3 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Leave a Reply

  1. Piotrx
    Piotrx :

    Chciało by się powiedzieć ” Jakie drzewo taki klin , jaki ojciec taki syn” – ów polakożerczy osobnik miał żydowskiego ojca dlatego nie dziwi żydowska narracja jaką prezentuje. Natomiast bulwersuje zapraszanie go do Polski i organizowanie mu do tego publicznych dysput. Powinien się on w pierwszym rzędzie zająć problemem żydowskiej kolaboracji i współpracy z Niemcami. Policja żydowska wydała w ręce Niemców nie tylko 50 000 Żydów, ale 6000 Polaków i 1500 księży, którzy Żydom pomagali (K.Baliński “Judejczykowie nas podchodzą”)

  2. Piotrx
    Piotrx :

    Okrutni żydowscy kapo – Jerzy Robert Nowak
    Okrutne prawdy o zachowaniu żydowskich kapo w książce Donalda L. Niewyka

    Do świadomie przemilczanych w Polsce najcenniejszych pozycji literatury Holocaustu należy wydana w 1998 r. pod redakcją Donalda L. Niewyka książka „Fresh Wounds”. Jest to wybór relacji b. więźniów żydowskich (razem 34 relacji) o sytuacji w obozach, w których ich więziono. Relacje te były nagrywane bezpośrednio po wojnie, stąd odznaczają się one szczególną wiarygodnością, jakże odległą od późniejszych koloryzowań. To właśnie jednak, a zwłaszcza powtarzający się ponury obraz roli żydowskich kapo, nie pozostało bez skutku na zapobieżenie zapoznaniu się z tą książką przez polskich czytelników. Skrajni filosemici w wydawnictwach w Polsce jak zwykle bezbłędnie ocenili „niebezpieczeństwo” przekładu tej książki na język polski i „uchronili nas” od tej jakże szokującej lektury.

    Już w gruntownym wstępie do swojego wyboru Donald L. Niewyk pisze bez ogródek: „Żydzi mogli mieć najlepiej pod nie żydowskimi kapo i szefami bloków(…)” (Cyt. Za „Fresh Wounds. Early Narratives of Holocaust Survival”,ed. Donald L.Niewyk, The University of North Carolina 1998, s. 15).

    W książce Niewyka znajdujemy wiele prawdziwie przejmujących relacji b. więźniów uratowanych od zagłady. Są to relacje pełne bezlitosnych oskarżeń pod adresem dawnych żydowskich obozowych kapo. Szczególnie wstrząsająca była relacja Abrahama K. który jak pisał Niewyk „niemal płakał”, opisując przejścia swoje i współwięźniów. Obsesyjnie gnębiła go pamięć tego właśnie, że okrutnymi katami, maltretującymi Żydów byli również Żydzi w roli kapo. Wspominał, że Żydzi nazywali tych kapo „Schieber” (gangsterami). Największą gorycz sprawiało mu opowiadanie, jak Żydzi katowali Żydów, precyzyjnie realizując najpodlejsze niemieckie plany. Chodziło o metodę polegającą na wybraniu grupy Żydów na seniorów bloków, ubraniu ich w ładne kurtki, piękne buty i zapewnieniu wyżywienia dużo lepszego niż dla reszty więźniów. Dawano im bicze do rąk i mieli odtąd nadzorować i bić swych żydowskich współwięźniów. (Tł. J.R. Nowak; por. D.L. Niewyk, op. cit. ss. 34, 40) Jak relacjonował Abraham K.:„Odtąd takie osoby żyły zawsze w strachu, żeby nie stracić takiej pracy. Ich życie zależało od niej. Jeśli straciłby swoją pozycję poszedłby na dno tak jak inni: Dlatego gotów był raczej zabić setki innych. (Podkr.-JRN) Niemcy nie musieli się troszczyć o to, co robić z całą obozową społecznością. Wystarczyło wyznaczyć jednego Żyda, a on już urządzi wszystko w jak najlepszy sposób, aby ich zadowolić i bardzo często nawet zrobi więcej niż żądali.

    Chociaż ja przedtem widziałem jak działa u nas żydowska policja, to jednak nigdy nie mogłem sobie wyobrazić, że jeden Żyd mógł robić takie rzeczy drugiemu Żydowi (Podkr. – JRN)”.

    Abraham K podkreślał że całe wewnętrzne kierownictwo obozu składało się z Żydów (tamże s. 36.) Żydami byli również trzej najbardziej bezwzględni kaci, którzy wymierzali publicznie kary więźniom. (Por. ss. 38, 39)

    Okrutny Żyd Moshe Nachtinger

    Swą opowieść Abraham K. Ilustrował opisami przerażających scen z udziałem brutalnych żydowskich kapo. Opisał np. z jaką sadystyczną furią bili żydowskiego więźnia żydowski kapo Moshe Nachtinger, za jakąś drobną „przewinę”. Abraham K. opisywał: „Pierwszy raz w moim życiu widziałem takie bicie. Uderzano go biczem ze skręconym żelaznym drutem na pół metra długości, tak, aby waląc w grzbiet mógł okręcać się wokół brzucha, gdzie robił wielkie rany cięte(…) Pierwszy raz w moim życiu słyszałem jak starsza osoba, człowiek dorosły, tak jęczał i szlochał błagając o litość. Miałem tylko jedno pragnienie; aby mieć władzę do pomszczenia tego więźnia w ciągu najbliższych pięciu minut(…) Co można było jednak zrobić? Trzeba było mieć zamknięte usta i uważać by samemu nie dostać takiego bicia(…)” (Por. tamże, s. 36).
    Abraham K. opisał również inny dość szczególny incydent. Brutalny żydowski kapo bił tak mocno żydowskiego więźnia, że zareagował na to nawet niemiecki policjant, z odrazą wstrzymując dalsze bicie. Komentarz Abrahama K: „Było to smutną rzeczą widzieć jak Niemiec wczuł się w nasze położenie i wykazał więcej zrozumienia dla nas niż tak zwany brat”. (Por. tamże, s. 33).
    Przygnębiająca i ponura była również relacja innego więźnia żydowskiego Udela S. w odniesieniu do zachowań żydowskich kapo w Auschwitz. Jak stwierdził Donald L. Niewyk w swoim wstępie do tej relacji: „Jednym z jego (Udela S.-JRN) najbardziej żywych wspomnień z Auschwitz było okrucieństwo żydowskich kapo” (Por. tamże s. 47) Odpowiadając na pytanie o kapo w obozie Udel S. stwierdzał, że byli nimi Żydzi Francuzi i Niemcy. Oni byli Żydami.(…) Oni byli gorsi, ci francuscy Żydzi, potem niemieccy (…) Ze względu na to, że kapo dostawał dodatkową porcję chleba i dodatkowy obiad, był gotowy bić ludzi aż do utraty ich życia(…)” (Tamże, s. 53). Udel S. wspominał, że kapo, francuscy i belgijscy Żydzi zabierali dla siebie jedzenie z całego transportu kosztem innych więźniów, tak że sami mieli jedzenia w bród. (Por. tamże, s. 52)
    Z kolei były więzień Majdanka Jurek K. z goryczą wspominał tamtejszego doktora żydowskiego – mordercę i innych morderców żydowskich szefów obozu. Stwierdzał bez ogródek: „Ten żydowski lekarz był mordercą. Oni wszyscy byli mordercami. Szefowie obozu wszyscy byli mordercami, pomimo tego, że sami byli Żydami. To był najgorszy rodzaj Żydów. Bandyci którzy przed wojną nie mieli żadnego sposobu na zdobywanie środków utrzymania. Złodziei wsadzono do obozów i uczyniono naszymi szefami”. (Por. tamże, s. 113)

    Relacje ocalałych z książki Niewyka zawierają na ogół bardzo krytyczne oceny na temat zachowania Judenratów. Typowe pod tym względem było wyrażone w relacji Udela S. absolutne potępienie działań Judenratu na Górnym Śląsku i jej przewodniczącego Mońka Merina za „usypianie” Żydów fałszywym poczuciem braku zagrożenia (Por. tamże, Js. 10 i 49) Udel S. nazywa Merina zdrajcą narodu żydowskiego „który tak sługo nas usypiał, że nie zorganizowaliśmy żadnego oporu i poszliśmy jak owce na rzeź”. (Tamże s. 49) .
    W relacjach padają bardzo ostre słowa o zachowaniach żydowskiej policji. Np. Ephraim G. opisuje szczególnie szkodliwą rolę żydowskiej policji w Krakowie w tropieniu miejsc ukrycia Żydów. Miejsca te były nazywane „malines” (meliny) od hebrajskiego słowa malon (kryjówka). Według relacji Ephraima G. 60 żydowskim policjantom udało się wytropić dosłownie wszystkie kryjówki żydowskie w getcie. (Por. tamże, ss. 251-252).

  3. Piotrx
    Piotrx :

    Kolaboracja i zdrada wewnętrzna.
    https://przemyslhistoria.pl/polemiki/jedwabne/getto_warsz2.html

    Kolaboracja i zdrada wśród Żydów, przybrała większe rozmiary z chwilą zamknięcia getta i powołania do życia żydowskiej policji porządkowej. Na o wiele wyższym szczeblu zdrady własnego narodu, stali żydowscy agenci gestapo, jedna ich siedziba znajdowała się przy Leszno 14, gdzie szefami byli Kohn i Heller (zausznicy Karla Brandta) a druga przy ul. Leszno 13. Tą drugą placówką dowodził Gancweich i kpt. Dawid Sternfeld. Leszno 14 zakamuflowane było jako przedsiębiorstwo przemysłowe m.in. ich były tramwaje konne zwane konhellerkami, zaś Leszno 13 jako placówka policji przemysłowej występującej pod różnymi nazwami np. Urząd do Walki z Lichwą i Spekulacją, albo Urząd Kontroli Miar i Wag, Oddział Rzemiosła i Handlu, Biuro Kontroli Plakatów, Oddział Pracy Przymusowej a nawet Pogotowie Ratunkowe i inne. Według naszej obserwacji, specjalnie ożywioną szeroką i szkodliwą działalność prowadziła ta ostatnia, zwana popularnie „trzynastką”. Spośród specjalnie dobranego elementu z „trzynastki”, i osobistych agentów Brandta, powstała w końcu 1940 r. organizacja pn. „Żagiew”. Organizacja ta dostała zadanie penetrowania wszystkich przejawów życia w getcie, z agendami gminy włącznie. Miała obserwować szczególnie akcję zorganizowanego szmuglu, by w ten sposób rozpoznać źródła polskiej pomocy dla getta i tą drogą dojść do organizacji konspiracyjnych, wspierających getto. Autor był bodajże pierwszym. który zwrócił uwagę na działalność Sternfelda i „Żagwi”. W wyniku wstępnych obserwacji, zapadła decyzja rozbudowania sieci wywiadowczej ŻZW, ze szczególnym uwzględnieniem okolic ul. Leszno 13. Tak się szczęśliwie złożyło, że był to wtedy zarazem teren referatu wymiarowego Urzędu Skarbowego. w którym pracował piszący te słowa. Fakt ten ułatwiał ogromnie obserwację całej okolicy, a stale kontakty z kupcami i restauratorami żydowskimi, pomogły autorowi w założeniu sieci wywiadowczej. ŻZW obstawił wtedy swoimi agentami (wprowadzonymi przeze mnie w charakterze pracowników) wszystkie okoliczne kawiarnie i restauracje, leżące w pobliżu dróg przerzutowych szmuglu przy murze. I tak informatorzy ŻZW pracowali między innymi w Palaise de Dance (dawniej braci Frontów na Rymarskiej), w kawiarni Fuchsa na Elektoralnej 13 i w sklepie spożywczym ul. Elektoralna 6, w restauracji Formy — Leszno 18, w sławnej restauracji Szulca na Karmelickiej róg Nowolipek. w kawiarni na Grzybowskiej 30, w restauracjach na Grzybowskiej 23 i 31, w Hotelu Brytania na Nowolipiu, następnie w bardzo wytwornej restauracji ..Sztuka” — Leszno 2 i zaraz obok u Sary Trefler w składzie aptecznym, oraz w wielu innych lokalach. Po stronie aryjskiej założono punkt obserwacyjny na Bielańskiej przy Tlomackiem u fotografki p. Haliny Macherskiej i na Elektoralnej 2/4 w Urzędzie Miar i Wag, gdzie znajdowała się równocześnie wytwórnia granatów i broni, kierowana przez dr. Waldemara Leega. który pracował dla OW-KB i następnie dla AL. (Granaty produkowano w warsztatach mechanicznych prowadzonych przez prof. inż. Pełczyńskiego, zaś materiały wybuchowe i chemiczne w filii urzędu w galerii Luxemburga — tym kierował dr Leeg. Pracę tę popierał dyr. Gł. urzędu dr inż. Rauszer. kolega k-nta gł. Orzechowskiego i też członek OW).