W 2023 roku na granicy polsko-białoruskiej podczas pościgu za grupą nielegalnych migrantów żołnierz Wojska Polskiego przypadkowo postrzelił obywatela Syrii po oddaniu kilku strzałów ostrzegawczych. Po latach trwania śledztwa oficer usłyszał zarzuty karne, a poszkodowany imigrant, który otrzymał w Polsce ochronę międzynarodową, domaga się od niego 50 tys. zł nawiązki – poinformował Onet.
2 listopada 2023 roku w okolicach wsi Topiło w Puszczy Białowieskiej doszło do incydentu z udziałem żołnierzy Wojska Polskiego i grupy nielegalnych migrantów. Tego dnia żołnierze 1 Warszawskiej Brygady Pancernej, wspierający Straż Graniczną, zostali skierowani do pościgu za około 10 osobami, które nielegalnie przekroczyły granicę naszego kraju.
Czytaj także: Strefa buforowa przy granicy z Białorusią pozostaje. MSWiA przedłuża przepisy o kolejne trzy miesiące
Po południu pięcioosobowy patrol pod dowództwem podporucznika Ł. zajął pozycje na leśnej drodze około 2 km od granicy. Gdy dowódca dostrzegł nadchodzącą grupę, wezwał ją do zatrzymania się słowami „Wojsko Polskie, stop!” oraz „Polish Army, stop!”. Migranci nie podporządkowali się poleceniom i kontynuowali marsz.
O godzinie 14.31 podporucznik Ł. oddał strzał alarmowy, a następnie strzał ostrzegawczy z pistoletu maszynowego PM 98. Po chwili migranci podjęli ucieczkę, a żołnierze ruszyli w pościg w trudnym, leśnym terenie. W trakcie biegu oficer potknął się i upadł, a broń wypaliła w sposób niekontrolowany. Pocisk trafił w kręgosłup 22-letniego obywatela Syrii.
Zaraz po zdarzeniu żołnierze udzielili poszkodowanemu pomocy. Nagrania wideo i zeznania świadków potwierdzają, że założono opatrunek, stabilizowano rannego i utrzymywano z nim kontakt do czasu przyjazdu wojskowej karetki, która dotarła po około 20 min. Następnie Zespół Ratownictwa Medycznego przewiózł mężczyznę do szpitala w Hajnówce, a później do Białegostoku, gdzie usunięto pocisk. Po kilku tygodniach Syryjczyk opuścił szpital.
Mimo udzielonej pomocy poszkodowany w zeznaniach złożył obciążające żołnierza relacje, twierdząc, że nie było strzałów ostrzegawczych i że nie udzielono mu pomocy. Ustalenia balistyczne wykazały jednak, że z broni oddano trzy strzały, a materiały wideo zaprzeczyły oskarżeniom o agresję.
7 listopada 2023 roku Żandarmeria Wojskowa wszczęła dochodzenie w sprawie nieostrożnego obchodzenia się z bronią. W toku postępowania biegli ocenili, że pistolet PM 98 „nie jest konstrukcyjnie zabezpieczony przed przypadkowym wystrzałem na skutek upadku”. Wskazano również na brak wojskowych instrukcji regulujących użycie broni w warunkach pościgu w terenie leśnym.
Mecenas Michał Zaliwski, obrońca podporucznika Ł., podkreślał, że oficer działał w ramach wydanych rozkazów i ochrony granicy państwowej. — „Zarzut dotyczy przestępstwa popełnionego nieumyślnie przez żołnierza w trakcie realizacji rozkazów związanych z ochroną granicy oraz ujmowaniem osób, które nielegalnie przekroczyły granicę” — powiedział. — „W takim wypadku zgodnie z art. 318 Kodeksu karnego żołnierz przestępstwa nie popełnia”.
27 maja 2025 roku prokuratura przedstawiła jednak oficerowi zarzuty z art. 354 par. 1 Kodeksu karnego, za które grozi kara do trzech lat pozbawienia wolności. Po wniesieniu aktu oskarżenia proces przed Wojskowym Sądem Garnizonowym w Warszawie rozpoczął się 21 października 2025 r. Na rozprawie 8 stycznia 2026 r. pełnomocnicy pokrzywdzonego złożyli wniosek o nawiązkę w wysokości 50 tys. zł.
7 maja 2024 roku obywatel Syrii uzyskał w Polsce ochronę międzynarodową i zamieszkał we wschodniej części kraju. Jego pełnomocnikami zostali najpierw radca prawny Jakub Ławniczak, a następnie mecenas Piotr Zemła, który odmówił ujawnienia źródeł finansowania obsługi prawnej, powołując się na tajemnicę adwokacką.
Sprawa wywołała sprzeciw wśród żołnierzy pełniących służbę na granicy z Białorusią, którzy wskazują na zagrożenia wynikające z działań rosyjskich i białoruskich służb oraz potrzebę jednoznacznej ochrony prawnej żołnierzy wykonujących zadania na rzecz suwerenności państwowej.
Kolejny termin rozprawy wyznaczono na luty 2026 roku.
Polscy żołnierze regularnie spotykają się z aktami agresji ze strony migrantów, którzy używają kamieni, gałęzi, szklanych butelek, a nawet koktajli mołotowa. Najpoważniejszy incydent miał miejsce 6 czerwca 2024 roku, gdy sierżant Mateusz Sitek zginął po ataku nożem.
Kresy.pl/Onet































