W grudniu środki masowego przekazu podały informację o pobiciu dyektora Studium Europy Wschodniej Jana Malickiego. Policja nie znalazła jednak żadnego dowodu na potwierdzenie tej wersji.
Malicki relacjonował, że 22 grudnia, po spotkaniu ze współpracownikami w retaturacji na Powiślu, którą opuścił po godz. 22, udał się w kierunku warszawskiego Parku Kazimierzowskiego. Tam podeszło do niego dwóch mężczyzn w mundurach, którzy pytali go o tożsamość. Poza tym, że mężczyżni mieli mówić w sposób wskazujący na ich rosyjskojęzyczność (określony szyk zdania, wymowa sformułowania anglojęzycznego “ok”) Malicki nie pamięta nic więcej. Następne jego wspomnienia siegają tylko do karetki, którą został odwieziony do Szpitala Praskiego.
Taka relacja Malickiego stała się podstawą dla medialnych relacji, sugerujących, że dyrektor SEW padł ofiarą napadu funkcjonariuszy lub ludzi wynajętych przez białoruskie służby specjalne. Mężczyzna dał wyraz swojemu przekonaniu o napadzie w szpitalu wojskowym przy ul. Szaserów, gdzie został przewieziony na drugi dzień po incydencie. Potem powtarzał to w rozmowach z dziennikarzami.
Obrażenia były poważne, ponieważ Malicki doznał pęknięcia kości potylicznej i stłuczeń czaszki. Po opatrzeniu w Szpitalu Praskim Malicki nie chciał dalszych badań i udał się do domu. Dopero dzień później trafił do kolejnego szpitala, gdy okazało się, że jego stan zdrowia jest poważny.
Malicki od wielu lat jest krytykiem Aleksandra Łukaszenki i władz Białorusi. Pracuje z białoruskimi emigrantami politycznymi. Koordynuje, jako szef SEW, program stypendialny im. Konstantego Kalinowskiego, z którego od 2006 r. skorzystały w Polsce tysiące studentów z Białorusi, Jego uczestnicy otrzymywali stypednium, jeśli dowiedli, że nie mogą ukończyć w ojczyźnie studiów z powodu przekonań politycznych.
Dopiero obecnie, ponad miesiąc po zdarzeniu, media, relacjonując ustalenia policji, podają, że Malicki w chwili zagadkowego zdarzenia był nietrzeźwy.
Jak zrelacjonował we wtorek Onet, policjanci po kilku tygodniach śledztwa nie są w stanie znaleźć dowodów na to, że dyrektor Studium Europy Wschodniej. Portal przytoczył dokumentację sporządzoną przez ratowników medycznych, jacy zajęli się Malickim. Zanotowali oni, że naukowiec był nietrzeźwy a obrażenia według nich wynikły ponieważ mężczyzna przewrócił się schodząć z parkowych schodów. Według nich, tuż po odniesieniu obrażeń Malicki nie twierdził, że padł ofiarą napadu.
Ani nagrania parkowego monitoringu, ani relacje świadków nie potwierdzają relacji Malickiego. Nagrania nie potwierdzają, żeby ktokolwiek znajdował się przy Malickim w czasie jego wejścia do parku. Wśród przesłuchanych świadków są osoby, siedządze na ławce obok miejsca zdarzenia. Jak twierdzą nie widzał one, co się stało z Malickim, ale słyszały głos upadającego ciała.
Śledztwo jest kontynuowane.































