W piątek amerykański magazyn „Foreign Policy” opisał grę wojenną przeprowadzoną w grudniu 2025 roku na uczelni Bundeswehry w Hamburgu. W symulacji Rosja po hipotetycznym rozejmie na Ukrainie zaatakowała Litwę i w ciągu 24 godzin odcięła państwa bałtyckie od reszty NATO, wykorzystując polityczne wahanie Niemiec oraz brak natychmiastowej reakcji USA.

Amerykański magazyn „Foreign Policy” opisał w piątek scenariusz gry wojennej, w której Rosja doprowadziła do kryzysu na wschodniej flance NATO i odcięła państwa bałtyckie od reszty Sojuszu. Autor materiału, występujący w symulacji jako szef rosyjskiego sztabu generalnego, przekonywał, że największą słabością NATO nie okazał się brak żołnierzy, lecz polityczne wahanie.

Gra odbyła się w grudniu 2025 roku na Uniwersytecie im. Helmuta Schmidta w Hamburgu, uczelni Bundeswehry. Według „Foreign Policy” nie była to typowa gra operacyjna testująca plan kampanii, doktrynę wojskową albo strukturę sił. Jej głównym celem było sprawdzenie procesu podejmowania decyzji politycznych.

Autor materiału wystąpił w zespole rosyjskim, którego zadaniem było wywołanie kryzysu militarnego na wschodniej flance NATO i zmuszenie niemieckiego rządu do reakcji. Jak napisał, atak na Litwę w pierwszym ruchu sparaliżował niemieckie kierownictwo polityczne i wojskowe.

„Atakując Litwę w moim pierwszym ruchu, tak przytłoczyłem niemieckie podejmowanie decyzji politycznych i wojskowych, że najważniejszy europejski sojusznik NATO nie zrobił nic” — napisał autor.

Scenariusz zakładał, że latem 2026 roku dochodzi do hipotetycznego rozejmu między Rosją a Ukrainą. Moskwa oferuje Berlinowi współpracę gospodarczą i powrót do relacji sprzed wojny, a jednocześnie nasila groźby wobec państw bałtyckich i twierdzi, że w obwodzie królewieckim doszło do kryzysu humanitarnego.

Po wspólnych rosyjsko-białoruskich ćwiczeniach wojskowych na zachodniej Białorusi NATO odnotowuje, że Rosja i Białoruś pozostawiły tam 12 tys. żołnierzy. Wilno ostrzega przed nadciągającą „sytuacją nadzwyczajną” w obwodzie królewieckim. Sama gra rozpoczyna się pod koniec października 2026 roku, gdy rosyjskie oddziały nadal znajdują się na Białorusi.

Autor wskazał, że plan rosyjskiego zespołu opierał się na trzech założeniach: szybkości działania, zajęciu ograniczonego obszaru przed reakcją NATO oraz utrzymaniu go pod groźbą eskalacji, także nuklearnej. W jego ocenie problemem Sojuszu jest to, że Rosja w razie kryzysu miałaby już znaczne siły w rejonie granic państw bałtyckich, natomiast NATO potrzebowałoby czasu na przerzut jednostek.

„Podstawowy problem NATO polega na tym, że w scenariuszu wojskowym obejmującym jednego lub więcej jego bałtyckich członków Rosja będzie już miała w tym rejonie dużą liczbę żołnierzy. NATO, według stanu na 2026 rok, nie” — napisał.

W symulacji rosyjskie siły miały uderzyć z dwóch kierunków. Z obwodu królewieckiego działałby 11. Korpus Armijny, a z Białorusi elementy 1. Gwardyjskiej Armii Pancernej oraz 76. Gwardyjskiej Dywizji Powietrznodesantowej. Drugi rzut i osłonę miały zapewniać elementy 20. Gwardyjskiej Armii Ogólnowojskowej, a siły z Leningradzkiego Okręgu Wojskowego miały wiązać NATO w Estonii i na Łotwie.

Zobacz: NATO pod presją. Symulacja przewiduje szybki sukces Rosji nad Bałtykiem

Plan zakładał uderzenie z Grodna przez Druskienniki w kierunku Mariampola. Równocześnie rosyjskie jednostki z Obwodu Królewieckiego miały nacierać na wschód. W ciągu 24 godzin obie grupy miały połączyć się w rejonie Mariampola, a następnie okopać się i umocnić zajęty korytarz.

„W ciągu 24 godzin miały połączyć się w Mariampolu, a 20. Gwardyjska Armia Ogólnowojskowa miała zabezpieczyć flanki tych sił. Po osiągnięciu tego celu drugi rzut wojsk miał wejść i okopać się. Państwa bałtyckie zostałyby wtedy skutecznie odcięte od Polski i reszty NATO” — czytamy w materiale.

Autor „Foreign Policy” przyznał, że taki atak wiązałby się z dużym ryzykiem. Wskazał na wąskie litewskie drogi, zalesiony i miejscami bagnisty teren oraz miejsca dogodne do zatrzymania natarcia. Zaznaczył też, że Litwa dysponowałaby co najmniej dwiema formacjami wielkości brygady, które mogłyby stawić opór na początku operacji.

Mimo to, w jego ocenie Rosja nie musiałaby w pełni kontrolować terenu, aby odciąć państwa bałtyckie. Wystarczyłoby utrzymywanie kontroli ogniowej nad przesmykiem suwalskim przy użyciu precyzyjnych uderzeń dalekiego zasięgu, artylerii rakietowej, dronów i zdalnego minowania.

Autor ocenił, że Rosja od czasu wojny na Ukrainie znacznie poprawiła zdolność dynamicznego wskazywania celów. W połączeniu z brakiem natychmiastowego użycia przez USA zdolności do zwalczania rosyjskiej obrony powietrznej i systemów uderzeń precyzyjnych dawałoby to Moskwie przewagę w pierwszych 48 godzinach.

„Wiedziałem, że dopóki utrzymamy Amerykanów poza grą przez 48 godzin, ryzyko natychmiastowej europejskiej odpowiedzi będzie niewielkie” — napisał.

Według autora europejskie siły NATO nie zaatakowałyby bez wcześniejszego obezwładnienia rosyjskiej obrony powietrznej. Tymczasem jesienią 2026 roku miałyby ograniczone możliwości w tym zakresie, m.in. z powodu niewystarczających zdolności SEAD/DEAD, braków w pociskach przeciwradiolokacyjnych oraz ograniczonego sprzętu do przełamywania umocnień.

W symulacji rosyjski zespół zakładał również użycie szantażu nuklearnego. W razie kontrataku NATO miało dojść do aktywacji taktycznej broni jądrowej na Białorusi, w obwodzie królewieckim i zachodniej Rosji oraz przedstawienia ultimatum, że zajęty korytarz nie podlega negocjacjom. Ten etap nie był jednak potrzebny, ponieważ niemieckie kierownictwo polityczne zostało sparaliżowane, a USA pozostały poza konfliktem.

„Nie potrzebowaliśmy tej fazy w grze. Osiągnęliśmy nasze cele bez niej, paraliżując niemieckie kierownictwo polityczne, podczas gdy Amerykanie pozostali z boku” — napisał autor.

W jego ocenie głównym celem rosyjskiej operacji nie było zajęcie dużego terytorium, lecz zniszczenie wiarygodności NATO i Unii Europejskiej. Rosja miała pokazać, że Zachód nie jest w stanie powstrzymać jej przed narzucaniem nowego porządku bezpieczeństwa w Europie.

Autor podkreślił, że z punktu widzenia Moskwy sama wojna hybrydowa byłaby niewystarczająca. Dlatego w symulacji zdecydowano się na konwencjonalne uderzenie wojskowe, przy jednoczesnym unikaniu celowego atakowania Amerykanów, aby Waszyngton pozostawił inicjatywę Europejczykom.

Cała operacja miała angażować około 100 tys. rosyjskich żołnierzy w szerszym teatrze działań, wliczając obronę powietrzną, logistykę, lotnictwo i siły drugiego rzutu. Główna grupa nacierająca z Białorusi liczyła około 12 tys. żołnierzy, wspieranych przez kilka tysięcy dodatkowych jednostek manewrowych z obwodu królewieckiego.

W podsumowaniu autor stwierdził, że Niemcy muszą odpowiedzieć na zasadnicze pytanie: czy są gotowe do wojny z Rosją o państwa bałtyckie, także bez natychmiastowej pomocy USA. Jego zdaniem samo deklarowanie przywiązania do art. 5 NATO nie wystarczy, jeśli politycy nie są gotowi podjąć decyzji w warunkach presji i ryzyka eskalacji nuklearnej.

„Jeśli na te pytania nie da się jasno odpowiedzieć przed kryzysem, Niemcy i NATO ryzykują, że w realnym kryzysie wojskowym zostaną po prostu przytłoczone szybkością i determinacją Rosji, zwłaszcza w początkowej fazie” — napisał.

Autor wskazał, że odstraszanie zależy nie tylko od zdolności wojskowych, których Europie brakuje, ale również od przekonania przeciwnika o gotowości politycznej do działania.

„W grze wojennej moi »rosyjscy« koledzy i ja wiedzieliśmy: Niemcy prawdopodobnie zawahają się. I to wystarczyło, aby wygrać” — podsumował.

Zobacz też: Finlandia ostrzega USA przed „artykułem 5” w gwarancjach dla Ukrainy

Tagi: , , , , ,
forma płatności