5 października 1939 roku Niemcy dokonali egzekucji 38 obrońców Poczty Polskiej w Gdańsku. Placówka, która przez ponad 14 godzin odpierała niemieckie ataki 1 września, stała się jednym z najważniejszych symboli polskiego oporu w pierwszych dniach II wojny światowej.
Wczesnym rankiem 5 października 1939 roku na obrzeżach Gdańska niemieckie oddziały rozstrzelały 38 obrońców Poczty Polskiej. Był to finał jednej z pierwszych bitew II wojny światowej, w której niewielki oddział polskich pocztowców stawił opór przeważającym siłom niemieckim. Egzekucja stała się jednym z najbardziej symbolicznych aktów terroru niemieckiego wobec ludności polskiej w początkowym okresie okupacji.
Urząd Pocztowy nr 1 w Gdańsku był w okresie międzywojennym ważnym ośrodkiem polskości w Wolnym Mieście Gdańsku. Zgodnie z planami Sztabu Głównego Wojska Polskiego, jego obrona miała trwać około sześciu godzin. 1 września 1939 roku, po rozpoczęciu niemieckiej agresji, niespełna sześćdziesięciu polskich pracowników poczty, uzbrojonych jedynie w kilka karabinów i granaty, broniło się jednak ponad czternaście godzin.

Zobacz też: Niemcy wymordowali pacjentów szpitala psychiatrycznego w Świeciu – wśród ofiar także dr Józef Bednarz
Przez cały dzień Polacy odpierali kolejne ataki około dwustu żołnierzy niemieckich, wspieranych przez broń pancerną i artylerię. Pomimo przygniatającej przewagi przeciwnika, obrońcy nie zamierzali się poddać. Ostatecznie kapitulowali dopiero w momencie, gdy Niemcy użyli miotaczy ognia i benzyny, podpalając budynek.
Po zdobyciu gmachu obrońców aresztowano. Niemieckie władze przeprowadziły fikcyjne śledztwo, które zakończyło się wydaniem wyroku śmierci na wszystkich uczestników obrony. Dzień przed egzekucją dwunastu więźniów z Nowego Portu zostało zmuszonych do wykopania zbiorowego grobu — o długości około 12 metrów, szerokości 3 metrów i głębokości ponad 2 metrów.
Rano 5 października pocztowców przywieziono na miejsce egzekucji ze skrępowanymi rękami. Niemiecki oficer odczytał wyrok oraz nazwiska skazańców. Obrońcom udzielono Komunii Świętej, po czym esesmani zawiązali im oczy i ustawili przed plutonem egzekucyjnym. Wkrótce rozległa się salwa, po której oddano kilka pojedynczych strzałów do rannych.
Spośród obrońców wojnę przeżyło jedynie pięciu. Sprawcy mordu sądowego nigdy nie zostali pociągnięci do odpowiedzialności — wielu z nich kontynuowało kariery w niemieckim wymiarze sprawiedliwości.
Zobacz też: „Walczyliśmy o sprawę najwyższą”. Upadek Powstania Warszawskiego

Kresy.pl/IPN










