Wydawnictwo Replika opublikowało nowe wydanie wspomnień Edwarda Bucy, żołnierza Armii Krajowej, więźnia sowieckich łagrów i jednego z przywódców buntu w Workucie.

Edward Buca nie jest postacią szerzej znaną, a szkoda, ponieważ był człowiekiem wyjątkowym. Być może dzięki książce wydanej nakładem Wydawnictwa Replika polski odbiorca lepiej pozna tę niezwykłą postać z Kresów.

Urodził się 24 marca 1926 roku we wsi Nadyby, położonej w rejonie samborskim, i zamieszkanej głównie przez Polaków (obecnie Ukraina). Jego ojciec pracował jako technik budowlany w PKP. Edward był najmłodszym dzieckiem w rodzinie — miał trzech braci i dwie siostry. Przed wybuchem II wojny światowej ukończył sześć klas szkoły powszechnej.

W wieku 15 lat wstąpił w szeregi Armii Krajowej, w której działał w okolicach Lwowa. Był również dowódcą grupy likwidacyjnej w Samborze. Dwukrotnie został aresztowany przez Niemców, jednak za każdym razem udało mu się uciec.

5 maja 1945 roku został aresztowany przez Sowietów – a tym samym podzielił los tysięcy Polaków zatrzymanych na terenach polskich zajętych przez Armię Czerwoną. Po kilku miesiącach śledztwa w sierpniu 1945 roku Sowiecki Sąd Wojskowy skazał go na karę śmierci za działalność spiskową wymierzoną w ZSRR. Miał wówczas zaledwie 19 lat.

Jedna z jego sióstr, po otrzymaniu informacji o wyroku, dostała ataku serca. Matka Edwarda szukała pomocy u sąsiada – lekarza, funkcjonariusza NKWD. Mężczyzna podał chorej zastrzyk, po którym kobieta zmarła. Najprawdopodobniej została zamordowana.

Sam Edward Buca wraz z kilkoma innymi Polakami skazanymi na śmierć złożył prośbę o ułaskawienie. Została ona rozpatrzona pozytywnie, a wyrok zamieniono na 20 lat pobytu w Workucie.

Osada ta została założona w 1936 roku jako część rozbudowy systemu sowieckich łagrów. Jej powstanie od początku wiązało się z eksploatacją zasobów naturalnych, przede wszystkim złóż węgla. W 1943 roku Workuta otrzymała prawa miejskie.

Miasto położone jest około 160 km na północ od koła podbiegunowego, na obszarze o klimacie subarktycznym, gdzie zima trwa ponad pół roku. Obok Kołymy, było to jedno z najcięższych miejsc odbywania kary w całym systemie sowieckich łagrów.

W trakcie funkcjonowania obozu zesłańcy stworzyli tam całe miasto. Dzięki niewolniczej pracy tysięcy ludzi powstały ponad 20 kopalń, dwie elektrownie, linie kolejowe oraz liczne obiekty, takie jak tartaki i zakłady przemysłowe. Wszystkie te miejsca wiązały się z koniecznością wielogodzinnej, skrajnie wyczerpującej pracy w nieludzkich warunkach.

Wielu więźniów ginęło w kopalniach lub umierało z wycieńczenia. Niektórzy, pozbawieni sił i nadziei, odbierali sobie życie; inni tracili je z głodu lub z powodu mrozu. Obok więźniów politycznych w Workucie przebywali także zwykli kryminaliści. Największą część osadzonych stanowili Rosjanie, Ukraińcy, Polacy i Bałtowie, ale nie brakowało też innych narodowości.

Po 13 latach pobytu w Workucie w 1958 roku Edward Buca wrócił do Polski. Po przekroczeniu granicy został przekazany władzom PRL i trafił przed oblicze Łódzkiego Sądu Wojewódzkiego, który skazał go ponownie na karę śmierci. Na mocy amnestii z 1956 roku karę tę zamieniono mu jednak na 13 lat pozbawienia wolności, a jego pobyt w łagrze uznano za odbycie kary. Po odzyskaniu wolności zamieszkał w Katowicach, jednak w komunistycznej Polsce nie czuł się dobrze. Chciał legalnie wyjechać, lecz odmawiano mu paszportu i był inwigilowany przez Służbę Bezpieczeństwa. W 1971 roku ukrył się w TIR-ze na austriackich numerach rejestracyjnych i przedostał się do Szwecji. Tam nawiązał kontakt z Michałem Lisińskim z Radia Wolna Europa. Występował w audycji „Na czerwonym indeksie”, relacjonując swój pobyt w ZSRR w okresie odbywania kary, a także przebieg strajku więźniów w Workucie w 1953 roku, którego był organizatorem.

Za współpracę z RWE ponownie znalazł się na celowniku bezpieki, co zmusiło go do wyjazdu do Kanady, gdzie spędził kilka dekad. Po przemianach ustrojowych w Polsce kilkukrotnie przyjeżdżał do kraju. Działając przez pełnomocnika, w 1999 roku wszczął proces sądowy o unieważnienie wyroku z 1958 roku oraz o odszkodowanie.

W 2013 roku Edward Buca wrócił do Polski i zamieszkał w Szczecinie. W marcu tego samego roku Sąd Okręgowy w Szczecinie przyznał mu zadośćuczynienie w wysokości 565 tys. złotych. Natomiast już po jego śmierci Sąd Okręgowy w Łodzi postanowieniem z dnia 30 grudnia 2013 roku uznał wyrok skazujący z 1958 roku za nieważny.

Edward Buca pozostawił po sobie wspomnienia, które właśnie zostały wznowione nakładem Wydawnictwa Replika pod tytułem „W piekle czerwonego imperium. Wspomnienia buntownika z GUŁAG-u w Workucie”. Autor opisuje tam swoje dramatyczne losy, począwszy od aresztowania, brutalnych śledztw i pobytu w celi śmierci, aż po wieloletnią katorgę w łagrach Workuty. Książka ukazuje nie tylko jego osobiste przeżycia, lecz także szeroki obraz funkcjonowania Gułagu: ciężką, wyniszczającą pracę, głód, przemoc oraz skomplikowane relacje między więźniami i strażnikami.

Buca nie unika drastycznych opisów morderstw, gwałtów czy brutalnych porachunków między więźniami. Szczegółowo przedstawia także wewnętrzne podziały wśród osadzonych oraz mechanizmy rządzące obozowym światem. Jednocześnie ukazuje momenty solidarności, próby organizowania oporu oraz walkę o zachowanie godności w nieludzkich warunkach.

Książka ta mówi nie tylko o cierpieniu, ale również o sile ludzkiego ducha. Buca pokazuje, że nawet w skrajnych warunkach możliwe jest zachowanie człowieczeństwa i nadziei.

(Materiał Wydawnictwa Replika)

Fragment rozdziału „Transport i jazda w nieznane”

„Iwan powolutku, krok za krokiem, posuwał się po krawędzi górnych nar i w pewnej chwili jak błyskawica rzucił się na Griszę, zwalił go na podłogę, odskoczył od niego na moment, wyciągnął nóż i przeciął mu tętnicę szyjną. Tych pięciu na widok leżącego z poderżniętym gardłem Griszy cofnęło się do tyłu. Wszystko trwało zaledwie parę sekund i nikt się nie spodziewał takiego ataku. W tym czasie, kiedy ta piątka cofała się do tyłu, z nar skoczyło na nich ośmiu–dziesięciu więźniów, którzy powalili ich na podłogę i kopali po głowach, skakali po piersiach i rękach. Kopali z jakąś nieludzką satysfakcją. Nie pomogły sztylety i pałki. Broń leżała nietknięta, a oni obok niej, stękając i żebrząc o litość. Grisza leżał w kałuży krwi i charczał. Pozostali, mocno zbici i pokrwawieni, jęczeli z bólu, a paru nie dawało znaku życia. Koledzy Iwana szybko wskoczyli na górne nary, zajęli swoje miejsca i jakby nigdy nic, palili papierosy i śmiali się beztrosko. Iwan stał przez chwilę i patrzył na dogorywającego Griszę, do którego powiedział:

– Śmierć suce! Szkoda tylko, że pobrudziłem swoje ręce krwią suki. Tak, tyś był moim przyjacielem, tyle razy byliśmy sądzeni i odbywaliśmy wyroki w obozach, zawsze sobie pomagaliśmy, chodziliśmy do jednej i tej samej kobiety, razem studiowaliśmy, razem przysięgaliśmy wierność naszemu złodziejskiemu prawu, ale ty złamałeś prawo, zrobiłeś się okrutną suką, współpracującą z tymi gadami, którzy trzymają nas za drutami łagrów i murami więzień, z tymi, którzy łamią nam kości podczas śledztwa, którzy mordują różnymi sposobami w łagrach. Tyś był uważany za urkę i szanowany w czasie studiów, lubiany przez świat przestępczy. Tu, w obozie, zrobiłeś się suka i mordujesz swoimi rękami tych – wskazał na nas ręką – którzy swoje życie oddawali, by zniszczyć to zło, któremu ty tak wiernie służyłeś. Konaj, ty suko. – Plunął mu w twarz i odszedł do umywalnika, by obmyć swoje ręce z krwi.”

Kresy.pl objęły książkę patronatem medialnym. Zachęcamy do lektury.

Edward Buca, „W piekle czerwonego imperium. Wspomnienia buntownika z GUŁAGu w Workucie”, Wydawnictwo Replika, Poznań 2026.

Czytaj też:

„W Małopolsce Wschodniej liczba ofiar banderowców mogła być większa niż na Wołyniu”. Rozmowa z Markiem A. Koprowskim

„O Polesiu nie wolno nam zapominać”. Marek A. Koprowski opowiada o swojej nowej książce

Tagi: , , , ,
forma płatności