Armeński personel wojskowy nie służy w Górskim Karabachu, a armia nieuznawanej republiki nie będzie musiała pełnić służby, jeśli będą przestrzegane gwarancje ze strony Rosji i Azerbejdżanu, a linia demarkacyjna się nie zostanie naruszona – powiedział w czwartek premier Armenii Nikol Paszynian.

Jak poinformował premier Armenii Nikol Paszynian w czwartek na spotkaniu rządu, armeński personel wojskowy nie służy w Górskim Karabachu, a armia nieuznawanej republiki nie będzie musiała pełnić służby, jeśli będą przestrzegane gwarancje ze strony Rosji i Azerbejdżanu, a linia demarkacyjna się nie zostanie naruszona.

„Dzisiaj Azerbejdżan mówi o Armii Obrony Górskiego Karabachu i powodach jej rozmieszczenia wzdłuż linii demarkacyjnej. Jeśli kontyngent sił pokojowych Rosji i Azerbejdżan zapewnią gwarancje nienaruszalności tej linii, armia obronna, jak sądzę, nie będzie musiała pozostawać w służbie bojowej. Oficjalnie oświadczam też, że w Górskim Karabachu nie ma wojskowych z Armenii” – powiedział.

Paszynian wyjaśnił, że Armia Obrony Górskiego Karabachu musiała zostać skierowana do służby bojowej, gdy „Azerbejdżan odmówił podpisania mandatu rosyjskich sił pokojowych i nadal łamał postanowienia trójstronnego oświadczenia, w tym dotyczące zaprzestania wszelkich działań operacji wojskowych, co stanowi istotę wspomnianego dokumentu”.

Miesięczny koszt funkcjonowania portalu Kresy.pl wynosi 22 tys. PLN. Do tej pory zebraliśmy:

4261.49 PLN    (19.37%)
Nr konta: 60 1020 1097 0000 7302 0195 3702
Wspieraj Kresy.pl

Jak podaliśmy od 1 sierpnia doszło w Górskim Karabachu do naruszeń porozumienia o zawieszeniu broni. Tego dnia oddziały azerbejdżańskie miały zaatakować stanowiska Ormian. Początkowo Baku zaprzeczało, natomiast dziś Ministerstwo Obrony Azerbejdżanu opublikowało nagranie ataku drona na jedną z jednostek wojskowych nieuznawanej Republiki Górskiego Karabachu. Azerbajdżanie oskarżają Ormian o wszczęcie eskalacji.

Ministerstwo Obrony Rosji poinformowało w środę, że oddziały armii Azerbejdżanu naruszyły zawieszenie broni w rejonie wzgórz Sarybaba. „Rejestruje się zaostrzenie sytuacji w strefie odpowiedzialności kontyngentu” – podało ministerstwo odnosząc się do oddziałów rosyjskich pełniących w Górskim Karabachu funkcję sił rozjemczych.

Prezydent Republiki Górskiego Karabachu Araik Aratiunjan podpisał w środę dekret o częściowej mobilizacji. Dekret obowiązuje z dniem podpisania, jak podał portal News.am powołując się na służbę prasową Aratiunjana.

Powodem decyzji prezydenta nieuznawanej ormiańskiej republiki jest zaostrzenie sytuacji militarnej w spornym regionie do jakiego miało dojść 1 sierpnia. Karabascy Ormianie twierdzą, że tego dnia żołnierze Azerbejdżanu mieli przeprowadzić pierwsze ataki na pozycje sił zbrojnych Republiki Górskiego Karabachu w północnej i północnozachodniej części linii rozgraniczenia, jak przytoczył portal Radia Wolna Europa. Według Aratiunjana walki miały tego dnia ustać. Ministerstwo Obrony Azerbejdżanu zaprzeczyło tego dnia, że podległe mu siły dopuściły się jakichkolwiek agresywnych działań.

Ataki wojsk Azerbejdżanu na pozycje Ormian w Górskim Karabachu wywołały reakcję na Zachodzie. Korytarz laczyński to główna droga, która łączy kontrolowaną przez Ormian część Górskiego Karabachu z uznanym międzynarodowo terytorium Armenii. „Niestety starcia te już doprowadziły do ofiar śmiertelnych i rannych. Konieczne jest osiągnięcie deeskalacji, pełne poszanowanie zawieszenia broni i powrót do stołu negocjacyjnego w celu znalezienia uzgodnionych rozwiązań” – przekazał służba prasowa UE, deklarując zaangażowanie w sprawy Kaukazu Południowego.

Głos w sprawie wydarzeń w tym regionie zabrał także Waszyngton. „Stany Zjednoczone są głęboko zaniepokojone i uważnie śledzą informacje dotyczące intensywnych walk wokół Górskiego Karabachu, które doprowadziły do ofiar śmiertelnych i rannych. Wzywamy do niezwłocznego osłabienia napięć i niedopuszczenie do dalszej eskalacji” – stwierdził rzecznik Departamentu Stanu Ned Price.

27 września 2020 roku doszło w Górskim Karabachu do eskalacji zbrojnej w postaci pełnowymiarowej wojny. W toku trwających półtora miesiąca walk Ormianie ponieśli militarną klęskę. W nocy z 9 na 10 listopada Armenia przy mediacji Rosji zawarła porozumienie rozejmowe z Azerbejdżanem, które jest gwarantowane przez Moskwę. Zawiera ono decyzje niekorzystne dla Ormian w Górskim Karabachu. Wszystkie rejony wokół regionu, które Ormianie kontrolowali od początku lat 90 przeszły pod kontrolę Baku, tak jak i około jednej trzeciej terytorium samej Republiki Górskiego Karabachu z miastem Szuszą. Na pozostałym terenie jej Ormianie sprawują cywilną administrację, ale kontrolę militarną sprawuje faktycznie kontyngent rosyjskich sił pokojowych, których wprowadzenie zostało zapisane w porozumieniu rozejmowym.

Czytaj także: Krew i ziemia czyli nowa odsłona starego konfliktu

Republika Górskiego Karabachu powstała w wyniku zbrojnego powstania zamieszkujących region Ormian przeciw władzom Azerskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej. W latach 1990-1994 w krwawej wojnie Ormianie, przy wsparciu władz Armenii obronili swoją niezależność od Baku, jednak państwowość Republiki Górskiego Karabachu nie jest uznawana przez żadne państwo na świecie. Górski Karabach utrzymuje natomiast ścisłe związki z Armenią, która wspiera go politycznie, militarnie i ekonomicznie. Były prezydent i premier Armenii Serż Sarkisjan wywodzi się Górskiego Karabachu, w czasie wojny o jego niezależność, w latach 1992-1993 był ministrem obrony nieuznawanej republiki. Porozumienie z 9 listopada w praktyce podważyło podmiotowość polityczną republiki.

Czytaj także: Etniczna mina pod Związkiem Radzieckim – źródła wojny w Górskim Karabachu

Kresy.pl/Tass

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz