Ministerstwo Zdrowia wycofało się z pomysłu wprowadzenia maksymalnych wynagrodzeń dla lekarzy. Nowe stanowisko krytykują związki zawodowe.

Ministerstwo Zdrowia ostatecznie rezygnuje z propozycji ograniczenia lekarskich zarobków do 48 tys. zł miesięcznie. Minister Jolanta Sobierańska-Grenda podkreśliła, że pomysł nie wyszedł z resortu, a jej zastępca stwierdziła, że to pracodawcy domagali się takiego rozwiązania – informuje w piątek „Wyborcza”.

Podczas piątkowego posiedzenia Naczelnej Rady Lekarskiej, w którym minister uczestniczyła zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami, wciąż wybrzmiewały oskarżenia ze strony przewodniczącego NRL, Łukasza Jankowskiego, dotyczące rzekomego unikania dialogu przez resort zdrowia. W odpowiedzi MZ opublikowało na platformie X harmonogram wszystkich spotkań z samorządem lekarskim, lecz nie przekonało to szefa NRL. „MZ wypisuje daty spotkań z NRL, konfabulując przy tym i podając daty, kiedy nikt z Naczelnej Rady Lekarskiej nie spotykał się z MZ. Mamy do czynienia z pozorowanym dialogiem” – skomentował.

Sobierańska-Grenda mimo krytyki pojawiła się na posiedzeniu i przez dwie godziny odpowiadała na pytania dotyczące m.in. propozycji wprowadzenia sufitów płacowych dla lekarzy kontraktowych. Limit miał wynosić 240 zł za godzinę, co przełożyłoby się na ok. 48 tys. zł miesięcznie. Propozycję tę przygotowała na zlecenie MZ Agencja Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji w celu redukcji tzw. kominów płacowych, czyli wynagrodzeń przekraczających 100, 200 czy nawet 300 tys. zł.

Minister już wcześniej komentowała, że sama nie forsowała tego pomysłu. W rozmowie z „Wyborczą” oświadczyła: „To nie jest mój pomysł, ale takie jest oczekiwanie społeczne”. Na spotkaniu z NRL wskazała natomiast: „To jest propozycja, która wypłynęła od Solidarności, członka zespołu trójstronnego. My się nad nią pochyliliśmy. Podobnych propozycji wpłynęło ponad sto”.

Tymczasem dwa tygodnie wcześniej MZ przedstawiło listę zmian w ustawie o minimalnych wynagrodzeniach pracowników medycznych – wypracowaną w zespole trójstronnym – w której limit płac był jednym z elementów. Wywołało to m.in. obawy przed odejściem lekarzy z publicznych szpitali i dalszą komercjalizacją ochrony zdrowia. Piątkowe wydarzenia pokazały jednak, że MZ wycofało się z tego zamysłu.

Wiceminister Katarzyna Kęcka mówiła w rozmowie z „Rzeczpospolitą”: „Ja osobiście nie jestem zwolenniczką limitu zarobków lekarzy. […] To jest coś, czego chcieli pracodawcy”. Podobne słowa padły w wywiadzie dla Rynku Zdrowia.

Zobacz: Prezes Naczelnej Izby Lekarskiej: Setki lekarzy mogą nie znać polskiego

Słowa minister Sobierańskiej-Grendy spotkały się z szybką odpowiedzią „Solidarności”. Maria Ochman zarzuciła szefowej MZ przerzucanie winy: „Pani minister zwaliła winę na nas, a prawda jest taka, że propozycja wprowadzenia limitów znalazła się w stanowisku całego zespołu trójstronnego, także przedstawicieli Ministerstwa Zdrowia”.

Ostre słowa padły także ze strony szefowej OZZPiP, Krystyny Ptok, która krytykowała sposób komunikacji resortu: „Z mediów, zamiast wprost od Ministerstwa Zdrowia, dowiadujemy się o tym, że resort się rozmyślił i już nie chce limitu wynagrodzeń dla lekarzy”.

Wycofanie się z limitów z zadowoleniem przyjęli jedynie przedstawiciele środowiska lekarskiego. Grażyna Cebula-Kubat z OZZL podkreśliła, że przyczyna problemów ochrony zdrowia nie leży w wynagrodzeniach lekarzy, lecz w chronicznie niedofinansowanym systemie. „Nie wyrażamy jako lekarze zgody na limitowanie naszych wynagrodzeń, bo to jest jednoznaczne z limitowaniem świadczeń dla pacjentów” – powiedziała „Wyborczej”.

Czytaj: Raport FPP: zarobki polskich lekarzy porównywalne z Europą Zachodnią

wyborcza.pl / Kresy.pl

Tagi: , ,
forma płatności