Dom aukcyjny w Wunstorf sprzedał kopertę adresowaną do więźnia Auschwitz za 210 euro, a łącznie wystawił 48 obiektów związanych z ofiarami niemieckich obozów. Ministerstwo Kultury wyjaśnia, że przy globalnej skali aukcji nie jest możliwe wychwycenie wszystkich ofert.
W niemieckim Wunstorf doszło do sprzedaży artefaktów związanych z ofiarami niemieckich zbrodni z okresu II wojny światowej. Jak podała „Rzeczpospolita”, lokalny dom aukcyjny wystawił na licytację kilkadziesiąt przedmiotów pochodzących od więźniów obozów koncentracyjnych, w tym korespondencję, która nigdy nie trafiła do adresatów.
Zobacz też: Niemiecki dom aukcyjny chciał sprzedawać pamiątki po więźniach obozów koncentracyjnych
W ubiegłym tygodniu zlicytowano kopertę, jaką podczas wojny próbowano doręczyć Kazimierzowi Brzeskiemu, inżynierowi agrotechnikowi i oficerowi piechoty Wojska Polskiego. Brzeski został osadzony w obozie Auschwitz w 1940 roku. Przesyłka nie została mu przekazana, gdyż władze obozowe nie wyraziły na to zgody. Koperta, wyposażona w charakterystyczne stemple obozowe, została sprzedana za 210 euro. Według informacji gazety tego rodzaju znak pocztowy uchodzi dziś za kolekcjonerski rarytas.
Dom aukcyjny Peter F. Harlos KG w Wunstorf nie ograniczył się jednak do jednego obiektu. Łącznie wystawiono na sprzedaż 48 listów i kartek związanych z Zagładą, co wywołało debatę dotyczącą handlu przedmiotami należącymi niegdyś do ofiar niemieckiego systemu obozów koncentracyjnych.
Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego odniosło się do tej sytuacji po zapytaniach medialnych. Rzecznik resortu, Piotr Jędrzejowski, podkreślił, że pracownicy Wydziału Restytucji Dóbr Kultury monitorują krajowe i międzynarodowe aukcje, również te prowadzone w internecie. Działania te mają na celu identyfikowanie obiektów znajdujących się w bazie strat wojennych lub ewidencjach przedmiotów skradzionych, które mogłyby podlegać restytucji.
Jednocześnie rzecznik zaznaczył, że z uwagi na skalę zjawiska nie jest możliwe odnotowanie każdej pojedynczej oferty. Jak przekazał, „liczba tego rodzaju aukcji, odbywających się codziennie na całym świecie, sprawia, że wykrycie każdej publikowanej oferty dotyczącej przedmiotów, co do których może zachodzić podejrzenie, iż stanowią dobra kultury podlegające restytucji, nie jest możliwe”.
Kresy.pl/Rzeczpospolita
































