Według informacji niemieckiego resortu gospodarki, w ciągu ostatnich czterech lat rząd Niemiec wydał zgodę na sprzedaż uzbrojenia wartego ponad 22 miliardy euro – podaje serwis „Deutsche Welle”.

Z opublikowanych przez ministerstwo gospodarki Niemiec danych wynika, że rząd w Berlinie w ciągu kończącej się właśnie kadencji parlamentu wydał pozwolenia na eksport uzbrojenia o wartości 22,5 miliarda euro. Z tego, blisko 6,2 mld przypadło na broń ofensywną, a niecałe 16,4 miliarda na pozostałe rodzaje uzbrojenia.

Największym odbiorcą niemieckiego sprzętu wojskowego w ciągu ostatnich czterech lat były Węgry, które kupiły uzbrojenie za 2,7 mld euro. Za nimi są Stany Zjednoczone, kupując uzbrojenie warte 2,4 mld euro. Na dalszych miejscach znalazły się Algieria i Egipt, a w pierwszej dziesiątce jest też Katar.

 

Ministerstwo podało te dane w odpowiedzi na zapytanie złożone przez parlamentarzystów partii Lewica, która krytykuje władze Niemiec za handel bronią. Dotyczy to szczególnie sprzedawania uzbrojenia krajom „o wątpliwych standardach demokratycznych”. Według cytowanej przez „DW” ekspertki Lewicy ds. obronności, Sevim Dagdelen, „masywny eksport broni w ostatniej kadencji był i jest oliwą dolewaną do ognia licznych wojen i konfliktów”. Opowiada się ona za pilną zmianą politycznych priorytetów i doprowadzenia do zatrzymania eksportu broni, szczególnie tam, gdzie trwają wojny. Postkomunistyczna Lewica od lat jest krytykiem eksportu broni przez Niemcy, wyraża też sceptycyzm wobec NATO.

Na początku tego roku „DW” pisał, że „broń i sprzęt wojskowy z Niemiec nadal trafiają do regionów ogarniętych konfliktami”, zaś „w 2020 roku rząd zezwolił na eksport o wartości ponad miliarda euro do krajów zaangażowanych w walki w Jemenie i Libii”. Od 1 stycznia do 17 grudnia 2020 roku wydane zostały zezwolenia na eksport broni  i sprzętu wojskowego, których wartość wynosiła 752 miliony euro, do jednego tylko kraju – Egiptu.

Przeczytaj: Niemcy nie chcą dostarczyć broni Ukrainie ze względu na negocjacje z Rosją

Wybory parlamentarne w Niemczech odbędą się 26 września br. Aktualne sondaże pokazują, że Lewica może liczyć na około 7 procent głosów. Niemieckie media zwracają uwagę, że choć początkowo zwycięstwo głównej dotąd partii rządzącej CDU/CSU z Arminem Laschetem na czele wydawało się pewne, to od tygodni partia ta notuje ciągły spadek. Dotyczy to również Zielonych. Z kolei kierowani przez Olafa Scholza socjaldemokraci z SPD, których wcześniej spisywano na straty, teraz zyskują poparcie, a wręcz wyprzedzają „chadeków”. Wspomniane trzy partie mają jednak po około 20 proc. poparcia, przez co najpewniej nie uda się utworzyć choćby tzw. „wielkiej koalicji” CDU/CSU i SPD. Niektórzy komentatorzy nie wykluczają, że noworoczne przemówienie może wygłosić jeszcze ustępująca kanclerz Angela Merkel, bo może się okazać, że do tego czasu nie uda się utworzyć nowego rządu.

dw.com / Kresy.pl

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz