Wiceminister Kownacki: „Offset nie realizował polskiego interesu”

Minister Obrony Narodowej Antoni Macierewicz skomentował zerwanie negocjacji z Airbus Helicopters: Jest oczywiste, że ten kontrakt zwłaszcza jego przedmiot czyli helikoptery był i jest w interesie polskiej armii.Offset zgodnie z prawem państwa polskiego jest immanentną częścią kontraktu i bez niego nie może być ostatecznie kontrakt zawarty. Z mojego punktu widzenia, jako ministra MON ważne było, aby offset przyniósł pozytywne skutki dla produkcji w Polsce helikopterów jak i dla rozwoju przemysłu lotniczego. Byłem zainteresowany tym, aby warunki tego offsetu była jak najlepsze dla Polski. Z ubolewaniem przyjąłem stanowisko Airbus Helicopters, który odrzucił przedstawione przez stronę polską propozycji związanych z offsetem. Także w ostatniej fazie rozmów mimo przedłożenia warunków i kwestii różniących polski i francuskie stanowisko, nie przedstawił własnych propozycji.

Szef MON dodał, ignorując informacje płynące z francuskich mediów, że zerwanie negocjacji nie będzie miało wpływu na polskie zakłady zbrojeniowe i lotnicze. Macierewicz powiedział: Będziemy dążyli do najszybszego rozwiązania tego problemu z punktu widzenia potrzeb polskiej armii i polskiego przemysłu zbrojeniowego i lotniczego. W żadnym wymiarze ta sytuacja nie odbije się na polskich zdolnościach obronnych.Nie odbije się również na perspektywie przemysłowej i zatrudnieniowej w zakładach polskich, zwłaszcza w Łodzi

CZYTAJ RÓWNIEŻ:
Rząd zrywa negocjacje ws. Caracali
Szef MON: to Francuzi zerwali umowę ws. Caracali. „Nie mogliśmy tak igrać interesem narodowym”

Wiceminister obrony Kownacki stwierdził, że proponowany offset nie realizował polskich interesów: Nie było szans, by offset zrealizował polski interes narodowy. Offset nie gwarantował wypełnienia interesu bezpieczeństwa państwa i nie było szans, że takie interesy zostaną wypełnione. Zawsze będziemy brali pod uwagę interes bezpieczeństwa państwa i interes ekonomiczny państwa

CZYTAJ TAKŻE:
Prezydent Francji Francois Hollande przekłada wizytę w Polsce
Szef MSZ komentuje odwołanie wizyty prezydenta Francji w Polsce

Według ministera Macierewicza Polska do końca negocjacji wykazywała się dobrą wolą: Do samego końca z polskiej strony była nie tylko dobra wola, ale także dobre warunki offsetowe, wielokrotnie ponawiane w różnych wariantach. (…) Strona francuska liczyła inaczej swoje zobowiązania. Żadna z naszych propozycji nie była poza możliwościami realizacji przez stronę francuską.

kresy.pl / wpolityce.pl

2 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz

  1. mop
    mop :

    MACIEREWICZ OPAMIETAJ SIE !!! A Z TYMI TWOIMI OBECNYMI „SOJUSZNIKAMI”,NA KTÓRYCH TAK LICZYSZ BĘDZIE TAK JAK JAK W 1939 roku…
    === Rosjanie śmieją się z polskiego wojska i twierdzą, że ich czołgi T-90 będą w Warszawie w ciągu 24 godzin. Desant powietrzny potrzebuje na to niewiele ponad godzinę. Są jeszcze Iskandery. Te rakiety dwie minuty po odpaleniu wybuchną w centrum Warszawy. Problem w tym, że rosyjscy propagandziści mogą mieć rację. Nie jesteśmy gotowi na konflikt z Moskwą.
    Nie jesteśmy przygotowani na atak ze wschodu. Na wypadek wojny całą swoją nadzieję pokładamy w sojusznikach. – To jest całkowicie bzdurne założenie. Wbija się ludziom do głowy, że sojusznicy mają nas bronić. A to nie tak. To my mamy mieć skuteczny system odstraszania a nie wierzyć , że jednostki NATO przyjdą nam z pomocą po 7 dniach od chwili wybuchy wojny – mówi w rozmowie z faktem24.pl Wojciech Łuczak, wojskowy ekspert i wiceprezes agencji Altair.
    Tymczasem Rosjanie śmieją się z naszego wojska. Na filmie wyemitowanym przez piąty kanał telewizji pokazali, jak czołgi T-90 zmierzają do Warszawy. Lektor mówi, że będą tam w ciągu 24 godzin, bo tyle potrzebują do przejechania 1300 kilometrów. Wcześniej jednak do stolicy Polski dostanie się sowiecki desant. Spadochroniarzom wystarczy na to 1, 5 godziny. W tym czasie rosyjskie pociski balistyczne będą w drodze do USA. Na zakończenie filmu na rakiecie widać emotke ze zmróżonym okiem. Ma to oznaczać, że filmik jest żartem. Jeśli tak to raczej kiepskim. Tyle tylko, że jest w nim ziarno prawdy.Taki materiał pojawił się w Rosjskiej telewizji

    https://www.youtube.com/watch?v=AXWOKhCGyog

    Gdyby doszło do hipotetycznego konfliktu, Rosjanie rzeczywiście byliby w kilka godzin w Warszawie. Zapytany o to Wojciech Łuczak mówi – To prawda. Kilka tygodni temu, odbyły się w Polsce ćwiczenia pod kryptonimem Kraj. Jednym z elementów była walka z batalionem rosyjskiego specnazu. Wyniki były takie, że zdecydowano się je utajnić – podkreśla Wojciech Łuczak. Nie chce zdradzać szczegółów, ale dyplomatycznie mówi że, nie napawają one optymizmem. – Takie ćwiczenia powinny odbywać się co dwa lata. Biorą w nich udział organy administracji publicznej, jak i dowództwa oraz sztaby na wszystkich szczeblach kierowania i dowodzenia siłami zbrojnymi – przyznaje generał Roman Polko, były dowódca jednostki GROM.

    W ramach „Stolica-16” ćwiczono obronę Warszawy przed rosyjskim Specnazem, perfekcyjnie wyszkolonymi komandosami. Teoretycznie ich atak mógłby wyglądać tak. Przed rozpoczęciem wojny na lotnisku, pojawia się grupa turystów wracających z Wiednia i przesiadająca się na lot do Moskwy. Broń byłaby już w skrytkach na terenie miasta. Ich zadaniem byłoby nie tylko unieszkodliwienie prezydenta czy premiera i najbardziej znanych polityków i generałów, ale też wprowadzenie chaosu w mieście. Odcięcie prądu, zatrucie wodociągów, wysadzenie kilku stacji benzynowych. – Do jakiego kataklizmu może doprowadzić grupa nawet źle przeszkolonych ludzi, pokazuje ostatni przykład zamachów terrorystycznych w Paryżu – mówi były dowódca GROM, generał Roman Polko.

    Kiedy Specnaz polowałby na polskich polityków w drodze byłyby rosyjskie pociski samosterujące – Lecą 8 metrów nad ziemią a my nie mamy niczego, co byłoby je w stanie wykryć i zestrzelić. Właśnie takimi rakietami Putin, rozpoczął konflikt z Syrią – podkreśla Łuczak. Rosjanie mają jeszcze Iskandery. Odpalone z okręgu kaliningradzkiego dolatują aż za Berlin. – Przeciwko tym rakietom, nie mamy również żadnej broni – dodaje wojskowy ekspert. Kompleksowy system obrony przeciwrakietowej i przeciwlotniczej, który negocjujemy z amerykanami ma być kompletnie gotowy w….2028 roku i będzie kosztował 50 mld zł – mówi Łuczak. Do tego czasu naszego nieba bronią pochodzące z lat 60 zestawy rakietowe. Niewiele pomogą nam też F-16 i pociski do nich kupione u amerykanów. – Mamy samoloty ale bez systemów naprowadzania i rozpoznawania celów one są ślepe i głuche – podkreśla Łuczak. Do tego maszyny te wymagają specjalistycznych urządzeń i obsługi. Tylko w w bazie w Krzesinach i w Łasku są na przykład specjalne odkurzacze, które pozwalają utrzymywać pasy startowe w odpowiedniej czystości, tak żeby samoloty mogły startować i lądować.

    To nie wszystko. Oba lotniska są w zasięgi rosyjskich rakiet. – Jedynym ratunkiem byłoby ich przebazowanie, na wypadek konfliktu – Tajemnicą poliszynela jest to, że maszyny trafiłyby do bazy w Niemczech. Kolejna rzecz to kody dostępu do supernowoczesnych rakiet JASSM kupionych za gigantyczne pieniądze od amerykanów. Nie mamy jednak do nich dostępu. – Istnieje możliwość unieruchomienia tych rakiet na pokładzie samolotu, drogą radiową przez osoby mające dostęp do kodów źródłowych – mówi nam Michał Likowski, redaktor naczelny branżowego miesięcznika „WTO Raport”. Innymi słowami o użyciu rakiet zdecyduje Amerykanin, siedzący przed komputerem gdzieś w Arizonie z nogami na krześle a nie nasz pilot.