Estoński minister spraw wewnętrznych Mart Helme powiedział, że Estonia nie przyjmie już ani jednego azylanta, bo sama ma „wystarczająco dużo problemów” z imigrantami z Ukrainy. Zaznacza, że na miejscu integrują się oni ze społecznością rosyjskojęzyczną, co jest dla Estończyków problemem kulturowym i demograficznym.

We wtorek w Luksemburgu miało miejsce spotkanie szefów resortów spraw wewnętrznych państw członkowskich UE. Podczas spotkania szef MSW Estonii i lider estońskich nacjonalistów Mart Helme podkreślał, że jego kraj zmaga się obecnie z bardzo silną presją imigracyjną ze strony krajów dawnego ZSRR.

– Azylanci nie przybywają do nas z Bliskiego Wschodu czy Afryki, ale z Ukrainy. Na drugim miejscu są Gruzja, potem Mołdawia, a dopiero za nimi jest Afganistan i tego rodzaju kraje – powiedział Helme. Zaznaczył, że zajęcie się takim osobami, w tym zapewnienie dzieciom miejsc w szkołach czy osób wspierających, „jest bardzo kosztowne”.

Nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Darmowa jest jedynie propaganda.

Przekaż 50 zł

Zwalczaj propagandę.

Minister dodał, że Estonia ma obecnie wystarczająco dużo problemów z imigrantami z Ukrainy. Jego zdaniem, jest to kwestia w której państwa z południa Europy mają bardzo małe doświadczenie.

– Wciąż zmagamy się z tą presją migracyjną, a nie widzimy dla siebie zbyt dużo zrozumienia – powiedział szef MSW Estonii. – Ukraińcy mają tendencję do integrowania się ze społecznością rosyjskojęzyczną, a dla nas to problem kulturowy i demograficzny. Jeśli ktoś mówi, że to nie jest problem, [to dla nas – red.] to bardzo poważny problem.

Helme dodał, że jeśli zacznie się „otwieranie drugiego czy trzeciego frontu”, czyli przyjmowanie migrantów z Ameryki Łacińskiej, np. z Wenezueli, z Bliskiego Wschodu, a potem z Zachodniej Afryki, to jego kraj „nie ma siły”, żeby sobie z tym poradzić.

Estoński minister podkreślił, że Estonia musi jasno przedstawić wszystkim swoje stanowisko:

– W celu niedopuszczenia do przybywania ludzi, których nie możemy przyjąć i tych, których nie chcemy przyjmować, musimy zająć takie stanowisko. Od dawna je zajmowaliśmy. Tak długo, jak my tzn. EKRE [Konserwatywna Partia Ludowa Estonii; partia o charakterze nacjonalistycznym, eurosceptycznym i antyimigranckim – red.] jest w rządzie, Estonia nie będzie przyjmować imigrantów.

Wypowiedzi estońskiego ministra odnotowały m.in. media ukraińskie, zwracając uwagę, że nie wyjaśnił on ani jakie problemy Ukraińcy sprawiają w Estonii, ani jakie inne problemy zaistniały. Media te przypominają, że w ubiegłym miesiącu Helme zasugerował, że powinno zostać wszczęte postępowanie, mające na celu zatrzymanie napływu Ukraińców do Estonii, co umożliwia porozumienie z UE dotyczące Strefy Schengen i tzw. ruchu bezwizowego. Na słowa te dość szybko zareagował wówczas szef MSZ Estonii Urmas Reinsalu, który oświadczył, że to niemożliwe. Helme wyrażał też pogląd, że Ukraińcy przyjeżdżający do Estonii do pracy (a wg ukraińskich mediów stanowią oni większość wśród udających się do tego kraju obywateli Ukrainy) powinni być poddawani „systematycznej kontroli”.

Pod koniec kwietnia br. Niemcy, Francja, Włochy i Malta wezwały inne kraje, aby rozważyły ich propozycję dotyczącą systemu relokacji migrantów, którzy przybyli do Europy. Zaapelowały o wzięcie udziału w prowizorycznym, dobrowolnym systemie pomocy dla krajów, które zmagają się z napływem migrantów oraz, żeby pomagały ratować ich na morzu.

Jak informowaliśmy, szef czeskiego MSW Jan Hamaczek zapowiedział, że Czechy, podobnie jak inne kraje Grupy Wyszehradzkiej, nie poprą propozycji dobrowolnego przyjmowania migrantów w ramach systemu relokacji, uznając to za zaproszenie dla migrantów i drogę do wprowadzenia nowych kwot migracyjnych. Minister Helme zapowiedział, że Estonia również nie dołączy do tego programu.

Czytaj także: Estońscy nacjonaliści języczkiem u wagi

Unian / news.err.ee / Kresy.pl




Zbierzmy 1000 stałych darczyńców i wyłączmy wszystkie zewnętrzne reklamy na Kresach. Pomóż nam zbudować solidną dziennikarską platformę, publikującą ekskluzywne, wysokiej jakości informacje, opinie i analizy, utrzymującą się wyłącznie dzięki zaufaniu Czytelników.

Kresy.pl są w 100% oddolną obywatelską inicjatywą, nie stoją za nami ani medialne konsorcja, ani rządowe dotacje. Naszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim formom manipulacji opinią publiczną w Polsce. W dobie wojny informacyjnej nie ma zadania bardziej palącego niż odpowiedzialne wspieranie zaufanych mediów.

Wyłącz reklamy

Wesprzyj jednorazowo

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz