Jedna z nowo sformowanych ukraińskich brygad, wyposażona m.in. w niemieckie czołgi Leopard 2, zaczęła ulegać dezintegracji nim jeszcze trafiła na front – pisze Forbes. Ma to być pokłosiem decyzji politycznych władz w Kijowie i dowództwa.
W kontekście spodziewanego szturmu liczących około 70 tys. sił rosyjskich na Pokrowsk, umocnione miasto w obwodzie donieckim, portal Forbes zwraca uwagę, że jedna z ukraińskich brygad, wyposażona w niemieckie czołgi Leopard 2, zaczęła ulegać dezintegracji nim jeszcze trafiła na front.
Chodzi o 155. brygadę zmechanizowaną. To nowo utworzona przez Ukrainę jednostka taktyczna, licząca ponad 5 800 żołnierzy. Jest jedną z kilku brygad, do których trafiły czołgi Leopard 2 produkcji niemieckiej, a także francuskie haubice samobieżne Caesar. Według założeń, miała wesprzeć obronę Pokrowska i dotrzeć do miasta w ubiegłym tygodniu.
Forbes pisze, że łącznie około 1 700 żołnierzy z tej blisko 6-tys. brygady w ostatnich kilku miesiącach przygotowań miało status „nieobecny bez zwolnienia”, co oznacza nieusprawiedliwioną nieobecność. Według stanu na koniec listopada, nieobecnych było wciąż prawie 500 żołnierzy.
Magazyn przypomina, że formowanie od zera nowych brygad z rekrutów było priorytetem dowództwa, na czele z gen. Ołeksandrem Syrskim, a także prezydentem Wolodymyrem Zełenskim. Uznano to za istotniejsze, niż uzupełnianie zdziesiątkowanych brygad, złożonych z weteranów. Utworzona około 14 takich brygad. Zdaniem części ukraińskich analityków, np. z grupy Frontelligence Insight, mamy do czynienia z „organizacyjną i dowódczą porażką”.
„(…) nowe brygady są dysfunkcyjne — z nierównym poziomem dowodzenia, brakami w sprzęcie i całymi batalionami niedoszkolonych, niejednoznacznie dowodzonych nowych rekrutów, którzy mają zły nawyk porzucania swojej brygady przy pierwszej okazji” – pisze Forbes. Dodał, że w ostatnich dniach, wchodząc do bitwy pod Pokrowskiem, 155. Brygada Zmechanizowana poniosła ciężkie straty. Miała nawet stracić część czołgów i innych pojazdów opancerzonych.
Część ukraińskich wojskowych w rozmowach z mediami wyraża opinię, że ci żołnierze i czołgi mieliby lepszą szansę walcząc w ramach doświadczonych w walce brygad. Forbes uważa, że sprawa ma wyraźne tło polityczne:
„Pod presją pokazania najbardziej kapryśnym sojusznikom Ukrainy, że wciąż ma ona rezerwy siły i zdolność do kontynuowania walki, Zełenski i jego najwyżsi generałowie zrobili coś efekciarskiego: sformowali nowe brygady. Zrobili to, mimo że bardziej sensowne pod względem wojskowym byłoby uzupełnienie starszych brygad świeżymi żołnierzami i sprzętem”.
Ukraiński korespondent wojenny i analityk wojskowości, Jurij Butusow twierdzi, że najwyższe ukraińskie dowództwo i władze polityczne „faktycznie zabawiły się 155. brygadą, nawet nie próbując systematycznie przygotowywać i szkolić brygady i nie dając jej dowódcom czasu na samodzielne stworzenie zespołu gotowego do walki”.
Paradoksalnie, ciężkie straty poniesione przez tę brygadę w pierwszych dniach walk przymusiły ukraińskich dowódców właśnie do tego, by przydzielić te siły do zaprawionych w bojach brygad, stacjonujących w rejonie Pokrowska. „Ale to nie przywróci ludzi i czołgów, które 155. Brygada Zmechanizowana straciła w zeszłym tygodniu” – dodaje Forbes.
Czytaj także: Zełenski: wojna rosyjsko-ukraińska powinna zakończyć się dyplomatycznie
Zobacz: „Musimy zakończyć tę wojnę”. Trump mówi o spotkaniu z Putinem
Forbes / Kresy.pl































