Komentując ostatnią przerwę w dostawach prądu w Berlinie, niemieckie dzienniki ostrzegają, że stolica Niemiec jest słabo przygotowana na ataki sabotażowe. Publicyści zwracają też uwagę na rosnący problem lewicowego ekstremizmu oraz niedostateczną ochronę infrastruktury krytycznej.
Niemieckie media szeroko analizują skutki pożaru kabli, który doprowadził do poważnych zakłóceń w dostawie prądu w południowo-zachodniej części Berlina. Jak podkreśla w poniedziałek Deutsche Welle, odnosząc się do komentarzy niemieckiej prasy, ocenie komentatorów incydent pokazał, jak niewystarczająco chronione są kluczowe systemy miasta i jak realne jest zagrożenie sabotażem.
„Frankfurter Allgemeine Zeitung” podkreśla, że ogień, który wywołał awarię, został wzniecony za pomocą stosunkowo prostych metod. Gazeta ocenia, że „przerwa w dostawie prądu w Lichterfelde nie jest jakimś nieudanym żartem, lecz ponurym zwiastunem dalszych przestępstw”. Według dziennika sprawcy mogą być związani ze skrajną lewicą, działającą na własną rękę, choć „grają w imperialną grę Rosji”, nawet jeśli nie robią tego świadomie. Jak dodaje redakcja, w tym przypadku „po raz kolejny ekstremizm z lewicy spotyka się z ekstremizmem z prawicy”.
„Die Welt” zwraca z kolei uwagę, że opinia publiczna skupiała się dotąd głównie na zagrożeniu ze strony ekstremistycznej prawicy, podczas gdy struktury ekstremistów lewicowych stale się rozbudowywały. Gazeta przypomina, że „wypowiedzenie wojny przez lewicowych ekstremistów, czego przejawem była awaria prądu w południowo-zachodnim Berlinie, było przewidywalne od dawna”. Wspomina o wcześniejszych demonstracjach w bogatych dzielnicach oraz o „antysemickich” wystąpieniach po ataku Hamasu. „Die Welt” ostrzega, że brak reakcji na skrajnie lewicowe środowiska i ich zaplecze kulturowe może doprowadzić do „fali ekstremistycznej przemocy – zwłaszcza ze strony lewicy”.
Dziennik „Frankenpost” zastanawia się, jakie wnioski można wyciągnąć z kryzysu. Według redakcji zarówno władze federalne, jak i samorządy powinny skupić się na współpracy i planach awaryjnych: „Zanim rozważymy ustanowienie kolejnej strefy 30 km/h, zanim zaplanujemy nowe ścieżki rowerowe, priorytetem powinno być opracowanie procedur na wypadek sytuacji kryzysowych”. Gazeta zadaje pytania o alternatywne linie przesyłowe, miejsca ewakuacji czy zabezpieczenie podstawowych usług, podkreślając, że „wszyscy odpowiedzialni muszą jak najszybciej odrobić pracę domową”.
Równie krytycznie pisze „Berliner Morgenpost”, wskazując, że skutki ataku były rezultatem zaniedbań organizacyjnych. „Ta przerwa w dostawie prądu nie jest nieuniknioną katastrofą. Jest wynikiem błędów politycznych i organizacyjnych” — czytamy. Dziennik apeluje o lepsze zabezpieczenie infrastruktury, tworzenie redundancji oraz przygotowanie realnych planów awaryjnych. Jego zdaniem obecny kryzys pokazuje, „jak słabo na tego typu ataki przygotowany jest Berlin”.
„Ci, którzy nie wyciągają wniosków po pierwszym ataku, ściągają na siebie kolejny. Politycznej odpowiedzialności za to nie można delegować. Ci, którzy nie chronią infrastruktury krytycznej, czynią ją celem” — podsumowuje z kolei „Berliner Morgenpost”.
dw.com / Kresy.pl































