80 proc. leków w Europie zależne od Azji. „Wystarczyłoby, by Chiny ogłosiły, że rozważają wprowadzenie sankcji i mogą zablokować eksport substancji do leków, już to wywołałoby to panikę” – mówi prezes Polpharmy. O bezpieczeństwie lekowym, grantach z KPO i iluzji niezależności.
W sobotniej rozmowie z serwisem Rynek Zdrowia prezes Polpharmy Sebastian Szymanek ostrzega, że Polska i cała Europa są dramatycznie uzależnione od zagranicznych dostaw substancji czynnych do leków – zwłaszcza z Azji. Jak zaznacza, „aż 80 proc. naszej produkcji wisi na współpracy z innymi państwami”, a dominację w tym zakresie przejęły globalne koncerny z Chin i Indii.
Szymanek podkreśla, że chociaż w Polsce produkuje się gotowe leki, to substancje aktywne w ogromnej większości są importowane. Polpharma wytwarza około 60 substancji czynnych, ale w swoim portfolio ma setki leków – reszta opiera się na zagranicznych składnikach.
W razie globalnego kryzysu – wojny lub katastrofy naturalnej – kraj ma zapasy surowców i leków na około pół roku. Jednak Szymanek nie ukrywa, że sytuacja jest poważna: „polska sytuacja jest katastrofalna” – mówi, odnosząc się do skali zależności importowej, nawet w zakresie leków refundowanych.
Prezes Polpharmy tłumaczy, że bez jasno określonej strategii państwowej nie ma szans na to, by prywatne firmy samodzielnie zabezpieczyły kraj. „Możemy produkować różne substancje czynne, ale zostaną w magazynach” – stwierdza, apelując o decyzje systemowe.
Wskazuje też, że wyjście z azjatyckiego łańcucha dostaw spowodowałoby skokowy wzrost cen leków – do poziomu, który czyniłby refundację nierealną. Problemem nie jest sam przemysł, lecz reguły rynku stworzone przez polityków: „To wy ustaliliście takie zasady. Nas przy tym stoliku nie ma”.
Zaznacza, że w razie ogłoszenia przez Chiny choćby planów wprowadzenia sankcji na eksport składników do leków, „wywołałoby to panikę” – najbogatsze kraje natychmiast wykupiłyby zapasy.
Szymanek krytycznie odnosi się też do systemu unijnych grantów – jak mówi, 24 z 25 projektów farmaceutycznych złożonych przez polski przemysł w ramach FENG zostały odrzucone, bo „nie były wystarczająco innowacyjne”. Tymczasem chodzi o produkcję krytycznych, choć nieopłacalnych leków.
W jego opinii kredyt bankowy daje więcej elastyczności niż środki z KPO, które są ryzykowne, bo pod rygorem zwrotu całej kwoty przy opóźnieniu.
Czytaj: Pacjenci z SMA i SM nie dostaną w tym roku leczenia. Kontrakty z NFZ się wyczerpały
Zobacz także: Kolejne szpitale wstrzymują przyjęcia. Powód: brak pieniędzy
rynekzdrowia.pl / Kresy.pl
































