czytamy, Hanna od kilku miesięcy pozostaje poza systemem. Po wielu latach pracy w Holandii wróciła do kraju, aby opiekować się ciężko chorą matką. Zarejestrowała się jako osoba bezrobotna, jednak – jak relacjonuje – formalny brak jednego podpisu skutkował karą i wykluczeniem z rejestru na dziewięć miesięcy.
„Prawdopodobnie mam grypę, chociaż nie mam możliwości pójścia do lekarza. Leczę się tym, co mogę kupić w aptece. Czasem pomaga, czasem nie” – mówi.
Do czasu ponownej rejestracji nie ma prawa do świadczeń finansowanych przez NFZ. Towarzyszy jej stały niepokój, zwłaszcza że choruje na nadciśnienie.
„Moja siostra unikała lekarzy, bo też nie miała ubezpieczenia. Lekceważyła objawy, aż w końcu trafiła do szpitala w bardzo ciężkim stanie. Jej organizm był skrajnie wyniszczony. Zmarła dwa miesiące później” – opowiada.
Dodaje: „A muszę być sprawna, bo nikt inny nie zajmie się mamą. To ogromny, niewyobrażalny stres, nawet podstawowych badań krwi nie mogę wykonać. Na prywatne leczenie mnie nie stać. Staram się nie myśleć, co by było, gdyby coś mi się stało”.
Podobną sytuację opisuje 30-letni Kamil, który od ponad pół roku nie ma ubezpieczenia. Z powodu problemów zdrowotnych nie pracuje i ubiega się o rentę.
„Mam niedowład lewej strony, częste bóle głowy i zawroty. Zdarzają mi się omdlenia i skoki ciśnienia” – mówi.
Jego wniosek został odrzucony, a sprawa trafiła do sądu. „Według ZUS mam dwie ręce i dwie nogi, więc mogę pracować, od tej decyzji odwołałem się do sądu. Sprawa jest w toku” – relacjonuje.
Podczas wizyt w przychodni system nie potwierdza jego prawa do świadczeń. „Każdorazowo podpisuję oświadczenie, że mam prawo do świadczeń, bo sprawa jest w sądzie i liczę na to, że zostanie mi przyznana renta, a wraz z nią ubezpieczenie zdrowotne. Do tej pory kłopotów nie miałem i się udawało. Ale stres jest, bo na prywatne wizyty mnie nie stać” – dodaje.
Zobacz: Rząd chce ratować ochronę zdrowia cudzoziemcami
W podobnym położeniu znajduje się 27-letni Patryk z orzeczeniem o niepełnosprawności. Po odmowie przedłużenia renty również odwołuje się do sądu. Wcześniej pracował w logistyce, jednak zrezygnował z zatrudnienia z powodu pogarszającego się stanu zdrowia.
„Byłem zmuszony się zwolnić, bo nie dawałem rady fizycznie podołać zadaniom. Nie pomaga silna depresja i stany lękowe” – mówi.
Jak podkreśla, brak ubezpieczenia pogłębia jego problemy. „Mam nasilone objawy, panicznie boję się bezdomności” – zaznacza.
Z danych NFZ wynika, że ponad dwa miliony osób w Polsce nie ma ubezpieczenia zdrowotnego. Ubezpieczenie można uzyskać m.in. poprzez zatrudnienie, prowadzenie działalności gospodarczej, pobieranie emerytury, rejestrację jako bezrobotny lub zgłoszenie jako członek rodziny. Osoby bez takiego tytułu mogą zawrzeć dobrowolną umowę z NFZ i opłacać składkę.
Dr hab. Joanna Ratajczak-Leszczyńska wskazuje, że wśród nieubezpieczonych znajdują się m.in. osoby pracujące na umowę o dzieło, młodzi ludzie po zakończeniu nauki oraz osoby niezarejestrowane w urzędzie pracy.
„To między innymi osoby pracujące na umowę o dzieło, która, jeśli jest samodzielna, nie daje prawa do ubezpieczenia” – wyjaśnia.
„Drugą grupą są młode osoby po szkole lub studiach, które po utracie statusu ucznia lub studenta nie mają swojego tytułu do ubezpieczenia lub nie zgłosiły się dobrowolnie do ubezpieczenia zdrowotnego. To także osoby, które mogłyby być zgłoszone do współubezpieczenia, ale nie wiedzą, że mogą” – dodaje.
Brak ubezpieczenia może wiązać się z wysokimi kosztami leczenia. „To dla osoby nieubezpieczonej opcja kosztowna. Jeśli korzystamy z takich świadczeń, szpital może wystawić rachunek, który nie wynosi 500, tylko często kilkanaście tysięcy złotych” – zauważa ekspertka.
Część osób rezygnuje z ubezpieczenia świadomie. Marta, 30-latka, od trzech lat nie korzysta z publicznego systemu.
„Nie chce mi się rejestrować w pośredniaku i co chwilę być wzywaną do pracy czy na staże, których nie mam ochoty podejmować” – mówi.
Krytycznie ocenia funkcjonowanie publicznej opieki zdrowotnej. „Opieka NFZ jest beznadziejna. Warunki, czas oczekiwania na specjalistów, kolejki. To nie działa” – tłumaczy.
Eksperci wskazują, że brak profilaktyki i odkładanie leczenia mogą prowadzić do pogorszenia stanu zdrowia oraz zwiększać koszty ponoszone przez państwo. Wśród możliwych rozwiązań wymieniane są m.in. wprowadzenie powszechnej opieki zdrowotnej finansowanej z podatków lub objęcie składką umów o dzieło.
Przeczytaj: W NFZ w tym roku zabraknie 14 mld zł, 23 mld zł w przyszłym
wydarzenia.interia.pl / Kresy.pl































