16 sierpnia 1944 roku na warszawskim Starym Mieście w wysadzonej przez Niemców kamienicy przy ul. Przejazd zginął Tadeusz Gajcy – poeta, żołnierz Armii Krajowej, redaktor konspiracyjnego pisma „Sztuka i Naród”. Miał zaledwie 22 lata.

Urodzony w 1922 roku na warszawskim Marymoncie w rodzinie robotniczej – ojciec był ślusarzem kolejowym, matka położną – dorastał w atmosferze pracowitości i religijności. Lubił piłkę nożną, muzykę, majsterkowanie. Uczył się w Gimnazjum oo. Marianów, gdzie jego rówieśnikiem był m.in. Wojciech Jaruzelski.

Choć Gajcy nie należał do najpilniejszych uczniów, wcześnie zdradzał literackie talenty. Chciał także walczyć przeciwko Niemcom. We wrześniu 1939 próbował zaciągnąć się do wojska. Za młody na powołanie, powędrował na wschód jako junak Przysposobienia Wojskowego, by po kilku tygodniach wrócić do okupowanej Warszawy już jako inny, poważniejszy chłopak. Na tajnych kompletach zdał maturę i rozpoczął polonistykę na konspiracyjnym Uniwersytecie Warszawskim. Tam poznał poetę Zdzisława Stroińskiego, przyjaciela i współtowarzysza literackiej drogi.

– Zdzisław był wysoki, jasnowłosy, powściągliwy, bardzo delikatny. Tadeusz natomiast niskiego wzrostu, krępy, a w zachowaniu rozhukany i wesoły – opowiadała w radiowej Dwójce Maria Dorota Pieńkowska z Muzeum Literatury w Warszawie. Mimo pozorów krzepkości Tadeusz Gajcy nie cieszył się dobrym zdrowiem. Z tego powodu Zdzisław Stroiński uznał, że powinien otoczyć młodszego zaledwie o kilka miesięcy przyjaciela szczególną opieką. Był bowiem gorącym admiratorem jego poezji i gotów był uczynić wszystko, by go ocalić.

W 1942 roku Gajcy związał się z pismem „Sztuka i Naród”. Stał się jednym z jego głównych autorów, a po śmierci Wacława Bojarskiego – redaktorem naczelnym. Polemizował z literackimi poprzednikami, domagał się poezji zaangażowanej, narodowej, „zagrzewającej do boju”. Jego publicystyka bywała radykalna, ale w twórczości coraz wyraźniej przebijał się talent poety o dużej wrażliwości i wyobraźni.

Debiutował tomem „Widma” (1943), rok później ukazał się „Grom powszedni”. Wiersze Gajcego łączyły awangardową wyobraźnię z romantycznym i barokowym patosem. Pisał także erotyki – bardzo subtelne, dziś oceniane jako jedne z najpiękniejszych w literaturze wojennej.

Tragiczne piętno odcisnęła na Gajcym akcja z 25 maja 1943 roku, gdy wraz z przyjaciółmi próbował złożyć kwiaty pod pomnikiem Kopernika. Zamiast propagandowego sukcesu skończyło się to śmiercią Bojarskiego i więzieniem Stroińskiego. Gajcy ocalał, ale poczucie winy towarzyszyło mu do końca.

W sierpniu 1944 wziął udział w Powstaniu Warszawskim pod pseudonimem „Topór”. Walczył w oddziale szturmowym na Starym Mieście. Świadkowie wspominali go jako żołnierza pełnego humoru, który potrafił dodawać otuchy cywilom, nawet gdy sam nie miał broni. 16 sierpnia, wraz ze Stroińskim, zginął w wysadzonej przez Niemców kamienicy.

Gajcy wiedział, że żyje na krawędzi. Jego ostatnie wiersze – zwłaszcza „Do potomnego” – brzmią jak świadome pożegnanie i przesłanie do przyszłych pokoleń:

Niewiele wiem jak ty zapewne:
idziemy razem patrząc czujnie:
ty — na gwiaździstym, prostym niebie
szukasz płomienia i mnie w łunie,
Ja — odwrócony — serce pełne
miłości smutnej niosę jak
żołnierz mogiłę pod swym hełmem
niesie przez czas.

Czesław Miłosz uważał go za poetę o talencie nawet większym niż Baczyński, Herbert cenił „męski, kamienny język” jego strofy.

Zginął młodo, jak całe pokolenie Kolumbów, lecz pozostawił spuściznę, która do dziś porusza. Jego życie i śmierć stały się symbolem tragicznego losu ludzi, którzy wchodząc w dorosłość, zamiast tworzyć – musieli ginąć.

Kresy.pl / Polskie Radio

Czytaj też: Postrzelono ją w drugiej godzinie powstania. 2 sierpnia 1944 zmarła Krystyna Krahelska

Tagi: , , ,
forma płatności