Prezydent Boliwii Rodrigo Paz zapowiedział, że obniży o połowę swoją pensję i pensje swoich ministrów. Ruch ten ma choć trochę uśmierzyć narastające protesty uliczne jego przeciwników.
Przemawiając w poniedziałek na wydarzeniu w Sucre, konstytucyjnej stolicy kraju, Paz powiedział, że obniżki płac są dowodem „oddania dla kraju” ze strony jego administracji. Ruch ten nastąpił w momencie, gdy Boliwia wkracza w czwarty tydzień ulicznych protestów i zamieszek. Protesty, przejawiające się między innymi blokadami dróg, spowodowały narastające problemy z dostawami w miastach La Paz i El Alto, gdzie doszło do poważnych niedoborów żywności, paliwa i leków, jak zrelacjonowała w poniedziałek Al Jazeera.
Protestujący naciskają na centrowy rząd Paza, aby wycofał się z polityki oszczędnościowej. Żądania obejmują podwyżki płac i przywrócenie dopłat do paliw, które utrzymywały ceny na poziomie z 2006 roku. Boliwia jest jednym z najuboższych państw Ameryki Południowej i rozległe rzesze jej mieszkańców żyją w ubóstwie.
Prezydent Paz nie zamierza jednak odstępować od swojego liberalnego programu. Pod koniec 2025 roku prezydent Paz zniósł dopłaty do benzyny, co spowodowało prawie dwukrotny wzrost cen.
Ceny dodatkowo wzrosły pod wpływem czynników zewnętrznych, takich jak wojna w Zatoce Perskiej i wynikająca z niej blokada Cieśniny Ormuz. Według statystyk rządowych, w kwietniu przeciętna siła nabywcza Boliwijczyka była o 14 proc. niższa w porównaniu z rokiem poprzednim.
Jeszcze w zeszłym roku po prawie 20 latach rządów lewicy, która rozszerzała rolę państwa w gospodarce i programu redystrybucji pod rządami prezydentów Evo Moralesa i Luisa Arce, Boliwijczycy opowiedzieli się za zmianami. Jednak ich nastroje gwałtownie zmieniają się w roku bieżącym.
Morales, weteran boliwijskiej polityki, ma za sobą całe rzesze zdecydowanych zwolenników, rekrutujących się zwłaszcza z wyżyn, spomiędzy rdzennej ludności indiańskiej.
Partia Chrześcijańsko-Demokratyczna Paza utrzymuje większość w miejscowym parlamencie, jak podkreślił portal Deutsche Welle, ale polityka przenosi się coraz bardziej na boliwijskie ulice. Wychodzą na nie rolnicy, górnicy, nauczyciele, przedstawiciele rdzennej ludności. Protesty animują związki zawodowe.
Ulegając im obóz Paza uchylił już ustawę, którą uchwalił zaledwie miesiąc wcześniej, zezwalającą właścicielom ziemskim na zastawianie niewielkich działek jako zabezpieczenia kredytów bankowych. Wywołała ona obawy o masowe wywłaszczenia drobnych rolników przez wielkie korporacje.
Gdy największy boliwijski związek zawodowy, Centralny Związek Robotniczy (COB), rozpoczął wówczas organizację masowych protestów, prokuratura wydała nakaz aresztowania szefa COB, Mario Argollo, oskarżając go o terroryzm i podżeganie do zamieszek, jak zrelacjonował w piątek portal Deutsche Welle.
Minister gospodarki Jose Gabriel Espinoza nazwał demonstrantów „agentami politycznymi” i twierdził, że zostali wysłani, aby pomóc „plantatorowi koki”, co było aluzją do postaci Moralesa.
Paz ogłosił w środę rekonstrukcję rządu. Prezydent zapowiedział również, że grupy zaangażowane w protest będą mogły uczestniczyć w podejmowaniu decyzji za pośrednictwem rady ekonomiczno-społecznej.
Stany Zjednoczone oświadczyły, że popierają administrację Paza.
aljazeera.com/dw.com/kresy.pl






























