Nowy plan reform podatkowych przygotowany przez rządzących Kenią wzbudził gwałtowne protesty mieszkańców stolicy tego państwa, Nairobi.
W stolicy Nairobi dochodziło w przeszłości do protestów, ale portal Africa News ocenia to, co dzieje się obecnie jako najbardziej gwałtowne wystąpienia uliczne od lat. W ramach manifestacji zgromadzeni przeciwnicy reformy podatkowej próbowali tłumnie wedrzeć się do budynku miejscowego parlamentu. Prezydent Ruto nazwał te wydarzenia „zdradą” i obiecał stłumić niepokoje „za wszelką cenę”. Prezydent zadecydował wysłaniu na ulice wojska.
Young people in Kenya standing up and saying NO! Not on our watch will you make decisions that will affect our lives and a future you won’t be a part of, to the government. #kenya #REJECTFİNANCEBILLKENYA2024 #REJECTFİNANCEBILL2024 #RejectFinanceBill pic.twitter.com/4nyHieHJfJ
— Andile Ncube (@AndileNcube) June 26, 2024
🇰🇪 LA SITUATION DÉGÉNÉRE AU KENYA.
La population se soulève contre un projet de loi qui instaure de nouvelles taxes. Les manifestants ont pénétré dans l’enceinte du Parlement à Nairobi.
Le président pro américain a du être évacué par hélicoptère. La police ouvre le feu à balles… pic.twitter.com/mSjuUbMQ4E— Pascal Laurent (@Pascal_Laurent_) June 26, 2024
Do najbardziej gwałtownych starć doszło we wtorek. Według najnowszych szacunków przytacznych przez Africa News, zginęły 22 osoby. Protestujący twierdzą, że policja i wojsko użyły przeciwko nim broni palnej.
W czasie protestów zapłonął między innymi budynek ambasady Ugandy, choć nie jest jasne czy na skutek działań manifestantów.
Liczby te zrobiły wrażenie na prezydencie Ruto bowiem, jak podała w środę Al Jazeera, ogłosił on, że nie podpisze ustawy podatkowej uchwalonej dzień wcześniej przez parlamentarzystów.
Jak ocenia African News nowe prawo podniosłoby podatki i opłaty na szereg artykułów i usług codziennego użytku, od importu jaj po przelewy bankowe, zwiększając koszty życia większości obywateli kraju, także warstw, które z trudem finansują podstawowe potrzeby życiowe. Rząd Kenii chciał w ten sposób zwiększyć dochody, aby spłacić swoje zadłużenie.
W środę nie było żadnych doniesień o przemocy ulicznej, ale żywe były obawy o stabilność w kraju. Organizacje pozarządowe donoszą o zatrzymaniach osób biorących udział w niedawnych protestach i spodziewają się kolejnych.
„Mamy do czynienia z nowym zjawiskiem i nieprzewidywalną grupą ludzi. Gdyby były to zwykłe demonstracje, powiedziałbym, że z czasem wygasną, ale nie wiemy, czy ci ludzie będą bać się armii” – powiedział Herman Manyora, analityk i profesor na Uniwersytecie w Nairobi, którego zacytował portal Africa News.
Czytaj także: Kolejny afrykański przywódca w Moskwie
africanews.com/aljazeera.com/ntvkenia.co.ke/kresy.pl































