Zdaniem wiceministra spraw zagranicznych Marcina Przydacza wybory prezydenckie na Białorusi powinny zostać powtórzone z udziałem OBWE.

Jak podaje Polska Agencja Prasowa, wiceminister Przydacz podczas środowej rozmowy w Polskim Radiu 24 zgodził się ze stanowiskiem Swietłany Tichanowskiej, że wybory prezydenckie na Białorusi powinny zostać jeszcze w tym roku powtórzone pod nadzorem OBWE.

Miesięczny koszt funkcjonowania portalu Kresy.pl wynosi 22 tys. PLN. Do tej pory zebraliśmy:

1219.18 PLN    (5.54%)
Nr konta: 60 1020 1097 0000 7302 0195 3702
Wspieraj Kresy.pl

Poproszony o ustosunkowanie się do wczorajszej wypowiedzi Tichanowskiej w Senacie RP, Marcin Przydacz odpowiedział: „Cała wspólnota euroatlantycka od samego początku tego kryzysu, od 9 sierpnia 2020 roku, od dnia wyborów na Białorusi, nawołuje do powtórzenia procesu wyborczego uznając, że ten, który został przeprowadzony w sierpniu nie spełniał jakichkolwiek cywilizowanych standardów”. Wiceszef polskiej dyplomacji dostrzegł w tej sytuacji dużą rolę do odegrania przez takie organizacje jak OBWE, które jego zdaniem mogłyby nie tylko nadzorować nowe wybory ale także przeprowadzić je w sposób zgodny z prawem białoruskim i standardami międzynarodowymi. „Ale do tego jest potrzebna minimalna wola i zgoda władz w Mińsku” – podkreślał Przydacz.

Urzędnik zasugerował, że bez silnej presji międzynarodowej oraz presji wewnętrznej, szczególnie „na ulicach białoruskich miast, miasteczek i wsi”, Aleksandr Łukaszenko nie zgodzi się na propozycję Tichanowskiej.

Odnosząc się do ostatniej fali represji białoruskich władz wobec polskiej mniejszości narodowej, Przydacz powiedział, że polski rząd „nie miał złudzeń co do Aleksandra Łukaszenki” i nigdy nie uważał go za „szczerego demokratę”. Jednocześnie wskazał, że przez ostatnie lata polska dyplomacja próbowała „przyciągać Białoruś w kierunku zachodnim”. Ubolewał, że „Białoruś wybrała inną drogę i chce iść drogą standardów dalekich od europejskich”.

Przydacz wymieniał działania, które strona polska podjęła po aresztowaniach na Białorusi. „Nasza służba konsularna starała się i stara interweniować na Białorusi, w miejscach, w których zostały zatrzymane te osoby. Równolegle wraz z rodzinami i działaczami ZPB staraliśmy się znaleźć odpowiedniego adwokata, konsulowie objęli opieką dyplomatyczną rodziny zatrzymanych. Podjęliśmy też dużo działań dyplomatycznych, zarówno bilateralnych z Mińskiem, jak i na forach międzynarodowych” – relacjonuje jego słowa Polskie Radio 24. Urzędnik podkreślał, że nie ma i nie będzie zgody polskiego rządu na prześladowanie Polaków na Białorusi.

Przypomnijmy, że w ostatnich tygodniach białoruskie władze wszczęły także kampanię prześladowań polskiej mniejszości narodowej. Zaczęto od aresztowania współzałożyciela Forum Polskich Inicjatyw Lokalnych Brześcia i Obwodu Brzeskiego Aleksandra Nawodniczego i szefowej Forum Anny Paniszewej. Po aresztowaniu Paniszewej i Nawodniczego przedstawiciele prokuratur nachodzą także inne społeczne organizacje oświatowe białoruskich Polaków. Według informacji jaką nasza redakcja uzyskała od anonimowego źródła, w Brześciu miejscowe władze oświatowe wydały polecenie by wszyscy wychowawcy klas we wszystkich szkołach państwowych w tym mieście sporządzili listę uczniów uczących się języka polskiego wraz z adnotacjami gdzie dane dziecko uczy się polszczyzny. Prokuratura miasta Brześcia zwróciła się także do władz obwodu brzeskiego o delegalizację podmiotu prowadzącego Polską Szkołę Społeczną im. Romualda Traugutta.

W ramach fali represji wymierzonych w polskich aktywistów prezes niezależnego Związku Polaków na Białorusi Andżelika Borys usłyszała w minioną środę wyrok 15 dni aresztu za zorganizowanie tradycyjnego festynu z okazji dnia Św. Kazimierza. Obecnie odbywa karę, ale jak pisaliśmy, działaczka zagrożona jest znacznie poważniejszym wyrokiem. Prokuratura wszczęła wobec Borys postępowanie karne z poważnego paragrafu – o „umyślne działania nakierowane na wzbudzanie wrogości na tle narodowościowym i religijnym, i konfliktów ze względu na cechy narodowościowe, religijne, językowe i innej przynależności społecznej, a także rehabilitację nazizmu”.

W czwartek wobec niej i innych działaczy ZPB wszczęto postępowanie z tego samego poważnego paragrafu co wobec Paniszewej – podżegania do nienawiści na tle narodowościowym. Tego dnia zatrzymano Andrzeja Poczobuta oraz działaczkę Związku z Lidy Irenę Biernacką, której już wcześniej białoruskie służby groziły wydaleniem z kraju. W ich mieszkaniach białoruskie służby przeprowadziły rewizje, podobnie jak w mieszkaniu Marii Tiszkowskiej, prezes Oddziału ZPB w Wołkowysku. Później przystąpiono do trwającego przez 7 godzin przeszukiwania siedziby Zarządu Głownego ZPB w Grodnie i redakcji mediów ZPB. Zrewidowano także prowadzone przez ZPB szkoły społeczne w Lidzie i Wołkowysku.

Jak podał portal ZnadNiemna.pl, wszystkich tych czynności białoruska milicja dokonała na zlecenie Prokuratury Generalnej Republiki Białorusi w ramach wszczętej sprawy karnej przeciwko prezes Związku Polaków na Białorusi Andżelice Borys  oraz „innym osobom”, którymi się okazali członkowie Zarządu Głównego organizacji: Andrzej Poczobut oraz prezes Oddziału ZPB w Lidzie Irena Biernacka i prezes Oddziału ZPB w Wołkowysku Maria Tiszkowska. Wszyscy ci działacze ZPB zostali w czwartek także aresztowani. Według nieoficjalnych informacji jakie posiada nasz portal Aleksander Nawodniczy został już zwolniony.

Kresy.pl / pap.pl / polskieradio24.pl

1 odpowieź

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz